Exclusive…

Bywam czasem na polu golfowym. Rzadziej niż częściej, ale bywam. I powiem wam, że wszędzie można się nieźle ubawić – na przykład czytając tablicę – co prawda po ichniemu, ale znaczy tyle co:

Uwaga!

Latające piłki golfowe!
Wejście na pole golfowe tylko dla członków i gości
(na własne ryzyko)

Prócz tych latających piłek golfowych należy również liczyć się z atakami innego gatunku, czego dowodem jest tablica. Swoją drogą klub bardzo ekskluzywny, ale na mnie jakoś specjalnego wrażenia nie zrobił – upierdolony brudny stół, poduszki na krzesłach pod tyłkiem też jakieś nie do końca czyste.
Za to kelnerka miodzio. Śliczna, młoda mulatka o cudownym uśmiechu, w garniturku perłowo-białych ząbków – i mówię to ja, kobieta w przekwitłym kwiecie wieku, żona, matka, jeszcze nie babcia – z pełnym uznaniem.

Ceny kosmiczne, mam wrażenie, że doliczają bardzo wysoką marżę za przepiękne widoki – te na horyzoncie, i te się krzątające.

Niestety, zdjęcie nawet w połowie nie oddaje uroku tego miejsca. Szkoda.

 

Krystyna

2 myśli na temat “Exclusive…”

  1. Witaj, Krysiu.

    Czyli – im bardziej ekskluzywnie, tym większy syf i drożyzna.
    Oszczędzają na praniu i sprzątaniu, świetnie ujęłaś na zdjęciu też tablicę informacyjną.
    Im więcej zapewnień – tym gorszy stan faktyczny.

    Serdeczności na dziś :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *