Goście, goście…

Zgadałam się niedawno na skypie z Dusią, znajomą mieszkającą w Niemczech, w Eggesin. Była bardzo wzburzona. Zapytałam dlaczego, okazało się, że dała się jej we znaki proza życia stara jak świat i napisano już na ten temat tomy.
Nieproszeni, natrętni goście.

 – Wiesz – zaczęła opowiadać – kiedy mieszkałam w Monachium miałam mnóstwo znajomych. Bliższych i dalszych. Bardziej i mniej lubianych. Znajomych i znajomych znajomych.

Lubili się spotykać przy piwie i golonce. Lubili wspólnie bywać w teatrach i kinach. Chodzili na koncerty i wystawy . Wymieniali się książkami, przepisami kulinarnymi. Tak to już jest kiedy mieszka się za granicą, szuka się towarzystwa do pogadania w miłym dla ucha języku.
Ciągle mieli co robić, ciągle gdzieś ich gnało, czas mieli zagospodarowany na maksa.
Do czasu kiedy Dusię dopadł udar.
Rozsądek nakazał przenieść się bliżej dzieci, bliżej granicy z Polską, padło na Eggesin. Dusia, wraz z mężem, za oszczędności życia kupiła ładny, dobrze utrzymany, piętrowy domek.
Okolica bardzo przyjazna i spokojna, nawet za spokojna jak na źle znoszącą towarzyską bezczynność Dusię. W zamian jednak miała ukochane dzieci, które co chwilę wpadały choćby tylko po to, by zapytać jak się czuje.
Cieszyła się, kiedy któryś ze starych znajomych zadzwonił i zapytał co słychać albo czy może wpaść na kawę. Albo na piwo. Często to piwo ze sobą przywozili, by schorowanej Dusi nie robić większych problemów.
Oj, lubiła Dusia te miłe spotkania, lubiła. Niezmiennie powtarzała: wpadajcie!
Któregoś czwartku, pod domem zatrzymała się fura full-wypas, z której wysypało się pięć osób, w tym trójka małych dzieci.
Serdecznościom nie było końca!
Okazało się że jechali na kilkudniowy wypoczynek do Świnoujścia, po drodze nadrobili spory kawałek drogi, by odwiedzić znajomych.
Dusia gościła ich najlepiej jak umiała. I na tyle, na ile pozwalała zawartość nie przygotowanej na taką ilość gości lodówki.
Gościom było tak dobrze, że zasiedzieli się do późnej nocy, co Dusi niekoniecznie już odpowiadało. Była bardzo zmęczona obsługiwaniem znajomych i hasającymi bez kontroli dziećmi, niemniej grzecznie zaproponowała przenocowanie. Biegała jak z piórkiem po piętrowym domu by przygotować spanie piątce ludzi.
Rano, nie mogli się nachwalić jak tu cicho, jak pięknie, jak ptaki ich ćwierkaniem obudziły…
Mmm, jak smakowała im poranna kawa na tarasie i jajka na bekonie, przygotowane przez Hermana. Nie mogli opanować podziwu nad pięknem zadbanego Dusinego ogrodu. No fakt, ogród był oczkiem w głowie pani domu, spędzała w nim setki godzin traktując jak rehabilitację.
Podobała im się ładna okolica i ogólnie rzecz ujmując wpadali w zachwyt przy każdym źdźble trawy…
Dusia przeczuwała najgorsze i nie pomyliła się.

 – Może moglibyśmy tu u was spędzić tych parę dni, zamiast tłuc się jeszcze do tego Świnoujścia? Wcale się nam nie chce, tu jest tak miło…

Dusia jednak zachowała zimną krew.
 – Mogłabym wam ściemniać, że właśnie czekam na dzieci i wnuki. Mogłabym. Ale powiem wprost – nie czuję się na tyle dobrze aby obsłużyć tyle osób. Myślę, że najlepiej będzie i dla was i dla nas, jeśli zrealizujecie swoje plany i pojedziecie do Świnoujścia. Przecież macie tam zaklepane noclegi – zakończyła jakby pytaniem.

Zapakowali się w ciągu kilku minut. Bez słowa. Pożegnanie było bardzo krótkie i chłodne.

– I wiesz Krysiu, nie pojechali do Świnoujścia, wrócili do Monachium…

199 myśli na temat “Goście, goście…”

  1. Popieram Dusię w 100%. Nieproszeni goście chyba zapomnieli po co są telefony, maile….. Po co jednak dzwonić, skoro ktoś może powiedzieć nie. Najlepiej zwalić się na głowę jak intruz i sprawa załatwiona. Za grosz ambicji.Uściski.

    1. Olu, to nie ambicja, to absolutny brak dobrego wychowania i szacunku dla innych. To chęć czystego zysku, to takie bycie pijawką. Wakacje za darmo, prawda?

    1. Widzisz, Krzysztofie, taki nietakt, o którym pisałam, boli podwójnie. Raz, że chcą nas w widoczny sposób “naciągnąć”, a dwa, że tych znajomych tracimy bezpowrotnie.
      U nas w Polsce, też się to zdarza…
      Pozdrawiam serdecznie.

      1. A czemu utrata takich znajomych “boli”? Po co komu takie – pożal się, Boże – beznadziejne znajomości? Przecież z takimi ludźmi warto skończyć znajomość jak najszybciej.
        No, może ja jestem bardziej wybredny, niż rzeczona Dusia…

  2. Kiedyś moi rodzice byli w podobnej sytuacji – na każde święta zapraszali siostrę taty z dziećmi na obiady, kolacje sylwestrowe. Cioci nie powodziło się wtedy zbyt dobrze, więc jak tylko mogli, to proponowali. Dziś mają nowy, wielki dom, w którym rodzice ANI RAZU nie byli. Co więcej, z ich strony nie można nawet liczyć na życzenia imieninowe/świąteczne, o ile sami wcześniej ich nie wyślemy 🙂

    A Panią Dusię podziwiam bo sama chyba nie potrafiłabym powiedzieć tego wprost! 🙂

    1. No właśnie. To takie pijawki, brać, brać, brać i nic w zamian.
      Od takich należy się odciąć. Tylko właśnie, trzeba umieć…
      Pozdrawiam.

  3. A ja gratuluję asertywności! Sama jestem szczerą osoba i często mi się obrywa za to! A czemu to ja mam kłamać i lawirować skoro to druga osoba jest nie fer?

    1. Dokładnie tak! Nie potrafimy odmawiać a potem my cierpimy. Kiedyś objawi się to wylewem albo zawałem, a my będziemy się zastanawiać – skąd to?
      Pozdrawiam.

  4. to są własnie skutki asertywności: powiesz “nie” i dostajesz zaraz obuchem w głowę. Wielu ludzi nie akceptuje jeśli im się odmówi. Ale to b. dobrze! mój śp. wujek mawiał w takich sytuacjach: “ty się tylko uśmiechaj, a w duchu mówisz sobie – dziękuje ci ch…. że się odkryłeś” i Ty też podziękuj! wiesz teraz z kim masz do czynienia

    1. Musimy nauczyć się odmawiać. Modne słowo – asertywność. Nie ma innego wyjścia, ale – przyganiał kocioł garnkowi. Ja też nie umiem a potem cierpię…
      Dobrego dnia, Michale.

      1. Witam,
        tez nie naleze do tych zbyt asertywnych choc wiem ze nie jest to najlepsza metoda. Powiedziec stanowcze “nie” oplaca soie podwojnie: bywa ze ktos, komu sie odmowilo uzna po czasie niewlasciwosc swego postepowania i stosunki wracaja do normy, albo tego nie zrobi i wtedy mamy falszywego przyjaciela z glowy i to na zawsze. Mialem w Polsce taka sasiadke: ja kupowalem papierosy dla nas obojga, zona mala ja i dwie coreczki czesto na garnuszku. Denerwowalo nas to mocno, ale nasza asertywnosc nie byla najwyzszych lotow. Teraz, po ponad dwudziestu latach, wspominamy to ze smiechem. Musze jednak powiedziec ze Polacy nie maja monopolu na takie pasozytowanie. Tyle ze my juz sie troszke nauczylismy, choc jeszcze nie calkiem.
        Milej niedzieli!

        1. Pijawki są wszędzie, rami. Wszędzie. Ale wiele musimy się jeszcze nauczyć.
          A fajki dobrze jest mieć ze trzy sztuki w pudełku a potem robić minę zbitego psa i mówić – kurcze, mam tylko tyle…
          Również fajnej niedzieli życzę.

          1. Dziekuje.
            Co do fajek: od 27 lat nie pale wiec mam spokoj, zona rowniez, poniewaz od tej, jak bardzo trafnie piszesz, “pijawki” dzieli na dystans ok 800km. Kontakt listowny i telefoniczny rowniez sie przd laty urwal gdyz pijawce sie nie oplacilo.
            Niedziela jest troche deszczowata, ale mimo to zafundowalem sobie 15 km przejazdzki rowerowej. Drugiego wariata nie spotkalem, a juz tak starego jak ja ze swieca szukac. Mimo to staram sie moja norme wykonac. to zaszkodzic nie moze.
            Pozdrawiam i jeszcze raz milego dnia zycze

        2. Czy przychodząc do kogoś do domu również wołasz “Witam!”? Bo jeszcze nie tak dawno to słowo było zastrzeżone dla gospodarzy – np. dla gospodyni tego blogu. To ona może Cię powitać – a nie Ty ją, jakbyś to Ty był u siebie.
          To tak, jakbyś – idąc do Anglika – wołał “Welcome!”. Zostałbyś uznany za… niezbyt rozgarniętego, powiedzmy – albo, w najlepszym wypadku, za kogoś z kiepską znajomością języka i/lub obyczaju.

          1. Juz chcialem napisac “witam!”, ale sie walnalem po pazurach. Oczywiscie masz racje, na swoje usprawiedliwienie moge tylko podac brak codziennego kontaktu z zywym jezykiem, tylko TV i Internet mi pozostal. Tu tez widze sporo skrotow w rodzaju “pozdro”, “spoko”, “sorki” itd wiec az tak sie nie bede kajal.
            Dziekuje za zwrocenie uwagi i milego dnia zycze

    2. Naprawde podziwiam Dusie, ja bym wlasnie tak nie umiala i siedzieliby u mnie a ja bym kolo nich skakala.
      Tylko ze wtedy nie ma juz odwrotu i traci sie znajomych na zawsze. Ludzie nie maja granic, nie potrafia docenic tego co dostana tylko chca wiecej i wiecej…
      Na szczescie nie wszyscy bo coz to bylby za swiat.
      Pozdrawiam

  5. Też miałam podobnych gości. Przez parę lat “wpadali ” z odwiedzinami i zostawali na parę tygodni. W końcu zmądrzałam i ich pogoniłam. Znałam też pana, który miał znajomych na Mazurach. Opowiadał oburzony, że co roku do nich jeździł, a oni go tego lata nie przyjęli! Czyli tak jak ja, wytrzymywali jakiś czas i powiedzieli dość. Ludzie potrafią być bezczelni.

