Cwaniara jedna na milion…

Gabrysię i Franka – tego od kawy z pianką na dwa palce, znacie.
Z nimi nudzić się nie można!
– Słuchaj co mi się przydarzyło, autentycznie – Gabrysia jest rozbawiona.
Emilkę też już poznaliście. Ta śliczna, młoda dama lat około 10, kilka dni temu, wróciła ze szkoły z koleżanką Olą, zresztą nie pierwszy raz, bo dziewczynki się kumplują.
Dziadek Franek w tym czasie pielęgnował swój ogródek (powiem to raz jeszcze, choć Gabi strasznie się buntuje) wielkości chusteczki do nosa.
Po jakimś czasie, postanowił podlać usychające co się da wokół domu, i po przeciwnej stronie ulicy. Jak na umówiony sygnał, w tym samym momencie, ujrzał, mieszkających przecież dobry kilometr od nich, rodziców Oli. Mama była zapłakana.

– Matko święta, co się stało, Ola przecież jest u nas, bawi się z Emilką!

Nie o Olę jednak chodziło. Po prostu uciekła im papużka, rudosterka żółtobrzucha, pupilka całej rodziny i teraz chodzą po całej okolicy w poszukiwaniu uciekinierki. A nuż ktoś, coś.
– Już na fejsbuk daliśmy ogłoszenie, w domu wydrukujemy i rozlepimy jutro ulotki – mówili zrozpaczeni.
Gabrysia i Franek obiecali, że oczywiście pomogą szukać, i że jak się czegokolwiek dowiedzą – zaraz zadzwonią, choć pierwsza myśl Gabrysi, to zapomnijcie, że mieliście papugę…
Niemniej poszukiwania  papużki ruszyły.

Następnego dnia, dziadek Franek znów pracował w swoim, no dobra, ogrodzie. Schylony dziabał gracką w ziemi i nagle coś poczuł i nie był to ból. Coś sporych rozmiarów usiadło mu na plecach!
Jasne, że najpierw się przestraszył, potem delikatnie rozprostował, a ciężar w tym czasie przemieścił się na jego ramię.
– W imię ojca i syna… Przecież to papużka Oli!
Tak naprawdę to powiedział całkiem coś innego, lecz choć, gdzie mi tam do Jurka Owsiaka, wolę nie cytować.
Wstał, powoli zaczął iść w stronę domu. Papużka jednak ani myślała uciekać! Spokojnie pozwoliła się zanieść do pokoju, pozwoliła pozamykać okna i dopiero wtedy Franek po raz pierwszy wypuścił wstrzymany oddech, który uszedł wszystkimi możliwymi drogami.
– Gabi, choć tu szybko!

Telefon do właścicieli, błyskawiczny przyjazd i taka radość, że właścicielka z pewnym smuteczkiem stwierdziła, że mąż nie cieszyłby się tak bardzo, gdyby ona sama zaginęła i się odnalazła… I trzydzieści ulotek wydrukowanych, z czego część już rozlepiona.
Kupa radości i śmiechu, bo cóż to za papuzia mądrość nakazała ptaszkowi odnaleźć dziadka Emilki, gdzie Ola przychodziła się bawić, i usiąść właśnie na jego plecach?
Mało domów, drzew, innych kręcących kuprami ptaków w okolicy?
A ona wiedziała! Ot, stwierdzili, że to najmądrzejsza papuga na świecie.
Pozwalam sobie jednak mieć inną teorię, ot, zwiała na balety, po jednej nocy miała dość, nie wiedziała jak wrócić do domu to poleciała na negocjacje do najłagodniejszego człowieka jakiego znała. Wielkie mi mecyje.

Ale czujecie, jaki to przypadek? Jeden na milion! Jak w totolotku.

To ona. Poszukiwana listami gończymi rudosterka żółtobrzucha.

Krystyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *