Emilkowa satyra…

dziadkowie2Emilka to wnusia moich przyjaciół, Gabrysi i Franka (tego od najlepszej kawy na świecie, z pianką na dwa palce).
Pięciolatka, przedszkolak w grupie BIEDRONEK.
Każda sytuacja jest autentyczna, zapraszam więc do:

Emilkowej satyry w krótkich majteczkach.
* * * *

Pięcioletnia Emilka trzyma w ręce jabłko, podchodzi do dziadka i prosi:
– Dziadziu, ostrugaj mi jabłko…
Dziadek zajęty jakimś majsterkowaniem mówi, żeby poszła poprosić tatusia. Emilka poszła.
– Tatusiu, ostrugaj mi jabłko…
– Emilko, zaczekaj pięć minut, jestem teraz zajęty.
Dziewczynka odczekała kilka minut i znów prosi:
– Ostrugaj mi tatusiu jabłko…
– Popatrz jakie mam brudne ręce, zaczekaj jeszcze chwilę.

Emilka popatrzyła na tatusia i z ironią skomentowała:

– Chciałeś mieć córeczkę – to ją masz.

—————————–

Po powrocie z przedszkola, Emilka widzi włączony telewizor.
– Zobacz dziadku, toskliwe misie lecą!
– Emilko, mówi się troskliwe misie.
– No przecież mówię – toskliwe misie.
– Mówisz toskliwe a mówi się trrroskliwe.
– No i po co ja się w ogóle odzywałam – rzekła, wzruszając ramionami.

—————————-

Emilka jest bardzo towarzyska. Bywa na urodzinach u koleżanek z przedszkola. Tradycją się stało, że zapraszające dziecko pozostawia imienne zaproszenie w szafce na ubranka. Dziewczynka dostaje je naprawdę często.
Ostatnio jednak, kiedy przyszła do przedszkola i w szafce nie było żadnego zaproszenia, Emilka odetchnęła:
– No i bardzo dobrze, przecież ja się nie rozerwę…

———————————–

Kiedy dziadek Franek przyszedł po Emilkę by odprowadzić ją do przedszkola, dziewczynka dotknęła czoła i poważnie powiedziała:
– Wiesz dziadku, bardzo źle się dziś czuję, chyba nie pójdę do przedszkola.
– Pójdziesz, pójdziesz – powiedział dziadek, oczyma wyobraźni widząc zrujnowany plan dnia.
– Dziadku, zrobimy tak – rezolutnie mówi dziewczynka – pójdziemy do Ciebie, ja sobie odpocznę, wyzdrowieję, a potem ubiorę się i pójdziemy na spacer z Maksiem.

Maks to duży owczarek niemiecki sąsiadów dziadka Franka, bardzo z Emilką zaprzyjaźniony, imię odmieniane we wszystkich możliwych zdrobnieniach –   Maksio, Maksiunio, Maksiuncio.
Niestety, żadne argumenty Emilki dziadka nie przekonały i Emilka poszła jednak do przedszkola.

—————–

Ostatnio Emilka, wracając z przedszkola z dziadkiem Frankiem pyta, czy kupi jej książeczkę albo gazetkę dla dzieci, taką z zagadkami, kolorowankami.
– Oczywiście że Ci kupię, Emilko – i weszli do dyskontu.

Kiedy wyszli już z zakupem, Emilka filozoficznie się zamyśliła, głośno westchnęła i powiedziała:
– Wiesz dziadku… To nie musi być dzisiaj, to nie musi być jutro, to nie musi być za tydzień, ale ta lalka, tam w tym sklepie, bardzo mi się podoba…

—————-

Notowała Krystyna

2 myśli na temat “Emilkowa satyra…”

  1. jakie toto mądre…:))
    znajoma często odwiedzała nas ze swoim małym synkiem Mikołajem… masz pies “Gej” (tak się nazywał, a było to 20 lat temu, i jeszcze nikt tego źle nie kojarzył) bardzo się nim zajmował, chodził za nim, pilnował… Mikołaj pierwsze słowo wypowiedział: “mama” drugie: “baba” a trzecie: “gejuś”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *