Moje utrapienie

  


Florę uwielbiam, faunę miłuję

lecz na widok gołębi normalnie fiksuję!

Mój blok upatrzyły jako miejsce na gniazda

no i do roboty! Obsrywać go, jazda!

Od góry do dołu, gdzieniegdzie chleb mają

a w podziękowaniu kupy zostawiają.

Nade mną też mieszka, codziennie nocuje

a na moim balkonie latrynę buduje.

I tak spada z trzech metrów dorodne ich g….

zafajdując skrzynki z kwiatami. Dokładnie i równo.

Zeżarły mi groszek pachnący, lobelię wyrwały,

bo w mojej akurat donicy gniazdo zrobić chciały!

Kiedyś, daję słowo, wcale nie żartuję,

nie będzie gołębi. Wszystkie je wytruję!

Sama nawet jako strach stałam; też nic to nie dało  –

przeto radźcie co robić by ptactwo

mnie dręczyć przestało!

 

Nasz kraj – ich raj

Troszeczkę polityki?
Rymowanka napisana dość dawno ale myślę że niewiele straciła na aktualności…

 


Co się dzieje w naszym kraju

w którym miało być jak w raju?

Gdzie mieszkania, autostrady?

Słychać tylko: nie da rady…

Gdzie solidarne i tanie państwo?

Bo jak na razie wszędzie jest draństwo,

populizm, głupota i homofobia,

brak tolerancji i demagogia.

Europa cała już się z nas śmieje,

włos jeży na głowie co tu się dzieje.

Dlatego dwa słowa wypowiem bez swady –

mam tego dosyć; spieprzajcie dziady!

Reklama na chama

  

Gdy skrzynkę na listy otwieram

Miast poczty hurtowo odbieram:

„Weź tani kredyt” – procent tylko 40,

„Leć na Hawaje” – za darmo, ile samolot zmieści.

„Kup sobie kołdrę wełnianą” – taką co nie drapie,

Zapraszają do Zeptera – dla małżeństw po okapie.

Tramwaje z zewnątrz pozaklejane

Maleńkie dziurki pozostawiane

Żeby pasażer mógł dojrzeć coś

Jeśli akurat chce wysiąść ktoś.

Chodnikiem szybko biegnę slalomem

Bo… ulotki z kredytem, szkołą z dyplomem,

Okna zrobią darmo prawie, uwierzcie,

Pizzę do domu przywiozą, na grubym cieście.

Kosze w szwach pękają, śmieci się walają,

A tartaki, cóż, te świetnie się trzymają!

Włączam telewizor a tam mi wmawiają

Że ciasteczka to energia, kalorii nie mają.

Że kolana posmarujesz

i od razu ich nie czujesz!

Że jak TEN jogurt wypijesz

to od razu wiesz że żyjesz!

Że batonik pełen mleka

osteoporozę odwleka!

Że TEN proszek a nie inny

plamy po trawie zniknąć powinny!

I tak tłuką przez dzień cały

Same prawdziwie głodne kawały.

Myślą że ci co to oglądają

To debile. Że nabrać się dają!

Nieproszone…

  


Otworzyłam oczy
i wdarło się nieproszone
do mojej ciemnej dziupli

Precz! krzyczałam
ale chyba za szaro

Puściło do mnie zajączka
kusiło tęczowymi refleksami
muskało wargi wargami

Goń mnie! wesoło śpiewało
bliziutko mnie
na dotyk się zasiedziało

Zasiedziało
by rozkochać
w cieple swego istnienia

Zasiedziało
lecz zgasło
nie dotrwawszy spełnienia

napisany 2 październik 2007r.

Dziś dotykaj mnie ustami

 

Dziś dotykaj mnie ustami
A ja Cię ogrzeję mymi ramionami,
Zatrzymaj to ciepło myślami swymi.
Otulę twe piersi piersiami moimi.
Gdy stężeją już mięśnie naszych

ciepłych ud
Splączemy swe włosy w pajęczyny cud
Spojrzę w twoje oczy niebem malowane,
Wpiję się w twe usta różą powlekane.
I załkasz z miłości, z rozkoszy bezgrzesznej
I zechcesz zatrzymać me myśli niegrzeczne.

