Degustacja…

Palec do góry, kto brał udział w degustacji win.
Bo ja tak, w środę.
W mojej ulubionej piwniczce, z przesympatycznymi właścicielami, których poznałam w trzech pokoleniach.

Najpierw zostaliśmy oprowadzeni po wytwórni przez najmłodsze pokolenie w osobie przystojnego, młodego człowieka, który pokazał nam proces wytwarzania wina i związane z tym informacje, a potem…

Potem już tylko rozpusta.

Każda butelka otwierana na naszych oczach a gospodarz najpierw sam sobie nalewał, wąchał, próbował, a dopiero później rozlewał gościom.

Zaczęło się od win białych, wytrawnych, ciut inaczej zabarwionych, różowych, o różnych bukietach – poczułam nawet w pewnym momencie aromat lekko cytrynowy, mniej lub bardziej słodkawych, a skończyło na czerwonych.

Każde, każdziutkie było dobre, jednak ulubione, czerwone wytrawne stoi jako pierwsze z prawej. Nie, lewej. Mojej prawej, na zdjęciu mojej lewej… Kurka wodna… Pierwsze od ściany. Pierwsze od boazerii…

Nie odpuściłam ani jednej próby, wąchałam, kręciłam kieliszkiem i delektowałam się. Każde następne było lepsze od poprzedniego.

Degustacja zakończyła się sukcesem…

 

 

 

 

 

 

 

Krystyna

2 myśli na temat “Degustacja…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *