Darłówko…

Jestem przybita i rozbita czytając coraz to nowe wiadomości o dramacie, który rozegrał się w Darłówku. Serce pęka na milion kawałków – trudno mi sobie nawet wyobrazić koszmar, jaki przeżywają teraz rodzice.
Pojechali z czwórką dzieci na wakacje nad morze a wrócili z jednym, najmłodszym, dwuletnim.

Moja pierwsza myśl – pincet plus pojechało na wakacje. Wredne to, ale tak pomyślałam i nie przepraszam.

Żal mi tych rodziców.
Tragedią jest stracić jedno dziecko, a troje w jednym momencie – słów brak i trudno to nawet nazwać. Nie wiem, jak toczyła się tam ta cała akcja, niemniej efekt kuli śniegowej robi swoje. Czytam, że matki na plaży nie było, bo poszła z najmłodszym sikać, czytam, że ojciec na plaży był i pilnował, że była czerwona flaga, i że jej nie było, że dzieci weszły do wody w miejscu niestrzeżonym przy falochronie, czyli przy tzw. czarnym punkcie. Jak było naprawdę powinien rozstrzygnąć prokurator.
Ale…
Ja też byłam nad morzem z małymi dziećmi.
Dzieci są nieprzewidywalne i dlatego na zmianę z mężem pilnowaliśmy ich jak oka w głowie – albo ja na brzegu a mąż z nimi w wodzie, albo odwrotnie. Nie powiem, było to męczące i człowiek niewiele sam odpoczął, ale to były nasze dzieci, które miały wtedy 9 i 13 lat, czyli tyle, ile te, które teraz opłakujemy.
Duże dzieci? Gówno prawda, to były małe dzieci.
Synowie też chcieli mniej kontroli, zawsze chcieli zrobić jeden krok dalej niż pozwalaliśmy, też powtarzali, że nic im się nie stanie. Oni mówili swoje, a my z mężem swoje.

Ale wiecie co? Ostatnio byliśmy nad morzem w lipcu tego roku i my się nadal pilnujemy, nawet jeśli to zabrzmi śmiesznie. Kąpiemy się tylko w miejscu strzeżonym, nigdy nie przekraczamy boi, choć synowie są dobrymi pływakami.
Kiedy oni są w morzu – staram się nie tracić ich z oczu, choć teraz już bardziej z przyjemności i dumy niż z obawy. Kiedy ja wchodzę – oni patrzą na mnie, choć teraz ja się buntuję, żeby dali se siana.
I dlatego kochamy morze, wracamy zawsze z przyjemnością i w komplecie.

Rodzice tragicznie zmarłych dzieci odsuwają od siebie odpowiedzialność za ich śmierć. Szukają za pośrednictwem adwokata kozłów ofiarnych, choć myślę, że nikt z nich odpowiedzialności nie zdejmie. Odpowiedzą za swoją niefrasobliwość przed sądem.
I choć jest mi ich żal i staram się ich zrozumieć, to jednak równie żal mi ratowników, bo to na nich skupi się nagonka, bo będą musieli udowadniać, że nie są wielbłądami.

Moim synom dziękuję, że byli posłuszni, i że jest jak jest. To najlepsi synowie na świecie.

Krystyna

5 myśli na temat “Darłówko…”

  1. Bardzo, bardzo przykre zdarzenie, nie wyobrażam sobie wyjechać z czwórką dzieci na wakacje a wrócić z jednym – gdzieś to już pisałam w komentarzach. Mam nadzieję, że jest jakiś obiektywny sposób na sprawdzenie tamtej rzeczywistości, bo faktycznie rodzice wybrali walkę z poczuciem winy przez atak.

    1. Ja w takiej sytuacji, choć nawet nie dopuszczam takich myśli, chyba bym wylądowała w wariatkowie, ale popełniła sepuku. Oni chcą Świechno szukać głupiego, tak jak premierka chciała winą obarczyć bogu ducha winnego Sebastiana. Myślę, że sposoby na sprawdzenie są, przecież niemal wszędzie są kamerki internetowe, kamery przemysłowe. Okropna sytuacja, w takich najmocniej czuję, jak bardzo kocham swoje dzieci…
      Pozdrawiam!

  2. Witaj, Krysiu.
    Oczywiście, współczuję takiego dramatu, ale zasłanianie się adwokatem, oskarżanie, to moim zdaniem spychanie winy na innych.
    Kłóci mi się to z żałobą po stracie najbliższych rodzicom istot.
    Nad dziećmi w tym wieku – i to jeszcze nad wodą – opieka rodzicielska powinna być wzmożona – niestety, niektórzy tego nie rozumieją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *