Złote kolczyki czyli historia rodzinna

Każdy z nas ma w życiu coś cennego,
Coś, czego nie zamieniłby na nic innego.
I ja mam rzecz małą, jedną, ukochaną
Bardzo dawno, pół wieku temu, podarowaną.

Gdy Babcia i Dziadzio w kwiecie wieku byli
Pięć par jednakowych kolczyków kupili.
Małych, skromnych choć złotych,
z koralem czerwonym,
Ze złotym drucikiem śmiesznie zakrzywionym.

Pierwsze były dla Babci, trzy dla trzech ich córek,
Piąte wnusi włożono do świeżo przekłutych
dziurek.
Krysia była bardzo mała, roczek wtedy miała,
Odtąd kolczyki z koralem szczerze pokochała.

Dziś Krysia dorosła, Krystyną się stała,
Wspaniałych dwóch synów dobrze wychowała.
Dawno nie ma Dziadziusia, Babci,
jednej z ciotek,
A pamiątki po Nich poszły już pod młotek.

Lecz kolczyki złote, z koralem, stare i niemodne,
W przywracaniu wspomnień są dziś niezawodne.
Z czułością patrzę w lustro na te ozdóbki
bezcenne
I przeszłość w nim widzę, dzień po dniu,
codziennie.

Przez wszystkie te lata towarzyszą mi wszędzie
I wiem na pewno że zawsze tak będzie.
Nie potrafię się rozstać z nimi ni na chwilę
I niech tak zostanie w ostatnią godzinę.

                                  
                                            

Napisany październik 2006r.

Kawa

  

Na bazarze kupiłam z listkiem małym patyczek,

W foliowym był mieszku, nie było doniczek.

Rzekli że to kawa, ja w to uwierzyłam

Odtąd koślawy badylek czule hołubiłam.

Niczego brakować nie mogło roślinie,

Podlewałam nawozami, obornikiem w płynie.

Tak rósł lat czternaście, tyleż samo zim

A moje marzenia o kwitnącej kawie rosły razem z nim.

Nadeszła ta chwila, pączki popękały,

Piękne białe kwiateczki oczom pokazały.

Teraz słów nie mogę znaleźć by cudo opisać,

Wszystko zda się grafomaństwem, jakby nie zapisać.

Radość krótka była bo natury moce,

Białe kwiecie zabrały a dały owoce.

Gdy i te dojrzały, czerwone się stały –

Kawa umierała, owoce spadały …

Dziś mam znów badylek z listkiem,  jako na początku

Kawa – Matka. Hołubiony stoi cicho w kątku.

I pozwól mi Panie, doczekać tej chwili

Gdy pączków pękanie znów życie umili.

 

 


Pamiętam…

  


Pamiętam Twój wzrok

który już w drzwiach mnie rozebrał

Pamiętam Twój dotyk

ciepły i paraliżujący zmysły

Pamiętam Twoje usta

sprawiły że byłam pijana rozkoszą

Pamiętam Twoje ciało

oplatające mnie jak dzikie wino

Pamiętam maleńki pokoik

gdzie bezwstydnie złączyliśmy łóżka

Pamiętam dwie świeczki

oświetlały złotym blaskiem nasze ciała

Pamiętam słowa  wypowiedziane

brzmiące jak najpiękniejsza muzyka

Pamiętam Ciebie

Kocham

Ale Ty o tym przecież wiesz…

  

16 kwiecień 2009r.

O głupim Jaśku

     

 

Ale heca, ale draka

Biegnie Jasiek na bosaka

Nie ma portek ni koszuli

Czyżby psami go poszczuli?

Gdzie odzienia reszta jego?

Czyżby stało się coś złego?

Czemuż zmyka tak w te pędy

Klucząc tędy i owędy?