Lecz skończy się, umknie,

cudowny ten dreszcz,
I już zapomniałeś, i znów tego chcesz,
Już szukasz oczami, już błądzisz myślami
I pragniesz, znów pragniesz tak opleść udami,
Znów posiąść i posiać niepokorne myśli
Co będzie, jak będzie, co dziś mi się przyśni …

23 styczeń 2007r.


Powagarować chcę

 

Zostawiam dom, odstawiam gary,
Mam dość smuteczków; idę na wagary.
Wszystko gdzieś się wali, ku dołowi chyli
I niech cię twarz ma pogodna nie zmyli.

Chcę po łące mokrej iść stopami bosymi,
Chcę wychwalać piękno świata ustami niemymi.
Twarz wystawić tak pod wiatr by włosy rozwiało,
Chcę otworzyć serce swe by oddechu nabrało.

Do słonka ręce wyciągnąć i o ciepło prosić,
Aby dalsze smutki, trudy życia jakoś znosić.
Do białej brzozy twarz strapioną przytulić
I witki jej delikatne na piersi utulić.

Złapać oddech świeży, jak trawa zielony,
Dla mnie niebo się uchyli bom wędrowiec strudzony

A potem oczy otwieram i tęsknością gnana
Do szarości wracam. Gary wyciągam.

Znów uśmiecham się z rana!

 

napisany 26 listopada 2006r.

 


 

 

Mój wierny Sony

  

Mój przyjacielu, z wiernych najwierniejszy,

zawsze jesteś przy mnie, zawsze pierwszy.
Zbierasz na swe klapki emocji całą moc
bez względu na to czy dzień jest czy noc.
 
Czasem tylko się wyładujesz
uniemożliwiając dalsze rozmowy,
po chwili jednak dobrze się sprawujesz-
mój wierny… telefonie komórkowy.

chcę…

  

chcę być dla ciebie tchnieniem wiosennym

co to łaskocze wietrzykiem promiennym

chcę być ci tęczą po kroplach ciepłych

której brak w sercach chłodnych, zakrzepłych

chcę być ci jabłkiem rosnącym w raju

by kusiło pożądaniem jak w sułtańskim seraju

byś pragnął do bólu je zerwać i zjeść

bym życia twego stanowiła piękną treść

chcę być ci ścieżką po której kroczysz

radosnym dialogiem w którym się droczysz

światełkiem nocą, cieniem w dniu słonecznym

pasem u siedzenia byś był bezpiecznym

chcę być twym cieniem nawet bez słońca

za rękę cię trzymać już zawsze, do końca

troski, zmartwienia przed wzrokiem twym kryć

byś już beze mnie nie chciał wcale żyć…

napisany 21 kwiecień 2009r.

Złote kolczyki czyli historia rodzinna

Każdy z nas ma w życiu coś cennego,
Coś, czego nie zamieniłby na nic innego.
I ja mam rzecz małą, jedną, ukochaną
Bardzo dawno, pół wieku temu, podarowaną.

Gdy Babcia i Dziadzio w kwiecie wieku byli
Pięć par jednakowych kolczyków kupili.
Małych, skromnych choć złotych,
z koralem czerwonym,
Ze złotym drucikiem śmiesznie zakrzywionym.

Pierwsze były dla Babci, trzy dla trzech ich córek,
Piąte wnusi włożono do świeżo przekłutych
dziurek.
Krysia była bardzo mała, roczek wtedy miała,
Odtąd kolczyki z koralem szczerze pokochała.

Dziś Krysia dorosła, Krystyną się stała,
Wspaniałych dwóch synów dobrze wychowała.
Dawno nie ma Dziadziusia, Babci,
jednej z ciotek,
A pamiątki po Nich poszły już pod młotek.

Lecz kolczyki złote, z koralem, stare i niemodne,
W przywracaniu wspomnień są dziś niezawodne.
Z czułością patrzę w lustro na te ozdóbki
bezcenne
I przeszłość w nim widzę, dzień po dniu,
codziennie.

Przez wszystkie te lata towarzyszą mi wszędzie
I wiem na pewno że zawsze tak będzie.
Nie potrafię się rozstać z nimi ni na chwilę
I niech tak zostanie w ostatnią godzinę.

                                  
                                            

Napisany październik 2006r.