Cztery oczy…

 

*** …dwa gelyndry ***



W mojej torebce miejsce najważniejsze

zajmują okulary. Bo najpotrzebniejsze.

Jeśli myślicie że jedne to niewiele wiecie,

mam ich par kilka. Po co? Zaraz się dowiecie.


Jedne do telewizji oglądania. Drugie do czytania.

Trzecie do bardzo precyzyjnego działania.

Do pracy w kuchni mam szkiełka czwarte,

piąte szanuje bo sporo są warte.


Szóste i siódme są przeciwsłoneczne,

z filtrami UV, dlatego bezpieczne.

I ważne dla mnie, bardzo cool – owe

ósme okulary, cudownie różowe…


Kiedy ten majdan do torby pakuję

na inne rzeczy już miejsca brakuje!

Lecz jeszcze sto innych wepchnąć tam muszę

zanim spokojne do pracy wyruszę.



Amory starego strusia

Historia prawdziwa

Gdzieś w połowie ogrodu strusie wybieg mają
I nie wiadomo, my im czy one nam się przyglądają.
Krótko mówiąc struś – przywódca we mnie wlepił wzrok
I wzdłuż ogrodzenia lazł za mną krok w krok!

W pewnym momencie przede mną na kolana padł
I w przepiękny taniec jak w trans jaki wpadł!
Wielkimi skrzydłami machał tak dostojnie
Jakby chciał brylantem obdarować mnie hojnie.

Małą głowa na długiej szyi kręcił to w lewo, to w prawo
A dla mnie przestało to już być śmieszną zabawą…
na migi rodzinie nakazałam odwrót krokiem spokojnym,
Sama również chciałam zwiać zalotom namolnym.

Sporym stresem zapłaciłam za ucieczkę strusim amorom
Dobrze że rodzinka stała murem, była moją podporą.
Ale używali na mnie jeszcze długi czas –
Jak zakochany struś, jak za mantrą, wzdłuż płota za mną lazł…

 

Krystyna

 

Polska kupa czyli AFISZ

  


Gwałtu! Rety! Co się dzieje!

Kraj trzeszczy w posadach!

A z nas cały świat się śmieje

Na naszych zasadach.

Wszystkie partie umoczone

Korupcja jest wszędzie

Społeczeństwo przytłoczone

A biedy przybędzie.

Komu za to podziękować?

Kogo dziś ukarać?

Prawo łaski zastosować?

Zapomnieć postarać?

Weksle, kompromitacje,

Szantaże, inwigilacje,

Kłamstwa, prowokacje,

Głupota i lustracje.

Sejm rozwiązać? Ależ po co?

Wszak ten ma się dobrze.

Chociaż akcja się rozwija

Jak w peerelowskiej “Kobrze”.

Kto? Z kim? Kiedy? Ile?

Prowokacji smród na milę.

Nikt się niczym nie przejmuje,

Władza nadal korumpuje.

A rozkurzyć towarzystwo!

Tę nierobów bandę!

Ci co tylko siać potrafią

Kiepską propagandę.

Za grosz nie masz tam honoru;

Zęby w stołki wbili!

Brak żadnego jest rygoru,

Władzy nie puścili!

Ja pamiętam taki zapis:

“NIE PCHAJ SIĘ NA AFISZ –

JEŚLI NIE POTRAFISZ !”


A on chce zmoknąć…

  


Przeskakuję przez kałuże a świat cały moknie,

Skądś tam patrzą na mnie czyjeś smutne oczy w oknie.

Śpieszę się i złoszczę, zachlapana po kolana,

Wściekam się: nie zdążysz do pracy, kochana…

A twarz za oknem bardzo smutna i milcząca,

Nie dlatego że tak chce, w tym oknie siedząca.

To chłopiec. Lat trzydzieści. Samotny z powodów

Że inny niż reszta i za wysokich schodów…

Pcha swój wózek nieszczęścia przed siebie, bez celu,

Chociaż do pomocy miewa chętnych wielu…

Ja się wściekam że leje, że moknę idąc drogą.

Tacy jak on się wściekają że moknąć nie mogą…

Bo krawężnik, barierki, piętro za wysokie,

Bo progi, bo schody, kałuże głębokie.

Siedzą więc przy oknach szyjąc swoje rany

A ty czasem smutne oczy widzisz zza firany…


Czy oni są tego warci?

Wczoraj był dzień otwarty Stadionu Śląskiego.

