Co strusie widziały…

Do strusi mam stosunek ambiwalentny.
Z jednej strony podziwiam majestat i siłę – kopnięcie strusia porównuje się z kopnięciem konia, potrafi biegać z prędkością 60 – 70 km na godzinę, z drugiej jednak mam w pamięci historię ze strusiem w roli głównej, którą opisałam wierszem w 2009 roku, niby śmieszna a jednak kosztowała mnie kilka siwych włosów, i do dziś pamiętam bluzkę, która się strusiowi spodobała – bo chyba nie ja. Była granatowa, z żółto-złotymi, zajebutnymi gwiazdami i księżycami. Byłam świadkiem, kiedy to struś, wcale nie wielki, pchany rządzą żarcia – porwał bardzo młodemu człowiekowi bułkę z ręki. Razem ze skórą z palca.
Kiedy więc usłyszałam – jedziemy na farmę strusi – pierwsze było: NIE, beze mnie.
Potem konsternacja – chciałaby a boi się, jednak ciekawość wzięła górę.
Piękna, wrześniowa pogoda, dzień otwarty, bulić za wstęp nie trzeba. No to jedziemy.
Gospodarz sympatyczny, oprowadzał po farmie i interesująco, ze swadą, opowiadał o swoich mających imiona pupilach, których życie i tak się kończyło na talerzach.
Ja widziałam jednak coś zgoła innego. Niemal je słyszałam…

– Te, ryknij no, niech reszta przyjdzie, ludzie idą, zaś się pośmiejemy…
– Patrz, gapią się na nas jakby mieli na co, pajace jedne hłe, hłe, hłe…
– Jacy oni śmieszni, krótkie nogi, krótkie szyje, kolorowi jak ta tęcza na Placu Zbawiciela… Totalne bezguścia.
…i po co im te pióra na głowach? Ta ma białe, tamta jakieś czerwone, o, a ten wcale nic nie ma. Dziwaki…
– Trzeba się od płotu odsunąć, będą pióra nam wyrywać…
…tyłki macać czy jaja mamy… Potem będą mięso próbować, wysuszone gnaty podziwiać, kanibale jedne…
…skórę sprawdzać, czy już się na torby nadaje… A PALCA DO OKA WSADZIĆ NIE CHCECIE??? Albo do … No.
Eksponaty… Jedno strusie jajo to 26 jaj kurzych! Obcięta stopa też robi wrażenie.
Pióra. Są piękne i wcale nie dziwota, że największe gapy wśród strusi świecą gołą skórą!
Skóra strusia jest niezwykle miękka, z charakterystycznymi wzorami po piórach i nie dziwota, że torebka kosztuje ok. 800 euro.

Pożegnawszy się bez specjalnej czułości, ruszyliśmy w drogę powrotną. To, że okolica jest tu niezwykle malownicza nie muszę już chyba przypominać. Najczęściej wszystko oglądam z dołu, z perspektywy brzegu rzeki Mosel, jak na przykład tą białą, maleńką kapliczkę na górze:

Kapliczka, jak się okazuje wcale taka malutka nie jest, to raczej niewielki kościółek, do którego można normalnie autem dojechać, przy którym jest ławka z widokiem…

…takim widokiem na wieś, w której teraz pomieszkuję. No tak mam – raz na górze, raz na dole. Na górze pięknie, jednak pewniej czuję się na dole i mimo wszystko – chętnie na te doły wracam…

 

Krystyna

2 myśli na temat “Co strusie widziały…”

  1. Strusie, mimo sympatycznego wyglądu, dostojne i niebezpieczne.
    Kto wie, może one tak rozmawiają sobie o człowiekach ? 🙂
    Kiedyś, dawno temu słyszałem, że strusie jajo gotuje się ok. godziny.
    Zawsze byłem ciekaw jak toto smakuje :).
    Nigdy nie widziałem skóry tego nielota – pozbawionej piór. Zaskoczenie.
    Widoki, jak zwykle – na 150 procent, tylko rysować, malować.
    Może coś spróbujesz – tak dla siebie.
    Chciałbym Cię namówić :).

    Miłego wieczorku, uśmiechy :).

  2. Wiesz, ugotować to jajo, nawet godzinę – da radę, ale jak je potem ze skorupy obrać – to już grubszy problem. Widziałam na tej farmie abażury ze strusich skorup, na małe lampki nocne, z przepięknymi ażurowymi wzorami.
    Malować? To pokusa nie byle jaka, ale ja nie mam czasu… Albo blog, albo coś innego. Czas nie jest z gumy a ja tu jednak pracuję.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *