Dziś dotykaj mnie ustami

 

Dziś dotykaj mnie ustami
A ja Cię ogrzeję mymi ramionami,
Zatrzymaj to ciepło myślami swymi.
Otulę twe piersi piersiami moimi.
Gdy stężeją już mięśnie naszych

ciepłych ud
Splączemy swe włosy w pajęczyny cud
Spojrzę w twoje oczy niebem malowane,
Wpiję się w twe usta różą powlekane.
I załkasz z miłości, z rozkoszy bezgrzesznej
I zechcesz zatrzymać me myśli niegrzeczne.

Lecz skończy się, umknie,

cudowny ten dreszcz,
I już zapomniałeś, i znów tego chcesz,
Już szukasz oczami, już błądzisz myślami
I pragniesz, znów pragniesz tak opleść udami,
Znów posiąść i posiać niepokorne myśli
Co będzie, jak będzie, co dziś mi się przyśni …

23 styczeń 2007r.


Powagarować chcę

 

Zostawiam dom, odstawiam gary,
Mam dość smuteczków; idę na wagary.
Wszystko gdzieś się wali, ku dołowi chyli
I niech cię twarz ma pogodna nie zmyli.

Chcę po łące mokrej iść stopami bosymi,
Chcę wychwalać piękno świata ustami niemymi.
Twarz wystawić tak pod wiatr by włosy rozwiało,
Chcę otworzyć serce swe by oddechu nabrało.

Do słonka ręce wyciągnąć i o ciepło prosić,
Aby dalsze smutki, trudy życia jakoś znosić.
Do białej brzozy twarz strapioną przytulić
I witki jej delikatne na piersi utulić.

Złapać oddech świeży, jak trawa zielony,
Dla mnie niebo się uchyli bom wędrowiec strudzony

A potem oczy otwieram i tęsknością gnana
Do szarości wracam. Gary wyciągam.

Znów uśmiecham się z rana!

 

napisany 26 listopada 2006r.

 


 

 

Mój wierny Sony

  

Mój przyjacielu, z wiernych najwierniejszy,

zawsze jesteś przy mnie, zawsze pierwszy.
Zbierasz na swe klapki emocji całą moc
bez względu na to czy dzień jest czy noc.
 
Czasem tylko się wyładujesz
uniemożliwiając dalsze rozmowy,
po chwili jednak dobrze się sprawujesz-
mój wierny… telefonie komórkowy.

chcę…

  

chcę być dla ciebie tchnieniem wiosennym

co to łaskocze wietrzykiem promiennym

chcę być ci tęczą po kroplach ciepłych

której brak w sercach chłodnych, zakrzepłych

chcę być ci jabłkiem rosnącym w raju

by kusiło pożądaniem jak w sułtańskim seraju

byś pragnął do bólu je zerwać i zjeść

bym życia twego stanowiła piękną treść

chcę być ci ścieżką po której kroczysz

radosnym dialogiem w którym się droczysz

światełkiem nocą, cieniem w dniu słonecznym

pasem u siedzenia byś był bezpiecznym

chcę być twym cieniem nawet bez słońca

za rękę cię trzymać już zawsze, do końca

troski, zmartwienia przed wzrokiem twym kryć

byś już beze mnie nie chciał wcale żyć…

napisany 21 kwiecień 2009r.

Złote kolczyki czyli historia rodzinna

Każdy z nas ma w życiu coś cennego,
Coś, czego nie zamieniłby na nic innego.
I ja mam rzecz małą, jedną, ukochaną
Bardzo dawno, pół wieku temu, podarowaną.

Gdy Babcia i Dziadzio w kwiecie wieku byli
Pięć par jednakowych kolczyków kupili.
Małych, skromnych choć złotych,
z koralem czerwonym,
Ze złotym drucikiem śmiesznie zakrzywionym.

Pierwsze były dla Babci, trzy dla trzech ich córek,
Piąte wnusi włożono do świeżo przekłutych
dziurek.
Krysia była bardzo mała, roczek wtedy miała,
Odtąd kolczyki z koralem szczerze pokochała.