Niby mam go pod nosem ale nieczęsto zdarza się wejść w jego bebechy. Tym razem się udało.

Siedziałam na ławce trenerskiej, szłam tunelem którym wchodzą i wychodzą piłkarze, byłam w ich szatni, sraczu, pod prysznicami. Suszyłam włosy ich suszarką, myłam ręce w ich umywalni. Byłam w saunie, siłowni i jacuzzi gdzie woda ma 32 st.C.

Boso wlazłam na ich malutkie boiseczko ze sztuczną murawą (mięciutkie!) i w pokoju (sali? hali?) rehabilitacyjnej z łóżkami do masażu i leżakami po masażu…

Wszystko szalenie nowoczesne, piękne, błyszczące, pachnące, czyściutkie, jednym słowem kafelki, duperelki, drobnomieszczaństwo…

Czy ci nasi piłkarze naprawdę zasługują na takie luksusy?

Podobno nawet królewscy z Realu Madryt nie maja takich warunków!

A u nas? Im większe gówno tym bardziej się go hołubi żeby czasem nie zaczęło śmierdzieć.

Ale może dzięki takim warunkom będziemy na Śląskim gościć Euro 2012?

Fajnie by było, obserwowałabym imprezy stadionowe z balkonu…

Krystyna


Sezon rowerowy uważam za otwarty!

3 maja 2009r.        godz. 11.00

niedziela

Jak maj to maj!

Sezon rowerowy rozpoczęty pełną parą, znów systematycznie będę utrzymywać kontakt z pedałami dopóki się da.

Boże, jak mnie się nie chciało wstać, kiedy dziś o 7.20 przyjaciółka w smsie zawyrokowała:

– o 8.00 pod balkonem…

– nigdzie nie idę – powiedziałamdo siebie i lewą nogą zwlokłam się w ciepłego wyrka.

Tak się zwlekałam że kwadrans się spóźniłam choć nie jest to w mojej naturze.

Ale kiedy już ten „wiatr we włosach”, zapomina się o wszystkim. Smutki, troski, problemy i decyzje do podjęcia pozostają w tyle a oczy cieszy zieleń, fiolet, biel i miła woń kwitnących bzów, gonitwa i nie nadążający za nią wzrok trzech uroczych wiewiórek i słonko.

Że o towarzystwie Jolki nie wspomnę.

Nawet gostek w koszmarnym czerwono – białym kusym dresiku, starający się uświadomić nam jak ważna jest miłość Boga który podarował nam taki piękny poranek, jak sądzę świadek Jehowy, nie mógł popsuć cudownego nastroju. Trudno było gościa spławić ale udało się.

Żałowałam tylko że nie ma z nami mojego kota – obawiam się że nie usiedziałby w koszu i albo on albo ja przypłacilibyśmy taką wyprawę hi, hi, hi, życiem.

Szczerze mówiąc jestem nieco zawiedziona, pomna poprzednich lat, że ani kolana nie drżą, ani galarety z nóg, ani siedzonko nie boli… Czyżby to naprawdę kondycja?

Syn mówi: nie bój żaby, pogadamy jutro…

A niech tam! Może jutro ja Jolcię wyciągnę z wyra np. o 6.00 rano?

Ale byłaby radosna!

1 maj, niech się święci!

   

Jestem z pokolenia które na pochody pierwszomajowe chodziło z obowiązku, z przymusu. Najpierw ze szkoły, potem z zakładu pracy. Straszyli obniżeniem oceny z zachowania, potem obcięciem premii.

Ależ to były żenujące spektakle! To przejście przed trybuną honorową gdzie kukłowaci notable machali, kiwali łapskami jak marionetki, siląc się na woskowy uśmiech, było śmiechu warte…

A ile to kosztowało!

Już tydzień wcześniej trwały przygotowania miejsc, budowano trybuny które blokowały normalny ruch w mieście.

Te próby marszu, skandowania haseł na lewą albo na prawą nogę.

MŁODZIEŻ ZAWSZE Z PARTIĄ! albo:

NARÓD PARTIA! pamiętacie?

NIECH ŻYJĄ! NIECH ŻYJĄ! NIECH ŻYJĄ!

Kto tylko mógł ulatniał się przy pierwszej bramie czy sieni. Ileż było porzuconych flag, transparentów, zdeptanych goździków i tulipanów. Tony śmieci…

No a ten program w tv! Istna siekiera! Zwalał z nóg.

Dziś? No cóż, każdy robi co chce. Tu widać demokrację.

Tylko tu.