Do Dorotki wlazł okienkiem

Zostawiła nie domknięte…

Chciał całusy skraść swawolne

Miał dla miłej kwiatki polne…

Lecz Dorotki czujny tata

Jak nie chwyci z haka bata

Jak nad uchem mu nie świśnie

Głupi Jasiek ani piśnie…

Sus przez okno, przez rabatki

Porozrzucał polne kwiatki

A Dorotka? Cicho szlocha

Bo głupiego Jaśka kocha.

Muszą pamiętać teraz oboje

Że dla kochanków domu podwoje

Niebezpieczne. Z wieczora czy z rana

Musi wystarczyć im… kopka siana.

Daleko od taty, daleko od domu

Tam mogą spotkać się po kryjomu

Swawolić do woli, sobą się cieszyć

I na złość tacie – mocno nagrzeszyć.

16 kwiecień 2009r.

Od czego jest dziadek?

  
Wiele lat temu, gdy mój syn Piotruś
był jeszcze mały,
Zadał mi pytanie: co by było gdyby
kwiaty koła miały?
Zbaraniałam i zrobiłam chyba wielkie
oczy
Bo byłam pewna że moje dziecko niczym
mnie nie zaskoczy!

Uczciwie rzekłam: nie wiem, lecz
na pewno się dowiem
I w te pędy do taty. Wiedziałam
albowiem
Że mój tata wiedział będzie.
Nie pomyliłam się wcale,
Umysł ścisły, nie rozdrabniał się
na byle detale.

Jak to, nie wiesz? Minę miał zdziwioną
Podczas gdy ja nadal gębę
rozdziawioną.
Gdyby kwiaty miały koła – no, pomyśl
– toby jeździły!
Tak po prostu, prosto z mostu
rozsądek zdzieliły.

Z historyjki tej morał wypływa więc taki:
Że i dziadek, i wnuczek z tej samej
są paki!
Niepotrzebni mama, tata gdy
blisko dziadkowie
A na “najciekawsze” pytania
– zawsze dziadek odpowie!

Napisany 2007.01.24 

Człowiek

                                                           

Łka po krzakach, w lesie świszczy

Jak wyżuta, lepka guma

Po omacku, pośród zgliszczy

Szuka ciebie twoja DUMA.

Woła, krzyczy, nasłuchuje,

Sznurem przepasał wór zgrzebny,

Sękatą laską z demonem wojuje

Twój HONOR. Czy jest ci jeszcze potrzebny?

I DUMA, i HONOR wartość swoją znają,

Jedna drżąca, druga mokra powieka.

Bo komuż dar cudny przekazać swój mają

Kiedy od wieków szukają CZŁOWIEKA?

Dziś o szczęściu mówić chcę…

       
Czymże jest szczęście, kochani moi?
Drugim człowiekiem który ból ukoi,
Gniazdkiem maleńkim, ciasnotą zmęczonym,
Ciastem sobotnim z dziećmi upieczonym.

Choinką, ubraną w najlepsze życzenia,
Koszyczkiem w którym święcisz spełnione
marzenia.
Radością znajomy jest nowo poznany
I smutkiem, gdy bliski na zawsze żegnany.

Szczęście. Ot słowo. A ile treści
W tym jednym, prostym słowie się mieści.
To miłość. Przyjaźń. Uśmiech. Pragnienie.
Płacz. Ból i smutek. I utulenie.

Napisany 2006.08.08

Jesienna para

  
Pod niebem jesiennym, po ścieżce z liści
Idzie jesienna para.
On na sękatej lasce podparty,
Ona bardzo już stara.

Bardzo powoli, godnie, dostojnie,
Kroczą szurając nogami.
Potem ławeczkę sobie zajmują
I cieszą się ciepłymi dniami.

Ona oparła białą swą głowę
Na wątłym jego ramieniu,
On dłoń w dłoń ujął i ucałował
W miłości swojej imieniu.

Długo siedzieli tak przytuleni
Że liść ich złoty obsypał.
A mały pajączek babiego lata
Zdjęć im jesiennych napstrykał.

Napisany 2006.10.17