    1. O! Właśnie. Bezczelni a potem wielce oburzeni! Bo przecież co roku…
      Ech… A Ty dobrze zrobiłaś poganiając.
      Buziaczki, baska.

    2. Sorry: nie opowiadaj, że “znajomi” – a więc nie rodzina, i nawet nie przyjaciele – “zostawali u Ciebie “parę tygodni” (czyli mieszkali sobie u Ciebie dłużej niż miesiąc).
      Jeśli jednak tak naprawdę było, to znaczy, że prowadziłaś coś w rodzaju “domu otwartego” – a skoro tak, to sama jesteś sobie winna, zachęcając ludzi do mieszkania u siebie wręcz miesiącami. Czego chcesz? Zapraszałaś, to korzystali. Może się obawiali, że obrazisz się za odmowę?

  6. Nie mieści mi się w głowie poziom bezczelności znajomych, ale przyjmuję, że tak się po prostu dzieje, że ludzie tacy są.
    Moja mama ostatnio przeszła ciężki zawał. Ponad 2,5 miesiąca po mama była naprawdę bardzo słaba. A do dziś odczuwalne są skutki fizyczne i psychiczne zawału. Mimo tego daleka ciotka potrafi zadzwonić i powiedzieć, że “cóż to tam taki zawał, przecież możesz wsiąść i przyjechać do mnie, co to dla ciebie. Nie przesadzaj, ze to coś wielkiego”. Faktycznie to nie problem jechać na drugi koniec miasta z przesiadką autobusem i z powrotem + siedzieć przy stole 3-4 godziny, dla kobiety, która musi od czasu do czasu położyć się i odpocząć, bo nie daje rady. Ludzie są egoistami, jakby myśleli, że inni nie mają prawa ani chorować, ani mieć prawa do rekonwalescencji.

    1. Szczyt szczytów.

      Dusia też jest po udarze, może dlatego było jej łatwiej odmówić.
      Dla niektórych ludzi nie ma granic nietaktu.
      Uściski.

  7. Witam, właśnie wyprowadziłam się do Hiszpanii i obawiam się najgorszego, że zwalą mi się na głowę… otóż jestem tu od miesiąca a już się ustawiają do kolejki, kiedy to wakacje planują … i żeby były mi to bliskie osoby, ale nie … ;-(

    1. Nino uwazaj na takich gosci.Ja mieszkalam przez 13 lat w Grecji cos o tym wiem. Przyjezdzala przez kilka lat do mnie siostra, siostrzenica, szwagier gdzie ja wlacznie z biletami lotniczymi placilam bo gwiazdy autobusem nie przyjechaly bo za dlugo, nie wygodnie itd. Na ktures wakacje wydalam na ich cala rodzine prawie 4,500 euro a slyszalam w ciagle, ze woda za slona, to piasek za goracy to cos z hotelem nie tak (bo przeciez bylo trezba jechac na wyspe odpoczac) i na sam koniec jeszcze uslyszalam teks od siostrzenicycy ze zjadla by jakies dobre jedzonko, na co moja siostra odpowiedziala “za kilka dni bedziemy w domku to mamusia zrobi ci pierozki” .Gdzie ja przez wiekszy okres tego urlopu pracowalam i w miedzy czasie latalam z nimi po A

    2. do Nina : zalatwilam to na samym wstepie. Okreslilam koszt jednego noclegu (woda, prad, scieki, sprzatanie, jedzenie we wlasnym zakresie) okolo 50PLN od osoby. Teraz nie mam problemu. Automatycznie nastepuje weryfikacja znajomych i ich znajomych. Nadal odwiedzaja i siedza po 10 dni :)) Nie zarabiam ale nie doplacam.

  8. Zawsze mówię że lepiej mieć znanego wroga niż fałszywego przyjaciela.A Pani Dusia postąpiła bardzo uczciwie

    1. Dusia to cudowna i ciepła kobieta. Pomaga zawsze i wszystkim. Ale widać co za dużo to niezdrowo.
      Ja też ją podziwiam.
      Pozdrawiam.

  9. zazdroszczę szczerości. sama miałam wielokrotnie niezapowiedzianych gości z gromadą małych dzieci, którzy nie używali zegarków i nigdy nie udało mi się powiedzieć wprost, że jestem zmęczona ich towarzystwem. głównie z tego względu, że miałam świadomość, że może to być koniec znajomości. nie były to odwiedziny na kilka dni, ale zdarzało się, że w niedzielny poranek o godzinie 10 odbierałam telefon z zapytaniem, czy jestem w domu, ponieważ byli w okolicy i są właśnie pod moją bramą wjazdową. odjeżdżali dopiero po obiedzie, latem nawet po kolacji…

    1. No właśnie, ssHaDee, tylko należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy taką znajomość warto utrzymywać?
      Może czasem warto zrobić to samo – o 9.00 być w okolicy i wyjechać po kolacji?
      Może to dobry sposób, na przekonanie się z kim mamy do czynienia?
      Pozdrawiam serdecznie.

      1. szczerze mówiąc ja nie umiałabym się tak zachować. a znajomi mają wiecznie problemy finansowe i zawsze czułam się w obowiązku odpowiedniego ugoszczenia ich, chociażby przez wzgląd na Bogu Ducha winne dzieciaczki.

        miłej niedzieli.
        pozdrawiam
        Honorata

  10. W podobnych sytuacjach sygnalizuje chęć spotkania się ze znakiem zapytania. Zaskakiwanie przyjaciol czy znajomych swoim niespodziewanym przyjazdem jest duzym naduzyciem. Spotkałem się we Francji (slynącej z wysublimowanej kultury) z sytuacja w ktorej, gospodarz po uplywie czasu jaki przeznaczyl na wizyte gosci, bezceremonialnie zabiera krzesla i wynosi je do innego pomieszczenia. Jest to sygnal do wypicia “strzemiennego”.

    1. Inaczej było w czasach kiedy telefon był jeden czy dwa na dzielnicę, ale teraz?
      Grzeczni zadzwonią, chamów trzeba nauczyć szacunku dla gospodarzy.
      A wynoszenie krzeseł czy sprzątanie ze stołu – to niezły pomysł.
      Pozdrawiam Tomku.

    2. W Holandii przyjęte jest, że kiedy daje się znajomym zaproszenia na imprezę, to jest napisane od której do której będzie trwała. Dobry pomysł, chociaż oczywiście nie do zrealizowania w przypadku nagłych gości wpadających tak, jak w opisywanej historii.

  11. Cos czuje, ze polubilabym bardzo Pania Dusie, bo sama nie toleruje takiego zachowania osob, ktorzy wpadaja mimo chodem na kilkudniowy odpoczynek z opcja tanczenia wkolo nich. Co do znajomych Pani Dusi, mam nadzieje, ze zjada im sie na glowe znajomi z pelnym ekwipunkiem na kilka dni, moze wtedy zrozumieja jak bardzo byli nietaktowni. Pani Dusi zycze duzo zdrowia i lepszych znajomych, ktorzy dadza cos od siebie a nie tylko beda brac. Pozdrawiam.

    1. Dusia przeczyta komentarz, może się sama odniesie ;-).
      Jej nie da się nie lubić. To cudowna babka. Artystyczna dusza.
      Pozdrawiam Katarzyno i życzę cudownej niedzieli.

  12. doskonale zachowanie gospodyni – tylko pogratulowac

    (zachowania gosci – nie bede komentowala, bo wlasciwie, nie ma ani czego kom. ani po co)

    pozdrawiam

  13. Z całym szacunkiem, ale ile jest to “spory kawałek drogi”? Egessin znajduje się po południowej stronie Zalewu Szczecińskiego, Świnoujście po północnej. Jadąc z Monachium przez całe Niemcy z południa na północ trzeba dodać może z 5, może z 10km, by z trasy na Świnoujście zajrzeć do Eggesin. To naprawdę sporo?

    1. Ha! Właśnie! To taki kawał drogi, prawda? Oni wcale nie zamierzali do tego Świnoujścia jechać! Myśleli że Duśka się złamie.
      Miłej niedzieli, zdziwiony.

      1. Nie pisałem o tym co myśleli, ale o twoim opisie. Zdanie “Okazało się że jechali na kilkudniowy wypoczynek do Świnoujścia, po drodze nadrobili spory kawałek drogi, by odwiedzić znajomych.” okazuje się zwyczajnym kłamstwem z twojej strony.
        Co do złamania Duśki to trudno złamać chyba kogoś w ten sposób jak oni niby to chcieli zrobić w sytuacji, gdy Duśka wiedziała, że mają z 10 km do przejechania.
        Co planowali nie wiem, ale po co tak koloryzować?

          1. Po cóż byłoby o niej pisać, gdyby nie miał być prawdziwy? Chyba, że miałby to być blog beletrystyczny, ale na taki mi nie wygląda.
            Jeżeli specjalnie dobrałaś te miasta to chyba jednak nie ze względu na zmyłę o której piszesz, bo bez trudu można byłoby cel podróży ze Świnoujścia przenieść np. do Hamburga i wtedy taki upierdliwiec jak ja nie miałby się do czego przyczepić.

          2. Leżę na łopatkach i kwiczę ze śmiechu, zdziwiony, ale już nie ciąg za język, są już tacy komentatorzy którzy znają bohaterów… Przynajmniej tak twierdzą.
            Buźka.

  14. Brawo, brawo, brawo !!!
    Proszę przekazać Pani Dusi gorące i serdeczne pozdrowienia oraz gratulacje…
    Za siłę, stanowczość oraz wyraźne określenie granic kultury i dobrego wychowania, których jej gościom zabrakło.Tylko tak możemy pokazać innym, że nie aprobujemy ich braku znajomości savoir-vivre’u.
    O ile dobrze pamiętam : “Chamstwo trzeba zwalczać siłom i godnościom osobistom”:)

    P.S – cytat fonetyczny pochodzący z kabaretu Dudek – więc błędy zamierzone:)

    1. Dziękuję Krzysztofie. Dusia pewnikiem siądzie do komputera i sama podziękuje za pozdrowienia.
      Szczerze mówiąc, nie podejrzewałam ją o taką o taką odwagę, to naprawdę cudowna, ciepła i bardzo życzliwa każdemu.
      I każdemu chce pomagać, choć niejednokrotnie pożałowała…
      Dobrego dnia!

  15. Jestem w szoku, że tak często w komentarzach mówicie o potrzebie asertywności. Świadczy to o tym, że jest coraz więcej ludzi, którym musimy nauczyć się odmawiać, bo oni sami nie rozumieją, że o niektóre rzeczy po prostu nie wypada prosić. Popieram Dusię w 100%, co nie zmienia faktu, że chyba powinna sobie lepiej dobierać znajomych.

    1. Lizko, taka chyba jest nasza rzeczywistość… Znajomych ma się różnych, czasem przypadkowi przyczepią się do ciebie i nijak nie pogonisz…
      Chcesz dobrze a wychodzi jak zawsze. Ale bądźmy dobrej myśli.
      Pozdrawiam.

      1. Moim zdaniem bierze się to po prostu z braku wychowania. Moja Mama zawsze mi powtarzała, że pewnych rzeczy kulturalni ludzie nie robią – nie rozpychają się, by coś dostać, nie gapią się na ulicy na wypadek, nie wpatrują się w kalekę, nie narzucają się, nie podważają autorytetu np. nauczycieli (to wobec dzieci), ech, można by mnożyć przykłady. A co współcześni rodzice wpajają swoim dzieciom? Pewna dwulatka przy mnie posłużyła się soczystym przekleństwem – mamusia przyznała, że z powodu nerwów (jakby to był jej wynalazek) mała to od nie słyszy. I zero wstydu.

        1. Mama jest bardzo mądrą kobietą, masz szczęście. Nie każde dziecko tak trafia.
          Choć, wiesz, zastanawiałam się nad tym, czy nie powinno uczyć dzieci właśnie cwaniactwa i pochodnych…
          Uczciwym być – to takie staromodne…
          Głupio myślę, nie?
          Pozdrawiam, kobietko o królewskim imieniu 😉

  16. Mam swój sposób na nieproszonych gości. Domofon odbieram tylko na umówiony przez rodzinę sygnał, a telefon komórkowy nie zawsze musi być dostępny. Zresztą zawsze mogę powiedzieć, że jestem daleko od domu. W ten sposób od wielu lat mam święty spokój z niezapowiedzianymi wizytami.

    1. Masz najpiękniejsze imię na świecie ;-).
      A wracając do tematu – ja też wprowadziłam różne sygnały, tylko powiedz mi, dlaczego my musimy się ukrywać?
      To normalne? Ale nie ma innych sposobów…
      Miłej niedzieli.

      1. Ty Także masz piękne imię Krysiu :), a co do ukrywania, to mylnie interpretowana polska gościnność, pozwala ludziom zachowywać się właśnie w taki sposób. Kilkanaście lat temu, sama byłam poruszona, kiedy to kolega opowiadał mi, jak to jego brat z Niemiec go ugościł. Kolega wracał z wczasów i zbaczając z drogi, zajechał do brata w odwiedziny. Brat wsiadał akurat do samochodu i po krótkiej wymianie zdań odjechał. Oczywiście bez ugoszczenia niezapowiedzianych gości. Teraz popieram brata z Niemiec, ale kiedyś miałam inne zdanie. Kultury uczymy się całe życie. Wszystko zależy od warunków w jakich żyjemy. Teraz mamy telefony, internet i nic nie szkodzi na przeszkodzie by kogoś zawiadomić o naszej wizycie lub zapytać czy możemy go odwiedzić.

        1. Wiecie co, najlepiej moim zdaniem działa informacja, że właśnie wpadł mój facet i zamierzamy robić to i owo. Jakoś nikt nie powiedział, że chętnie się przyłączy 😛

          1. Żenada. Beznadzieja.

            Nie umiesz po prostu powiedzieć “nie”? To zasługujesz, żeby Cię wykorzystywali, ile wlezie.

  17. Dusia postąpiła słusznie,sama przegoniłabym takich w cztery wiatry.U mnie takich problemów nie ma,mieszkam w mieście,w bloku na 4 piętrze..;))) Za to moi rodzice,owszem,często zmagali się z plagą “przejeżdżających w pobliżu” gości,aż ja w końcu powiedziałam “dość”.Rodzice sa bardzo gościnni i życzliwi,ale mają już swoje lata i długie imprezy już ich męczą.Ale jak raz,drugi pogoniłam subtelnie towarzystwo,teraz dzwonią najpierw,czy mogą wpaść :))

    1. Ja mieszkam na 15-tym piętrze a też miałam ten problem. Skończył się wraz ze znajomością.
      Można być gościnnym ale wszystko ma swoje granice.
      Pozdrawiam rennata.

  18. Bardzo lekko i przyjemnie się czyta. Mówi się, że gośc i ryba po 2 dniach zaczyna śmierdziec, mnie zastanawia ile trzeba miec w sobie NIETAKTU i BEZCZELNOSCI by się tak komuś próbowac zwalic na głowę z 3jką dzieci…

    1. Dzięki za uznanie, to bardzo cieszy i inspiruje.
      A w ludziach czasem drzemią takie instynkty, by na kimś żerować…
      Pozdrawiam.

  19. Ja w swojej karierze tez miałam juz takich gości co to wpadali z niespodzianka,nie dzwoniąc,ani nie dając nic znać a zostawali kilkanaście dni,żeby jak to mówili-nacieszyć się rodzina…;/ moja biedna mama znosila to 20lat,ciągle chciała jak njlepiej a KOCHANA RODZINKA potrafiła jej powiedzieć,że współczuje jej bo mieszka na wsi,ciągle wszystko im nie smakowało,ciągle,że oni bez pieniędzy bo w mieście mieszkają,a nam to sie rewelacyjnie powodzi…i tak w kołko… a jak umarł mój tata,to nawet nie raczyli na pogrzeb przyjechać… a do miesiąca wprosić się na mamy imieniny!!!! oKazałam asertywnośc i zadzwoniłm do nich mówiąc,że nie jesteśmy gotowe na taką wizyte 3 tyg po śmierci taty,więc sie obrazili…brak slów normLNIE:) I teraz nikt nie dzwoni juz,czy nawet kartki na świeta nie wyśla…;/

    1. Moim zdaniem zrobiłaś dobry, pierwszy krok ku normalności.
      Obrazili się? Ha! Tęsknisz za nimi?
      Może kiedyś pojmą i co biegało.
      Miłej niedzieli życzę!

  20. I bardzo dobrze do mnie też wpadł znajomy na kawe i chciał zostać też na parę dni ale stanowczo odmówiłem i od tej pory nie odzywa się,ale okazało się po jakimś czasie że odwiedzał róznych znajomych i całe lato miał zagospodarowane darmowo

  21. Witam.

    Ja mam mieszkanie 2 pokoje nad morzem ( dokładnie Władysławowo a na stałe mieszkam w Warszawie) i też co roku latem miałem stale “lokatorów z rodziny i znajomych” tak na 2 tygodnie.

    Doszło nawet do tego że za moimi plecami ustalali sobie kto w jakim terminie “wpadnie sobie z wizytą” oczywiście za darmo.
    Dwa lata temu powiedziałem dość i skończyłem te odwiedziny.

    Najpierw nastąpiła wielka obraza ze strony rodziny i znajomych a teraz słyszę teksty “jaki to ten Bałtyk wstrętny, zimny i jaką wiochą jest Władysławowo”.

    Powiedzenie że z rodziną najlepiej wychodzi się na fotografii jest jak najbardziej prawdziwe i można do tego dodać znajomych.

    1. Ustalali sobie kolejkę, powiadasz…
      Szczyt szczytów.
      Kowalski – Bałtyk jest cudowny, wiesz o tym tak jak i ja.
      Pozdrawiam.

  22. Mieszkam w Świnoujściu,zawsze latem goście goszczą w moim maleńkim mieszkaniu. asertywoość nie była w moim charakterze aż do tego czasu:
    pewnego letniego weekendu goszcząc swoją synową ,syna zadzwoniła daleka kuzynka z prośbą o “przyjęcie na weekend jej córki z mężem .zaproponowałam pokój u mojego znajomego ,który ma domek i za moim pośrednictwem wynajmie za b.niską cenę .
    i usłyszałam w słuchawce: przenieś swoje dzieci do znajomego ,moja córka lepiej będzie czuła się u cioci(czyli mnie) ze swoim nowopoślubionym mężem niż u obcych …..

  23. Tak, skąd ja to znam:) Z reguły jak ja przyjmuję gości to biegam jak z jajkiem wokół nich, natomiast rewizyta może być szokująca. To smutne dlatego, że zniechęca… bardzo. I za którymś razem mogę przyjąć gości, nie jak mnie mama nauczyła, tylko jak ONI przyjęli mnie, a wtedy będzie obraza majestatu bo jak tak można.
    Ja realizuję zasadę gość i ryba po 3 dniach śmierdzą.

  24. “Cieszyła się, kiedy któryś ze starych znajomych zadzwonił i zapytał co słychać albo czy może wpaść na kawę. Albo na piwo.”
    “Oj, lubiła Dusia te miłe spotkania, lubiła. Niezmiennie powtarzała: wpadajcie!”
    “Okazało się że jechali na kilkudniowy wypoczynek do Świnoujścia, po drodze nadrobili spory kawałek drogi, by odwiedzić znajomych.”

    Z perspektywy znajomych cała ta sytuacja wygląda na zwykłe chamstwo. Jak ktoś zaprasza znajomych to powinien się przygotować, że przyjadą na 2-3 dni. To jest normalne.

    Zawsze zastanawiała mnie na konstrukcja psychiczna drobnomieszczaństwa i te niedopowiedzenia: tak, tak wpadajcie zapraszamy z otwartymi rękami… A jak już goście przyjadą kawa ciastko i do widzenia po 2h.
    Ale co kraj to obyczaj. Jak ja zapraszam daleko mieszkających znajomych to zawsze mówię: wpadajcie na 2-3 dni, bo przecież wiadomo że nikt normalny nie będzie jechał setek kilometrów, aby tylko wypić kawę… Dusia sama jest sobie winna – mogła nie zapraszać lub wyraźnie zaznaczyć: wpadnijcie TYLKO na kawę.

    1. Nie, nie, hamlet1234, ci goście się nie zapowiedzieli. Przyjechali w ciemno.
      Duśka zawsze powtarza – zadzwońcie zanim przyjedziecie.
      I wcale nie byli zaproszeni.
      Pozdrawiam.

  25. Popieram – Postawa bardzo asertywna, tak powinno się postępować a nie w zamian zastaw się a postaw się, nadskakuj wszystkim, spraw żeby byli zadowoleni….. Ja jeszcze tak nie umiem…ale pracuje nad tym 🙂

    1. Popracuj, popracuj. Na pewno warto.
      Swoim dzieciom też powtarzam do znudzenia: JEŚLI SAM SIĘ NIE SZANUJESZ, INNI TEŻ NIE BĘDĄ.
      Pozdrawiam.

  26. Witam, u nas w rodzinie też była taka sytuacja, kiedy rodzinka ze Śląska zwalała nam się na głowę na pół wakacji, i nie były to dwie, trzy osoby, ale często pięć-siedem osób dorosłych, słusznej postury i masy fizycznej , które to przygotowany w wielkich ilościach posiłek wciągały nosem. A jak już się ponajadali, szli sobie… na piwko do pobliskiego baru, zostawiając nas z całym tym bałaganem poobiednim. To się dopiero nazywa kultura i dobre wychowanie! Ale któregoś roku, kiedy zbliżała się pora obiadowa, a oni oczywiście oczekiwali ( na podwórku przy kawce, bo była ładna pogoda), moja mama przeprosiła ich na chwilę i poszła do domu. Byli pewni, że mama zajęła się przygotowywaniem obiadku, ale jakież było ich zdziwienie, kiedy dowiedzieli się, że żaden obiad się nie przygotowuje, a mama poszła się …wykąpać i zażyć relaksu w wannie. Poszeptali coś i ostentacyjnie poszli sobie. I takim sposobem nastał spokój, bo się oczywiście poobrażali. Sorry, ale ludzie na prawdę nie znają wyczucia, żadnych zasad, że o jakimkolwiek wstydzie nie wspomnę. Jak można zwalać się do kogoś w tyle osób i jeszcze oczekiwać całodniowego obsługiwania? Dodam, że wcale nikt ich nie zapraszał. To oni mieli taki swój patent na spędzanie urlopu – tanio i wygodnie. Pozdrawiam panią Dusię!

  27. Jestem ze Świnoujścia- Kiedyś moja koleżanka z Warszawy powiedziala,że odpowiada jej pobyt u mnie bo nic ją nie kosztuje- szczerość do bólu, a ja nie miałam odwagi Dusi,żeby powiedzieć co o tym myślę. Znajomość pozostała, ale coś we mnie pękło i nie zapraszam już do siebie mojej serdecznej przyjaciółki…

    1. To nie była “szczerość do bólu” – na pewno nie była aż tak bezczelna – tylko w chwili nieuwagi “wypsnęło” jej się… 😀

  28. A już myślałem, że jak ostatnia frajerzyca się zgodzi i pozwoli im zostać 😉 Odetchnąłem z ulgą bo Dusia jest asertywna, nie dlatego, że odmawia, ale dlatego, że potrafi jasno przedstawić gdzie widzi problem. Ja bym spokojnie powiedział, że niestety nie jestem przygotowany na tyle osób i technicznie byłoby to trudne, że może innym razem jeśli mnie wcześniej uprzedzą. Gdyby nie zrozumieli to wprost bym powiedział, że chcę trochę odpocząć. I wszystko.

  29. Kiedyś “zagościł” u mnie daleki kuzyn. Po tygodniu zakomunikowałam, że niestety, muszę służbowo wyjechać na 2 tygodnie i że go po drodze mogę podrzucić do domu. Usłyszałam, że “spoko, on zostanie, kwiatki mi będzie podlewał”.
    Kuzyna pozbył się mój brat, bez ceregieli wręczając mu bilet na powrót do domu.
    Dodam, że mieszkam nad morzem, kuzyn z centralnej Polski się wprosił.

  30. A ja znam odwrotny przypadek. mam kuzynkę. W pierwszych latach pobytu za granica wszystkich do siebie zapraszała i sama z siebie oferowała, że pomoże znaleźć pracę. Gdy ktoś przyjeżdżał to była strasznie niezadowolona i okazywała to.
    Jej chodziło o to by każdy ją we wsi wychwalał jaka to ona serdeczna i uczynna i loiczła na to, że nikt z oferty nie skorzysta.
    Wiele jest takich osób. Potem jak się ktoś zdecyduje to jest traktowany jak intruz. O tym tez trzeba pisać

  31. Krysiu, dlaczego u progu w powitaniu od razu przesądzasz, że ludzie będa pisać niemiło i niekultutalnie, odwrotnie od Twoich zamierzeń, dlaczego każesz opuszczać to miejsce? Wiesz, przykro się czyta takie rzeczy. Proszę przemyśl to !

    1. Powiem Ci Goralko.
      Wielokrotnie zostałam nazwana idiotką, głupią krową itp. Początkowo usuwałam takie niemiłe komentarze, ale potem postanowiłam je zostawiać. I są. Uważam, że to nie o mnie źle świadczy a o tych, którzy chcą piszącego zgnoić.
      Ale grzecznie uprzedziłam, że nie chciałabym tu chamstwa… Chciałabym tu mieć tylko sympatycznych gości a trollom mówię NIE!
      Witam Cię i bądź przekonana, że jesteś bardzo miłym gościem.

  32. Przeczytałam i..zamyśliłam sie. Sytuacja dobrze mi znana. Kiedysś miałam takich “rodzinnych”gości co to wpadali po drodze na nocleg niby, zostawali 2-3 dni, a ja w nocy przygotowywałam posiłki bo rano do pracy itd. Teraz mam tzw. “święty spokój”, ale Rodzinka jakby obrażona. Trudno. Przestałam sie przejmować. A Pani i Pani Dusi wszystkiego co najlepsze, dużo zdrowia . Pozdrawiam – babcia Izabela

  33. A moim zdaniem nie zawsze wypada powiedzieć komuś wprost !!! Lepszym wyjściem byłoby “święte” kłamstwo. Goście nie byliby zażenowani odmową, a być może w przyszłości będzie okazja aby odwiedzić gości.

    1. To zależy.
      Jeśli chciałaby KONIECZNIE utrzymać tę znajomość – to może i tak. Ale tu warto zadać sobie pytanie: “czy chcę przechodzić w przyszłości przez to znowu i znowu?”. Widocznie odpowiedź jednak brzmiała: “nie”.

  34. Witam :)..oj czytam i oczom nie wierze ,toć to opowieści z mojego życia..
    pozdrawiam serdecznie:)… i obiecuje wracać i czytać

  35. Mieszkamy w Hannoverze od 31 lat. Nasz “przyjaciel” z Paryza – Leszek, spal u nas w drodze do Polski wiele razy! Ze swoja rodzina, ze szwagrami, z tesciami, kolegami z pracy, przyjaciolmi dzieci, etc. Latem, zima-2 dni przed swietami,wiosna, jesienia. “Przyjazn” sie zakonczyla, kiedy powiedzialam NIE, bo mialam sama gosci z Polski. I z tego obrotu sprawy bardzo sie ciesze. Serdecznie pozdrawiam.

  36. Ja również popieram zachowanie naszej boaterki.
    Przyznam, że również mamy w swojej rdzinie osoby które potrafią bez zapowiedzenia przyjechać wraz z całą rodzinką noi wtedy życzą sobie nadskakiwania nad sobą. Najgorsze było to że na każde świeta tzw. ” super goście” zwalali się bez zapwiedzenia, bo po co przygotowywać się do śwat, jak święta moża spędzić poza domem i bez żadnych konsekwencji finansowych, to była ich dewiza. Nigd nie usłyszeliśmy od nich zaproszenia do ich miesca zamieszkania. Kidy 1,5 roku temu zwalili się bez zapowiedzenia przed wakacjami, a żona kuzyna zapwoiedziała, że u nas jest tak sielsko że na wakacje to ona wyśle do mnie 2 swoich dzieci, to mnie zagotowało, udałam że nie słyszę tego co ona powiedziała. Samam mam 3 dzieci, oboje z mężem również pracujemy i nigdy bym nie odważyła się pdżucić swoje dzieci na okres wakacyjny by nie ponosić kosztów. Moim zdaniem świadczy to o braku pełnej kltury. Od tamej pory dali nam święty spkój.

  37. Niektórzy ubolewają tu, iż w ten sposób traci się przyjaciela. Ja uważam wręcz odwrotnie, gdyż postawę taką ( nieproszonych gości ) trudno nazwać przyjacielską, jak Grechuta w swojej piosence ” czy, to jest miłość, czy, to, już kochanie “. A tak na serio, jeśli ktoś nieszczerze wyznaje, że jedzie do Świnoujścia, gdzie oczywiście, de facto, wcale nie zamierzał dojechać, jest zwykłym kłamstwem i wykorzystaniem drugiej osoby. W sytuacji takiej trudno określać tego kogoś przyjacielem i gdy się go straci, choćby raz na zawsze nie jest to żadną stratą. Ja osobiście swoim przyjaciołom oraz rodzinie mówię, iż dom mój jest dla Was zawsze otwarty, mimo tego przestrzegamy pryncypia dobrego tonu, czyli wszystkie przyjazdy anonsujemy, od tego są w końcu środki przekazu. Pozdrawiam

  38. Witaj Dusiu!
    Miałam dość podobną sytuację. Tyle, że…byłam w 39 tygodniu ciąży a mój mąż przebywał na misji w Afganistanie. Do porodu tydzień, ja wielka, nabrzmiała, opiekująca się starszą córką. Telefon. Rodzina z dalekiej Polski, wpadła na pomysł, że mnie “odwiedzi”, że zamieszka w moim domu. Próbowałam delikatnie jakoś się z tego wyplątać, to zaczęli mi proponować, że ja będę na ten czas mieszkała u mojej mamy a oni w moim domu, SAMI. W końcu nie wytrzymałam i tak, jak ty wprost powiedziałam, co o tym myślę, że mogę urodzić na dniach, co wtedy zrobię? Jak zajmę się gośćmi i nowonarodzonym dzieckiem, czekam na poród i nie mam siły do końca zająć się sobą i starszą córeczką. Chłodne pożegnanie przez telefon, trzy dni później urodziłam… Niestety czasem trzeba pomyśleć o sobie i jasno powiedzieć, że nie ma mowy. Założę się, że w odwrotną stronę, też byłby problem. Trzymaj się Dusiu i życzę Ci duuużo zdrówka. Ja też jestem bardzo towarzyską osobą i mieszkam na “prowincji” i źle znoszę ten spokój, nawet do granic depresji, może uda mi się to zmienić. PS. Na moją córcię mówimy Dusia, to mnie przyciągnęło. Pozdrawiam!!
    Marta

  39. U mnie też problem…z rodziną która wysyła swoje dzieci na studia do Warszaw, tak na chwilę dopóki się nie usamodzielnią, moja mama dobre serce wszystkich przyjmuje ale widzę że już potrafi odmówić, ja ża to od początku stanowczo powiedziałam nie…pokazałam możliwości gdzie szukać noclegów…okazałomsię że jestem wyniosła, dumna i w ogóle mam kasę i nie chcę pomagać…tylko nikt nie widzi ze pracuje się od rana do póxnego popoludnia, zajmuje sie dziecmi, domem…ehhh zycie…aha w Warszawie to pieniądze na ulicy leżą bo oni ciężko pracują…najczęściej u niemieckich gospodarzy lub na wypach…

    1. Wiesz co… tym ostatnim zdaniem naprawdę udowodniłaś swoją wyniosłość, i w zasadzie pogardę. Wobec tych, co UCZCIWIE PRACUJĄ. A czy to ważne, czy “u niemieckich gospodarzy” – czy “na wyspach”…

  40. Jestem na emeryturze i wreszcie mogę robić to co kocham! Będąc mieszczuchem w piątym pokoleniu zawsze pragnąłem mieć swe gospodarstwo, psa, kota, konika itp. Gospodaruję sam mając konie, kozy, owce, drób, wlasny lasek z grzybami, opodal rzeczkę, w krórej ryby nawet niekiedy można złowić.
    Kochana rodzinka i wspaniali znajomi zmusili mnie do zainstalowania kółek przy bramie dla wiązania przyjezdnych psów (“mój Czaruś tak chciał znów zobaczyć kaczuszki…”), stolik z ławkami typu “budka z piwem” też nie zachęca do dłuższego przebywania, po 15 minutach idę do swych zajęć, goście zostają – o ile muszą/chcą na podwórku “czystym” a zaraz za płotem gonią wypuszczone z kojca trzy berneńczyki… Najwytrwalsi czekali w takich warunkach nawet do dwóch godzin… Najlepszym dowcipem bywa pytanie? “To ty i w niedzielę idziesz do stajni/lonżujesz konie?”… Kocham zwierzęta i staram się kochać ludzi!

  41. a to niemra z tej dusi !! siedzie niemczech kilka lat a zachowuje się jak Angela Merkel !! wstyd – powinna gości ugościć po staropolsku i przez te kilka dni ich przechować – korona by jej z głowy nie spadła.
    pewnie zamiast “tak” mówi wyłącznie “ja, ja ja wol”

  42. W takiej sytuacji, goście po pierwsze – powinni sie dołożyć do wiktu oraz pracować i pomagać we wszystkim gospodarzom, wtedy przypuszczam, nie byłoby problemów. Nie można zwalić się komuś na głowę i oczekiwać nadskakiwania i uslugiwania.

    1. Problemem nie tylko są koszty. Głowna sprawa to dezorganizacja planów gospodarzy. Po umówieniu się na spotkanie NORMALNIE MYŚLACY gość telefonuje przed wyjazdem, czy umowa nadal aktualna i godzina się nie zmieniła. To nic nie kosztuje a daje zapraszającym możliwość przesunięcia np o pół godziny terminu odwiedzin (korki uliczne, przedłużenie godzin pracy, wszelakie awarie itp). Przyjazdy niezapowiedziane winny kończyć się słowni odwiedzanego: “Żaluję, że nie uzgodniliśmy Waszych odwiedzin. Idę teraz – zgodnie z planem – wymoczyć odciski na stopach! Do miłego zobaczenia!”

      1. Nie. NORMALNIE MYŚLĄCY traktuje rozmówcę poważnie – i jeśli z jego strony nie było wiadomości, że “coś się zmieniło”, to znaczy, że “umowa dalej obowiązuje”.

        To właśnie jest normalne – a nie takie ciągłe dopytywanie się “to jesteśmy umówieni?”.

        1. Witaj @Zig,
          być może to Ty masz rację. Pracowałem długi czas w takich warunkach, że wyjeżdżając rano do pracy nigdy nie wiedziałem czy wrócę popołudniu, czy pojadę w drugi kraniec Polski, czy za granicę. W takich warunkach znajomi zawsze starali się potwierdzić terminspotkania – ja niekiedy nie miałem na to głowy… Jednak to chyba ja byłem NIENORMALNY
          Pozdrawiam

  43. Ja to widze inaczej. W dniu przyjazdu Pani Dusia kladzie sie do lozka. Maz mówi, ze jest po udarze i nie chodzi i jest sparalizowana ALE JAKZE SIE CIESZA, ZE ZNAJOMI POMOGA PRZY OBLOZNIE CHORYM. Najpierw dajemy im recepty, zeby pojechali do apteki – to tuz tuz za rogiem, za laskiem, acha !! czym zaplacic za recepty – alez to tylko pare Euro (70) to niech oni zaplaca a my im oddamy. potem. potem prosimy – pomózcie umyc sparalizowana – tu dajemy reczniki i papersry, wyniescie teraz obsrane pieluchy, nakarmcie Dusie przez cewnik dozaladkowy. a potem tylko jeszcze posprzatajcie, odkurzcie, ALEZ SIE CIESZYMY Z WASZEGO PRZYJAZDU DRODZY ZNAJOMI.

  44. To trudne, mówić ludziom prawdę. A bodaj jeszcze trudniejsze, zrozumieć, że mówienie nam przez kogoś prawdy nie jest złe. Zawsze ubolewałem nad tym, ze nasz świat musi być taki zakłamany.

    Pozdrawiam.

  45. doskonale rozumię Pania Dusie ! miałam podobna sytuacje…srodek nocy nagle telefon-dalsza rodzina wlasnie lada moment wpadnie mnie odwiedzic-2 auta-9 osób!!! zostali MIESIAC !!!!! za nic nie dało sie ich przegonic, prosilam, grozilam jak do słupa !

    1. Chyba kłamiesz. Jak to “prosiłam, groziłam”? I co? Nawet gróźb się nie przelękli – czy też nie obrazili się o nie – tylko tak “siedzieli sobie przez miesiąc”?
      Sorry, ale nie brzmi to ani trochę wiarygodnie. Twoja rodzina to jacyś gangsterzy, bandyci, czy co?

      1. haha dokadnie! rodziny sie nie wybiera. kuzyn kryminalista z siostrami, ich mezami, dziecmi. bylo to pare lat temu, ja mloda, sama na gospodarstwie, glupio mi bylo odmowic,jednak to rodzina, troche sie balam,myslalam, ze posiedza 3 dni i znikna. Tacy ludzie nie przejmuja sie niczym, na poczatku prosilam zeby wyjechali, bo mnie nie stac na utrzmanie, potem grozilam policja…smiech w twarz!

  46. Do takiej postawy trzeba dojrzeć, wcześniej nigdy nic podobnego nie przeszło by mi przez gardło, obecnie potrafiłabym zachować się tak jak Dusia.

  47. Dusia postapila asertywnie, ale caly wypadek byl przeciez – obiektywnie rzecz biorac – sprowokowany przez nia. Mawiala – wpadajcie, to i wpadli. Bez przygotowania, bo tez i to znaczy “wpadajcie”. Uwazam, ze caly ciezar jest tylko w zimnym pozegnaniu – bo do tego momentu wszystko bylo jasne, mozliwe do przewidzenia, wytlumaczalne. Jednak foch na koniec po odmowie juz swiadczy o nieczystosci intencji i braku taktu gosci – ale nie calosc wydarzenia, jak niektorzy sobie fantazjuja…

  48. Trafiłam do Ciebie z polecenia Onetu i ogromnie się cieszę, Opowieść o Dusi i jej postawie po prostu mnie oczarowała. Pewnie dlatego, że ja wciąż walczę z brakiem asertywności u siebie i każdy przykład właściwego jej użycia tak mnie cieszy i podbudowuje, że można i nawet trzeba odpowiednio się zachować. Na takie cwane zachowania należy reagować. Niestety wielu jest takich konsumpcyjnie nastawionych ludzi, którzy uważają, że innym wszystko przychodzi łatwo i można ich wykorzystywać. Podziwiam twoja koleżankę, że się nie dała. Jak dla mnie wykazała się perfekcyjną gościnnością.

    1. Ja również się cieszę facelia64 że mogę Cię gościć :-).
      Asertywność jest trudna, jesteśmy wychowani na grzecznych i spolegliwych. Myślę, że młodym już łatwiej. Ups, my też jesteśmy młode!
      Dusia komentarze czyta i z pewnością będzie zbudowana.
      Pozdrawiam i nadal zapraszam.

  49. Witam, dla mnie najgorsze jest odmawiac rodzinie. Tak sie sklada, ze mieszkam w miejscu, ktore jest celem urlopow. Chce widywac sie z rodzina, chce spedzac z nimi czas, ale nie da sie ukryc, ze przyjezdzaja przede wszystkim dlatego, ze maja swoje urlopy. Wakacje. To nie bylby taki duzy problem, gdyby nie wymagania. Otoz zjezdzaja, a ja mam byc 24 godz na dobe do uslug. Zawiez, obwiez, pokaz, zabaw. I koniecznie wez urlop w tym czasie. A czy ktos pomyslal, czy ten czas jest dla mnie tez wypoczynkiem? Wszystko absolutnie nastawione na nich. Nawet nie pomysla co ja chcialabym robic w danym dniu. Jest to tak meczace, ze ich przyjazdy staly sie gehenna. Zaczelam delikatnie odmawiac. Ale jest trudno…bo to rodzina przeciez…wiec staje sie powoli czarna, zdziwaczala owca… 🙁

    1. Droga Mariolu,

      będziesz tak długo cierpieć, wykorzystywana przez rodzinę, dopóki nie zawalczysz o siebie i nie postawisz siebie na pierwszym planie. I nie chodzi tu o egoizm, tylko o zdrowe życie, we własnym domu. To jest Twój dom, Twój azyl i żaden sprytny krewny nie może Ciebie wykorzystywać. Możesz się spotykać z rodziną na jakiejś kawce w kawiarni, gdy przyjadą do Twojego miasta na urlop. Ale NIE DO CIEBIE !!! Ty też zasługujesz na chwile wytchnienia, odpoczynku.

      Przy tej okazji namawiam inne osoby, w takiej samej sytuacji, jak Ty, aby robiły to, co same chcą robić (szczególnie we własnym domu). Zwróć uwagę na to, że gdy “dla dobra” rodziny znów przyjmiesz ich pod swój dach, to potem będziesz cały czas nie zadowolona. Ale pamiętaj, to Twój wybór…
      Pozdrawiam serdecznie i namawiam do odwagi w sprawie własnej WOLNOŚCI 🙂

    2. Droga Mariolu ,mam pomysł jak się pozbyć takich gości.
      W tym czasie co oni planują przyjazd do Ciebie,zaplanuj swój urlop .Wyjedź i kochanej rodzince zostaw kluczyki od mieszkania i pustą lodówkę.Na następny rok wakacji,zaplanuj np.jakiś remoncik. Zadzwoń do kochanej rodzinki z zapytaniem kiedy przyjadą,bo liczysz na ich pomoc .Ręczę ,że będziesz mieć ich z głowy .Zapewniam to działa!! 🙂

    3. Mariolu! Rodzina rodziną ale pomyśl wreszcie o sobie!
      Zapytaj raz, kiedy Ty możesz przyjechać z rewizytą!
      Pamiętaj, goszczenie kogoś ma być przyjemnością a nie obowiązkiem.
      Pozdrawiam.

    4. lepiej być czarną owcą niż frajerem. zresztą, z frajerem nikt się nie liczy i tak jak pozwala sobie włazić na głowę. powinnaś zwyczajnie odmawiać albo przynajmniej mieć ich gdzieś nawet jak przyjadą: niech się sami sobą zajmują – jeżdżą, gotują itd. ja sobie nie wyobrażam takiego niańczenia kogoś.

    5. Ja mialam podobnie, a potem zero urlopu dla Siebie. Przywiez, odwiez na lotnisko i wszystkie inne atrakcje. Teraz wprost mowie, zeby przyjechac wlasnym samochodem, bo ciezko dojechac komunikacja miejska, albo polecam tania wypozyczlanie samochodow. Od razu mowie, ze urlop mam zaplanowany i beda do 1800 siedziec sami, a z lotniska jest wygodny pociag a bilety moge im pomoc kupic przez internet. I jakosc sie wszyscy przyzwyczaili…..a reszta, no cuz jak ktos mnie i mojego czasu nie szaanuje to chyba nie warto utzrymywac znajomosc.

  50. Gratulacje dla Dusi! Ja mam inny patent, tzn. udostępniam pokój i kuchnię, a wyżywienia na własną rękę (lodówka standardowo stoi pusta). Aktualnie liczba gości jest ograniczona tylko do tych, którzy nas naprawdę lubią. Super!

  51. Byłam samotną matką z dwójką małych dzieci. Chodziłam do pracy, odwoziłam dzieci do przedszkola, a w weekendy wyjeżdżałam na studia. W tej sytuacji nie trudno zgadnąć, że czasu dla siebie praktycznie nie miałam. Gotując obiad w niedzielę, starałam się ugotować na tyle dużo, żeby można było dać dzieciom następnego dnia za nim ugotuje nowy obiad. Niestety, mój brat i bratowa z trójką dzieci dosyć często bywali u mnie w weekendy i przesiadywali do wieczora. Bratowa była ucieszona, bo nie musiała gotować obiadu. Na moje szczęście bratowa się obraziła, bo nie chciałam jej pożyczyć pieniędzy (nigdy nie oddawała) i miałam spokój. Po jakimś czasie pojawił się następny intruz. To była moja dawna przyjaciółka z czasów szkolnych. Nasze mamy umyśliły sobie, że pomogę koleżance wyjść z choroby alkoholowej. Na początku nie wnosiłam sprzeciwów, bo przychodziła 2 lub 3 razy w tygodniu, ale kiedy zaczęła przychodzić codziennie zaczęło mi brakować czasu dla dzieci i na moją naukę. Poprosiłam koleżankę, żeby przychodziła do mnie w poniedziałki i czwartki, ale ona się obraziła i więcej jej nie widziałam.

    1. Najbardziej wkurza brak zrozumienia, szczególnie u tych, którzy powinni rozumieć najlepiej. Takich kontaktów Kasiu nie żałuj.
      Pozdrawiam, miłego wieczorka.

  52. Dlaczego onet zamieszcza ta ohydne ryje na stronie głównej.

    Wnerwia mnie to. Podnieście się z poziomu brukowca wreszcie.

  53. Oj…widzę, że strasznie dużo takich bystrzaków krąży po Polsce 🙂 do mnie przyjeżdża masa gości, zostają krócej lub dłużej, ale jednych zapamiętam na pewno do końca życia…Przyjechali na grilla. Przyjemny ciepły wieczór przeciągnął się do godzin nocnych(choć ciepłe noce u nas to już rzadkość) Grzecznie poszli spać, posprzątałam, pozmywałam, poskładałam z tarasu. Rano 🙂 coś koło 10.oo zaczęłam z mężem szykować śniadanie, byli w pokoju niedaleko kuchni. Po 40 minutach zaczęłam głośniej stukać talerzami może się domyślą, że trzeba wyjść z tego pokoju.Tym bardziej, ze słychać ich rozmowę. Po kolejnych 15 minutach poprosiłam męża, by poszedł, zapukał i powiedział, że ŚNIADANIE PODANO…Wyszli od razu z uśmiechem na twarzy. Najedli się, wypili poranną kawę, poleniuchowali i zapewne zostali by na obiad, ale jedno z dzieci zadzwoniło, by wracali do domu, bo ktoś do nich przyjechał. Byłam w szoku. Jeździmy do różnych domów, ale gdy rano słyszymy krzątających się gospodarzy to samo z siebie wychodzi, że idzie się pomóc w kuchni, a i często gęsto wyskakuje się po chrupiące bułki na śniadanie dla wszystkich. Dzięki Bogu minęły 3 lata i z obiecanych ponownych odwiedzin nie skorzystali. Teraz pewnie trzeba by było zanieść śniadanie do łóżka. Pozdrawiam serdecznie Krysiu i Dusię oczywiście też. Dla umilenia komentarza powiem, że mam też takich gości, którzy sami idą do ogrodu i sami z siebie pielą grządki 🙂 Tych lubię najbardziej hi, hi…

    1. Bardzo ciekawe tematy, mnie też interesują, bo miałam takich “miłych” gości, ale nie byłam tak asertywna, jak Dusia.
      Najbardziej utkwiła mi w pamięci kuzynka, która odmówiła wytrzepania ze mną chodników, po których biegały nasze dzieci, bo gości o takie rzeczy się nie prosi.

    2. Sama widzisz, jak dużo zależy od kultury człowieka.
      Kiedy ja jadę na weekend do przyjaciół (daleko, 275 km.) zabieram ze sobą produkty i gotuję obiad. Wiem, że przyjaciółka za tym nie przepada, nie lubi gotować. Potem razem sprzątamy i pijemy kawki. Zawsze beczymy przy pożegnaniu, muszę się meldować kiedy tylko dojadę na miejsce. Następnego dnia mam smsa – już za tobą tęsknimy.
      A więc można!
      A, i zawsze wyraźnie mówię na jak długo się do nich wybieram.
      Pozdrawiam.

  54. Brawa dla Dusi! Nie każdy jest w stanie odważyć się na taką asertywność. Choć na jej miejscu jednak bym skłamała, że np. gdzieś wyjeżdżamy itp. I pewnie bym powiedziała – jak chcecie nas odwiedzić, musicie się wcześniej zapowiedzieć. I zgadzam się z komentarzami, że najtrudniej się odmawia rodzinie, nawet gdy jej żądania (bo trudno czasami mówić o prośbie…) są totalnie przesadzone. Sama niedawno miałam sytuację, gdy siostra, mieszkająca w odległym mieście, uważała, że ja powinnam przyjechać swoim samochodem tylko po to, by przewieść jej rzeczy z jednego mieszkania w tym jej mieście do drugiego. Tak jakby nie istniały taksówki bagażowe! A najśmieszniejsze jest to, że na moją sugestię, że musiałaby mi zapłacić za paliwo za przejazd do jej miasta i z powrotem (to parę setek kilometrów), stwierdziła ‘no ostatecznie może bym zapłaciła”………. Tak mnie to wkurzyło, że ostatecznie, odmówiłam wprost, mówiąc, że to przecież daleko.

    1. Victorio, skoro Cię wkurzyło – to znaczy że siostra przegięła. Trzeba być grzecznym ale stanowczym.
      Chętnie bym Ci pomogła, ale brakuje mi kasy na paliwo. O!
      Serdecznie pozdrawiam.

  55. Ja natomiast w mieście w którym mieszkam mam pełno rodziny…Jestem wychowana staropolskim obyczajem ,czym chata bogata tym rada. Na wsi mam dom w którym mieszkają rodzice, kupuje kurczaki sobie i rodzicom, mama, nie wyobraża sobie pustego kurnika więc jedynym jej zajęciem jest ogród i “kuraki”. Na zimę zapełniamy swoje zamrażarki i wtedy zaczyna się zlot rodziny, a ja nie potrafię odmówić. Teraz się wycwaniłam, kupiłam parę kurczaków ze sklepu i tymi ich goszczę.Ostatnio mąż powiedział dość, mieliśmy wymianę słowną z bijącym sercem na stole pojawiło się tylko ciasto i kawa. Czuje się nieswojo, zaznaczę, że rodzina gości nas też ciastem i kawą, nieraz frankfurterki lub kanapki.

    1. Soniu, mąż ma rację, nie musisz nikomu udowadniać, że nie jesteś wielbłądem! Ty czujesz się nieswojo, a oni nie?
      Kupiłam parę kurczaków – kurde – co Ty szkołę chcesz nakarmić?
      Nie miej skrupułów. Nie musisz.
      Pozdrawiam.

  56. jest takie madre powiedzenie ,”””chcesz stracić przyjaciela , pozycz mu pieniadze ! “”” I tu za okazane serce w postaci goscinnosci mozna również zostac naciaganym za dobre serce.

    1. Przysłowie prawdziwe, ale nie w tej wersji. Chcesz poznać,czy twój” przyjaciel” jest naprawde przyjacielem , to pożycz mu pieniądze. Przyjaciel pieniądze odda i bardzo , bardzo ciepło podziękuje. A “przyjaciel” ujawni kim naprawde jest.

  57. Witam,nie chce nikomu ubliżać,nikogo obrażać,chciałbym tylko coś uświadomić czytelnikom.Mieszkam w Niemczech od 20 lat,nigdzie niema takiego zagęszczenia pseudo poetów,malarzy ,kompozytorów sprzedających butelki aby nagrać płytę,żaden z tych ludzi nigdy nie był w stanie poddać się krytyce,średnia wieku to 55lat.Problem w tym ze są to ludzie wyjątkowo upierdliwi,wszem i wobec wciskający swe kicze,wypociny,i nic niewarte utwory tak pisane jak i śpiewane (najczęściej po pijaku)w polskich organizacjach”kultury”w Niemczech.Na 23-ech” twórców”jakich znam,tylko dwóch kiedykolwiek pracowało i płaciło podatki,reszta to element a społeczny(w sensie pasożytowania na Niemczech)Malo tego,wszyscy troszeczkę ogarnięci wiedza,ze do takiej “twórczości”pchnęła ich zachęta lekarza,na zasadzie”jest pan sam,nie ma pan dochodów,zajmij się pan czymś zamiast pic tanie wina”A ergo terapia to najtańszy sposób na to ,żeby ludzie przegrani,nie spali na ławkach we własnych wymiocinach,tylko zajęli się czymś tam,a wszyscy wokoło maja mówić:wow,to jest super.Zastanawiam sie tylko czy sa tak głupi,czy tak bezczelni,ze niewiedza uśmiechów politowania wśród swoich znajomych,uczeszczajacych na spotkania z nimi tylko po to aby sie dowartościować na ich punkcie.
    PS.znam osobiście ludzi o których mowa w artykule.

    1. Szczerze mówiąc, nie widzę powiązania do tematu a jeśli znasz bohaterów – to gratuluję takich znajomych. To skarb!

          1. Jeśli prawda cię obraża to masz problem.Marną pisaczką jesteś. A ja nie jestem Yorkiem, hahahah a
            Pisanie to nie “zabawa” dla każdego. Choć dziś byle prostak myśli, że jest inaczej. Bo “pisać każdy możee…”

          2. nie rozumiem….po co czytasz jak coś Ci się nie podoba?Przecież to nie blog zrzeszenia literatów. Jesteś do tego zmuszana? Po to żeby poczuć się lepiej dokładając innym? Mała, uszczypliwa Mi?

        1. Pani ma chyba nierówno pod kopułą. Czy autorka bloga wciska się Pani do domu ze swoją twórczością? NIe. NIe trzeba było wchodzić tu, nie trzeba było czytać. A jak ma pani problem z asertywnością (opisany przez Panią problem to włąsnie porblem braku asertywności z Pani strony) to Pani sprawa. I jeszcze jedno, bardzo chaotycznie Pani pisze.

          1. Z tfurczością mówisz się wciska? Ano wciska, wciska…blog to miejsce publiczne a nie własność jakiejś pani, która prawdę mówiąc nadeje sie tylko do mieszania w garach.

  58. Już myślałam, że tylko ja mam takie problemy 🙂
    Jeszcze niedawno Święta kojarzyły mi się ze spokojem i okazją do pobycia ze sobą, sięgnięcia po odłożoną książkę, obejrzenia zaległych filmów. A teraz … na każde Święta i dłuższe weekendy zjeżdżają do nas dwie siostry z rodzinami, czyli dodatkowo cztery dorosłe osoby + siedmioro dzieci. Jest baaardzo rodzinnie. Help … co robić ?

    1. Jak najszybciej powiedzieć rodzinie, że w tym roku Ty wyjeżdżasz na święta!
      Albo zapytaj, czy w tym roku oni nie zorganizowaliby świąt. Zadziała!
      Nie daj się zwariować… Myśl o sobie, bo jak nie Ty sama to kto?
      Pozdrawiam serdecznie.

    2. Wydaje mi się że Ci to nie przeszkadza? Bo ja już po pierwszym takim spędzie zaproponowałabym rewanż u jednej a następnego razu u drugiej rodziny. Każdy coś przygotowuje i spotykamy się co roku u innych :).

    3. Witam. Proponuję proste rozwiązanie: Święta itp organizuje co roku inny dom, inna siostra, inna rodzina. Kolejność kto i kiedy zapisujemy (w razie ew. ściemniania). Oferujemy czynną pomoc w przygotowaniach – oczywiście w granicach rozsądku, przecież w końcu będziemy Gośćmi od czasu do czasu?! Powinno zadziałać – u mnie działa jako tako. W przeciwnym razie organizujemy wyjazd w Święta, trudno nie będzie “rodzinnie” ale spokój gwarantowany i niestety małe wyrzuty sumienia też.

  59. Nie daj się zwariować. Rodzina to fajna sprawa ale na takich imprezach powinniście wszyscy być gospodarzami. U mnie jest kolejka – co roku spotykamy się u kogo innego. Przedtem dzielimy się, kto co przynosi a w czasie imprezy każdy coś robi (podawanie, zmywanie, kawa, herbata itp). I tak “po wszystkim” najbardziej zmęczona jest gospodyni, ale jesli każdy da coś z siebie, to od razu jest przyjemniej. Jeśli moi goście za bardzo się rozsiadają i próbują mi organizować życie, to włączam ich do tej organizacji – planujemy następny dzień i podział zadań. Ci, którym to nie odpowiada, już się wykruszyli i mam spokój. Co prawda nie mieszkam w miejscowości turystycznej i nikt nie chce mnie wykorzystać jako taniej bazy noclegowo – konsumpcyjnej. Jeśli ja jadę do siostry nad jeziorko, to zawsze biorę całą wałówkę i razem planujemy posiłki, zakupy i całą resztę. Nie tylko planujemy – wykonujemy też razem.

  60. eeee, tam nasza polska gościnność jest inna w końcu nie wiem czy chodzi o hałas i dzieci czy też sknerstwo wydatkowe bo,równie dobrze wy moglibyście wprosić się w ten sposób do Monachium z dziećmi,ładne miasto i zapewne więcej można pozwiedzać niż w Eggesin

  61. Nie wiem czemu to przeczytałem i żałuje. Nie potrafi Pani przekazywać spójnie swoich przemyśleń które na dodatek są wg. mnie bardzo płytkie i nieodpowiednie

  62. Jest to rzeczywiście problem dla niektórych osób, bo naprawdę trzeba mieć odwagę powiedzieć “nie” rodzinie, która już się przyzwyczaiła, że jest przyjmowana i udaje, że nie zauważa kłopotów, jakie sprawia swoją wizytą. Ale czy z takimi ludźmi warto podtrzymywać kontakty? Bo nie ukrywajmy, że odmowa czy wybieg wiąże się z rozluźnieniem kontaktów czy wręcz obrażeniem się. Chyba należy się odważyć, bo co to za przyjemność przebywania ze znajomymi lub rodziną, którzy naciągają nas na koszty i zabierają czas, oczekując obsługi.
    Życzę wszystkim zainteresowanym szybkiego rozwiązania tego problemu, bo idą swięta. Pozdrawiam.

  63. To i ja dorzucę ciekawą historię z życia rodzinnego: szwagier poprosił szwagra na imprezie, żeby skoczył po wódkę, bo brakło, a tylko tamten był trzeźwy i mógł jechać samochodem.Tamten skoczył, ale zażądał zwrotu kosztów za paliwo mimo że, sam pił później ten alkohol. To były jakieś grosze, bo najblizszy sklep był na sąsiedniej ulicy. Nie minęło kilka miesięcy, a temu co jechał po alkohol, zepsuło się gdzieś w Polsce auto i poprosił o holowanie… szwagra. Ten go oczywiście poratował,ale na koniec wystawił rachunek za paliwo:-) I to już nie były jakieś grosze…

  64. Najciekawsze jest zakończenie: nie pojechali do Świnoujścia. No bo nie mieli zamiaru. No całkiem jak moja dawna znajoma, naciągaczka doskonała. Przykłady: w niedzielę, po mszy w południe, przyklejała się do kogoś znajomego, i szła do niego, by dziecku zmienić pieluchę – było to w epoce przed pampersami. Był to juz czas obiadu, więc wpraszała się na obiad. Chrzciny wnuczki urządziła w sąsiedniej parafii, a przyjęcie było na plebanii. Wczasy też na zasadzie; jak mnie bardzo lubią, zapraszają z całą rodziną. W podzięce ofiary otrzymywały tabliczki czekoladopodobne.

  65. Zachowanie Dusi – w mojej ocenie – było jak najbardziej prawidłowe i racjonalne. Dlaczego tak uważam? Bo sam tak postępuję!!! Gość jest zawsze przez nas (mnie i małżonkę) oczekiwany z tzw. otwartym sercem. Ale każdy gość zna już zasady swego pobytu. Przede wszystkim czas pobytu (jeżeli jest dłuższy niż kilkanaście godzin), który MUSI być uzgodniony przed przybyciem. Goście okazjonalni pozostają najdalej do późnego wieczora. I nie jest to moja niegrzeczność (małżonka jest aż nazbyt taktowna). To elementarny szacunek dla gospodarzy!!! Gość nie może się narzucać ze swoją obecnością. Gość nie może czuć się ważniejszy niż gospodarze. Niestety (nad czym ogromnie ubolewam) brak szacunku dla gospodarzy ze strony gości jest coraz bardziej powszechny. I dlatego, szanowni gospodarze, dla Waszego własnego zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia we WŁASNYM DOMU, postarajcie się aby wasi goście jak najszybciej zostali oświeceni. A przy okazji, dowiecie się, kto spośród nich szanuje was tak bardzo, że zasługuje na pobyt w WASZYM KRÓLESTWIE!!! Życzę wam tego z całego serca. Przestańcie być dobrzy dla innych, bądźcie dobrzy dla siebie!!!!!! Pozdrawiam Autorkę i Czytelników

  66. nie rozumiem tego, jak mozna byc tak roszczeniowym! jak jade do rodziny, to skoro mam sie czuc jak domownik, to jak domownik i zmyje naczynia, i pomoge, i do sklepu pojde nie czekajac az rodzina da mi pieniadze na te przyslowiowe buleczki. zawsze jestem wdzieczna ze ktos moze i chce mnie goscic, i nie wybrzydzam, nie kaze skakac wokolo siebie, wrecz przeciwnie. ludzie czasem wstydu nie maja po prostu.