Dziś Krysia dorosła, Krystyną się stała,
Wspaniałych dwóch synów dobrze wychowała.
Dawno nie ma Dziadziusia, Babci,
jednej z ciotek,
A pamiątki po Nich poszły już pod młotek.

Lecz kolczyki złote, z koralem, stare i niemodne,
W przywracaniu wspomnień są dziś niezawodne.
Z czułością patrzę w lustro na te ozdóbki
bezcenne
I przeszłość w nim widzę, dzień po dniu,
codziennie.

Przez wszystkie te lata towarzyszą mi wszędzie
I wiem na pewno że zawsze tak będzie.
Nie potrafię się rozstać z nimi ni na chwilę
I niech tak zostanie w ostatnią godzinę.

                                  
                                            

Napisany październik 2006r.

Kawa

  

Na bazarze kupiłam z listkiem małym patyczek,

W foliowym był mieszku, nie było doniczek.

Rzekli że to kawa, ja w to uwierzyłam

Odtąd koślawy badylek czule hołubiłam.

Niczego brakować nie mogło roślinie,

Podlewałam nawozami, obornikiem w płynie.

Tak rósł lat czternaście, tyleż samo zim

A moje marzenia o kwitnącej kawie rosły razem z nim.

Nadeszła ta chwila, pączki popękały,

Piękne białe kwiateczki oczom pokazały.

Teraz słów nie mogę znaleźć by cudo opisać,

Wszystko zda się grafomaństwem, jakby nie zapisać.

Radość krótka była bo natury moce,

Białe kwiecie zabrały a dały owoce.

Gdy i te dojrzały, czerwone się stały –

Kawa umierała, owoce spadały …

Dziś mam znów badylek z listkiem,  jako na początku

Kawa – Matka. Hołubiony stoi cicho w kątku.

I pozwól mi Panie, doczekać tej chwili

Gdy pączków pękanie znów życie umili.

 

 


Pamiętam…

  


Pamiętam Twój wzrok

który już w drzwiach mnie rozebrał

Pamiętam Twój dotyk

ciepły i paraliżujący zmysły

Pamiętam Twoje usta

sprawiły że byłam pijana rozkoszą

Pamiętam Twoje ciało

oplatające mnie jak dzikie wino

Pamiętam maleńki pokoik

gdzie bezwstydnie złączyliśmy łóżka

Pamiętam dwie świeczki

oświetlały złotym blaskiem nasze ciała

Pamiętam słowa  wypowiedziane

brzmiące jak najpiękniejsza muzyka

Pamiętam Ciebie

Kocham

Ale Ty o tym przecież wiesz…

  

16 kwiecień 2009r.

O głupim Jaśku

     

 

Ale heca, ale draka

Biegnie Jasiek na bosaka

Nie ma portek ni koszuli

Czyżby psami go poszczuli?

Gdzie odzienia reszta jego?

Czyżby stało się coś złego?

Czemuż zmyka tak w te pędy

Klucząc tędy i owędy?

Do Dorotki wlazł okienkiem

Zostawiła nie domknięte…

Chciał całusy skraść swawolne

Miał dla miłej kwiatki polne…

Lecz Dorotki czujny tata

Jak nie chwyci z haka bata

Jak nad uchem mu nie świśnie

Głupi Jasiek ani piśnie…

Sus przez okno, przez rabatki

Porozrzucał polne kwiatki

A Dorotka? Cicho szlocha

Bo głupiego Jaśka kocha.

Muszą pamiętać teraz oboje

Że dla kochanków domu podwoje

Niebezpieczne. Z wieczora czy z rana

Musi wystarczyć im… kopka siana.

Daleko od taty, daleko od domu

Tam mogą spotkać się po kryjomu

Swawolić do woli, sobą się cieszyć

I na złość tacie – mocno nagrzeszyć.

16 kwiecień 2009r.