Proszę, trzymajcie kciuki…

  

Niedziela 24 maj 2009r.     godz. 14.45

Jutro rano czeka mnie ważny egzamin.
Ważny, bo zależy od niego moja nowa praca.
Uczę się, powtarzam i stwierdzam że coraz trudniej nauka wchodzi do głowy.
Obgryzam paznokcie i przypominam sobie jak to kiedyś w szkole było, jak się ściągi robiło. A dziś jak tu zrobić malutką ściągę kiedy oczy nie chcą czytać nawet dużych liter że o maczku nie wspomnę…
Pozostaje nauczenie się.

Trzymajcie za mnie kciuki, imienni i bezimienni moi mili GOŚCIE!

Zroszone mokasyny

  

Jak mgła się snujesz, Milcząca Skało

wciąż szukasz miejsca  dla siebie

czegoś brakuje ci, kogoś wciąż mało

czekasz aż Manitou da znak na niebie

Taranta dosiadasz, kłusujesz bez celu

jakbyś dogonić chciał miniony czas

wiedz, Pióro Sokoła, czyniło tak wielu

bo jej szukało, chciało znaleźć brzask

Nie męcz już konia waleczny Szoszonie

wyjdź wreszcie z oparów o kruczowłosa

niech wzrok wasz się spotka, splotą dłonie

a na mokasynach rozperli ranna rosa

Nie pierwsi jesteście tęsknotą targani

i nie ostatni kalacie grzechem sny swoje

baczcie jednak, byście przez los nie nabrani

w szczęśliwego życia wpłynęli podwoje.

napisany 21 maja 2009r.

Cztery oczy…

 

*** …dwa gelyndry ***



W mojej torebce miejsce najważniejsze

zajmują okulary. Bo najpotrzebniejsze.

Jeśli myślicie że jedne to niewiele wiecie,

mam ich par kilka. Po co? Zaraz się dowiecie.


Jedne do telewizji oglądania. Drugie do czytania.

Trzecie do bardzo precyzyjnego działania.

Do pracy w kuchni mam szkiełka czwarte,

piąte szanuje bo sporo są warte.


Szóste i siódme są przeciwsłoneczne,

z filtrami UV, dlatego bezpieczne.

I ważne dla mnie, bardzo cool – owe

ósme okulary, cudownie różowe…


Kiedy ten majdan do torby pakuję

na inne rzeczy już miejsca brakuje!

Lecz jeszcze sto innych wepchnąć tam muszę

zanim spokojne do pracy wyruszę.



Amory starego strusia

Historia prawdziwa

Gdzieś w połowie ogrodu strusie wybieg mają
I nie wiadomo, my im czy one nam się przyglądają.
Krótko mówiąc struś – przywódca we mnie wlepił wzrok
I wzdłuż ogrodzenia lazł za mną krok w krok!

W pewnym momencie przede mną na kolana padł
I w przepiękny taniec jak w trans jaki wpadł!
Wielkimi skrzydłami machał tak dostojnie
Jakby chciał brylantem obdarować mnie hojnie.

Małą głowa na długiej szyi kręcił to w lewo, to w prawo
A dla mnie przestało to już być śmieszną zabawą…
na migi rodzinie nakazałam odwrót krokiem spokojnym,
Sama również chciałam zwiać zalotom namolnym.

Sporym stresem zapłaciłam za ucieczkę strusim amorom
Dobrze że rodzinka stała murem, była moją podporą.
Ale używali na mnie jeszcze długi czas –
Jak zakochany struś, jak za mantrą, wzdłuż płota za mną lazł…

 

Krystyna

 

Polska kupa czyli AFISZ

  


Gwałtu! Rety! Co się dzieje!

Kraj trzeszczy w posadach!

A z nas cały świat się śmieje

Na naszych zasadach.

Wszystkie partie umoczone

Korupcja jest wszędzie

Społeczeństwo przytłoczone

A biedy przybędzie.

Komu za to podziękować?

Kogo dziś ukarać?

Prawo łaski zastosować?

Zapomnieć postarać?

Weksle, kompromitacje,

Szantaże, inwigilacje,

Kłamstwa, prowokacje,

Głupota i lustracje.

Sejm rozwiązać? Ależ po co?

Wszak ten ma się dobrze.

Chociaż akcja się rozwija

Jak w peerelowskiej “Kobrze”.

Kto? Z kim? Kiedy? Ile?

Prowokacji smród na milę.

Nikt się niczym nie przejmuje,

Władza nadal korumpuje.

A rozkurzyć towarzystwo!

Tę nierobów bandę!

Ci co tylko siać potrafią

Kiepską propagandę.

Za grosz nie masz tam honoru;

Zęby w stołki wbili!

Brak żadnego jest rygoru,

Władzy nie puścili!

Ja pamiętam taki zapis:

“NIE PCHAJ SIĘ NA AFISZ –

JEŚLI NIE POTRAFISZ !”


A on chce zmoknąć…

  


Przeskakuję przez kałuże a świat cały moknie,

Skądś tam patrzą na mnie czyjeś smutne oczy w oknie.

Śpieszę się i złoszczę, zachlapana po kolana,

Wściekam się: nie zdążysz do pracy, kochana…

A twarz za oknem bardzo smutna i milcząca,

Nie dlatego że tak chce, w tym oknie siedząca.

To chłopiec. Lat trzydzieści. Samotny z powodów

Że inny niż reszta i za wysokich schodów…

Pcha swój wózek nieszczęścia przed siebie, bez celu,

Chociaż do pomocy miewa chętnych wielu…

Ja się wściekam że leje, że moknę idąc drogą.

Tacy jak on się wściekają że moknąć nie mogą…

Bo krawężnik, barierki, piętro za wysokie,

Bo progi, bo schody, kałuże głębokie.

Siedzą więc przy oknach szyjąc swoje rany

A ty czasem smutne oczy widzisz zza firany…