  67. Witam,

    Również świetnie znam ten scenariusz. Od jakiegoś czasu prowadzimy w górach pensjonat. Nasza praca polega na codziennym podawaniu śniadań, obiadów i kolacji i ogólnie byciu gościnnym i troskliwym gospodarzem. Jest to na ogół rola wdzięczna i przyjemna. Jednak – po 50 dniach sezonu, pracy od 7 rano (przygotowanie śniadań) do 23 koniec zmywania i zamknięcie restauracji, chciało by się usiąść i robić nic. Tymczasem siostra mojego męża ze swoją rodziną upodobała sobie nasz pensjonat i to zarówno w sezonie jak i poza sezonem. Odkąd mamy pensjonat nastąpił u niej rozkwit uczuć rodzinnych, bo wcześniej, gdy mieszkaliśmy w Poznaniu nie była tak zainteresowana odwiedzinami.
    Teraz zaś lubią sobie wpaść na cztery dni lub tydzień. W trakcie pobytu oczekują, że poda im się śniadanie, obiad, deser, kawę i kolacje. Dodam, że nigdy nie wpadli na to, żeby w podzięce sprezentować nam choć butelkę wina. Można odnieść wrażenie, że ich całe życie sterowane jest głodem i porami posiłków. Po śniadaniu zaczynają dopytywać o porę obiadu, no i oczywiście planowane menu, potem jakiś deserek, kolacja i tak w kółko. Ostatnio czwartego dnia ich wizyty oznajmiłam, że nie mam siły szykować kolejnego posiłku dla 9 osób, bo jestem w ósmym miesiącu ciąży, a szwagier na to filozoficznie: No wiesz, ja nie ugotuje.
    Zarządziłam więc, że pojedziemy do restauracji. Moim zdaniem cywilizowani, dobrze wychowani ludzie wpadli by na to, żeby za ten obiad zapłacić skoro trzy poprzednie plus inne posiłki jedli na nasz koszt, ale nie oni! Przeciwnie, wydawali się być dosyć zdziwieni, gdy przy składaniu zamówienia poprosiłam kelnera, by przygotował oddzielne rachunki. Przysięgam, że byli przekonani, że skoro nie chce mi się dla nich gotować to moim obowiązkiem jest zapłacić za ich obiad!!!
    Osobiście jestem chora, gdy tylko usłyszę, że zapowiada się kolejna wizytka. Ale niestety brak mi właśnie tej asertywności, która pozwoliłaby mi spokojnie i stanowczo zarządać, by swoje wizyty odbywali raz, że poza sezonem a dwa z własnym wyżywieniem. Pokoje w naszym pensjonacie mają aneksy kuchenne, więc nie ma problemu, by zrobić sobie śniadanie, a na obiad można gdzieś pojechać. Wiem, za to, że któregoś dnia trafi mnie w końcu szlag, wygarnę im wszytko parę lat do tyłu i wszyscy będą bardzo, bardzo zdziwieni, skąd ta nagła erupcja złości, skoro dotąd zawsze było tak miło!!!

    1. Marysiu nie daj się! odezwij się, bo będzie coraz gorzej…zadomowią się u Ciebie jak “jemioła”
      Pozdrawiam prawie znad morza

    2. Marysiu, zaczęłaś swój tekst od słowa ‘witam’. Gdy wchodzisz do domu lub na forum, piszesz ‘dzień dobry’, ‘dobry wieczór’ itd. ‘Witam’ mówi ten, do którego przybywasz. Naucz się tego małolato bez kindersztuby.

      1. Witaj dużolacie z “kindersztubą” , odważnie z wielkim hukiem i obrazliwie włączyłeś się w tok dyskusji . Aż godne “podziwu ” twoje zaangażowanie w jedyną ,słuszną sprawę którą sobie wyznaczyłeś do zrealizowania .Zmartwię Cię- twoja kindersztuba pozostawia wiele do życzenia

  68. Chciałabym podzielić się z Wami tym, co mnie irytuje. Otóż, zawsze uważałam, że podtrzymywanie kontaktów nie polega tylko na tym, że ja zawsze kogoś zapraszam i ugaszczam czym chata bogata, ale też, że ten ktoś mnie zaprosi do siebie. Otóż to jest chyba tylko moja filozofia. Mam właśnie takich kuzynów, spotykaliśmy się tylko wtedy, gdy ja wychodziłam z inicjatywą, szykowałam obiad, chłodziłam alkohol itd. Liczyłam oczywiście na to, że przyjdę do nich z rewizytą, ale się przeliczyłam. Jak już się u nich spotykaliśmy, to częstowali mnie czymś na szybko (czyt. paluszki, orzeszki), a i zdarzało się, że dawali do zrozumienia, że mają jeszcze jakieś plany na ten wieczór. Po paru (parunastu) moich wystawnych obiadach/kolacjach spasowałam. Jeśli widujemy się u mnie, nie szykuję już obiadu ani kolacji, tylko częstuje herbatą i np. ciastkami.

  69. mieszkam w Świnoujściu (tak, tym opisanym przez Ciebie) więc wiem o co chodzi z gośćmi w sezonie…MASAKRA…dopóki nasze dzieci były małe było spoko przyjeżdżała siostra męża (oczywiście z mężem i sowimi dzieciami) i ZACZYNAŁO SIĘ…dzięki dobrym ludziom znalazłam pracę i dla siostry męża zaczął się problemik latem, bo na lato Moje pociechy jechały do dziadków (moich Rodziców w lubuskie) a siostra i jej dzieci….no cóż patent tu powielany….proszę tu klucze..lodówa do uzupełnienia i obiad na 16 dla gospodarzy..a że pogoda..no cóż gospodarze zjedzą co znajdą a dla gości coś się wymyśli na kolacje….LUDZIE TO JET NAPRAWDĘ PATENT….JAK SIĘ NIE PODOBA….NO CÓŻ ZAWSZE MOŻNA ZAPŁACIĆ I WTEDY WYMAGAĆ…pozdrawiam

  70. Gości zawsze chętnie witam i goszczę, ale nie daję sobie wejść na głowę. Dusi radzę iść do psychiatry. Gościła a teraz wylewa swoje żale do forowiczów.

    1. Hmmm… Czy ktoś tu wylewa żale? Opisałam historię postępowania Dusi, w przekonaniu, że to szeroki problem, że każdy z nas się z tym zetknął. Uważałam, że to interesująca historia. Przecież ona też nie pozwoliła sobie wejść na głowę niezapowiedzianym gościom.
      Dusia do psychiatry? Na pewno ona?
      Pozdrawiam.

  71. Niestety istnieje grupa ludzi, do których delikatne aluzje nie trafiają. Czasami trzeba po prostu zacisnąć zęby i powiedzieć im wprost to, co się myśli. Mam kolegę, który kilka lat temu próbował wprowadzić istny chaos w moje życie. Zachowywał się DOKŁADNIE jak bohater grany przez Jima Carreya w filmie “Telemaniak”. Wydawało mu się, że skoro jestem w domu, a on wpada w odwiedziny (w większości przypadków bez zapowiedzi), to jestem do jego dyspozycji 24 godziny na dobę. Po kilku(nastu) tego typu wizytach, kiedy delikatne sugestie typu “jestem już zmęczony” grubo po północy nie odnosiły żadnego skutku, któregoś dnia powiedziałem mu wprost co myślę o jego zachowaniu i że nie zamierzam go dłużej tolerować. Kolega nie tylko się nie obraził, ale popatrzył na mnie z taką miną jakby autentycznie nie rozumiał o co mi w ogóle chodzi! Jego argumenty w dyskusji, która się między nami wtedy wywiązała, były tak absurdalne, że aż szkoda słów na ich komentowanie. W pewnym sensie jestem mu wdzięczny za to, że dzięki niemu, chcąc czy nie chcąc, podciągnąłem się w asertywności. Dodam tylko, że utrzymujemy kontakt do dzisiaj, ale na moich warunkach – kolega nauczył się, że spotykam się z nim tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę.

  72. Marysiu dziwna, zaczęłaś swój tekst od słowa ‘witam’. Gdy wchodzisz do domu lub na forum, mówisz (piszesz) ‘dzień dobry’, ‘dobry wieczór’ itd. ‘Witam’ mówi ten, do którego przybywasz. Naucz się tego małolato bez kindersztuby.

  73. Na szczęście, ja tego problemu nie mam. Dlaczego? Ponieważ moja rodzina jest z tzw. warstwy inteligenckiej, a więc praktycznie każdy jej członek reprezentuje jakiś stosowny poziom intelektualny. Stąd, każdy członek rodziny zdając sobie sprawę z tego co robi, zachowuje się w sposób wyważony i odpowiedzialny. Niestety, ale opisana sytuacja dotyczy głównie rodzin wywodzących się z nizin społecznych, gdzie wyższym wykształceniem technicznym (bo tylko takie się dla mnie liczy) nie pochwali się za wiele osób. Z tego powodu bardzo współczuję autorce tekstu. Wczuwając się w Pani rolę mogę sobie tylko wyobrazić, jaką gehennę musi Pani przeżywać mając kontakt z ludźmi o tak małym intelekcie. Z wyrazami szacunku Piotr.

    1. Wujku Joe, moja rodzina od pokoleń jest inteligencka – dziedek był przedwojennym inżynierem a powojennym pierwszym burmistrzem mojego miasta, ojciec znanym społecznikiem i dyrektorem a moja siostra / mgr- 2 fakultety/zwykłą świnią. Pozdrawiam /1 mgr/

    2. Wujku Joe, dziękuję za współczucie. Wykarmiła mnie wilczyca, jem jagódki i grzyby, piję rosę. Wiatr od czasu do czasu rujnuje mój szałas… Mój poziom intelektualny jest na poziomie purchawki a więc bez wyrazów szacunku.

  74. ja kochałam swoją rodzinę i przyjmowałam ją u siebie w “leśniczówce” bardzo często, swoich znajomych również. Niestety ja od nich tego samego nie otrzymałam, wręcz przeciwnie

  75. wydaje mi się, że takie odwiedziny bez zapowiedzi narodziły się w czasach kiedy prawie nikt nie miał telefonu w domu. Też jeździłam z rodzicami do znajomych bez zapowiedzi, a oni do nas, na szczęście każdej z rodzin to odpowiadało. Teraz w dobie telefonii komórkowej powinno się to było zmienić? Z tego co tu czytam niektórym nawyk pozostał. A Dusia jest bohaterką, bo nie tylko pozbyła się gości, ale pokazała im, że ich przejrzała. Jest zatem pewne, że już nie wrócą.

  76. Obawiam się, że Dusia nie zauważyła wcześniej niewłaściwego zachowania znajomych, gdyż mieszkali wszyscy na miejscu. Zdziwiło mnie, to ostanie zdanie, bo to oznaczało, że znajomi świadomie kłamali i przyjechali do Dusi specjalnie z zamiarem zostania, a reszta to była tylko wymówka. Jesli ktoś ma zamówiony wypoczynek, to z niego tak szybko nie rezygnuje.

  77. Kiedyś byłam niezręcznym gościem… jeździłam regularnie do rodzinki uczyć j. angielskiego dziecko. Oczywiście po nauce chętnie korzystałam z zaproszenia na kawę lub herbatę, tym bardziej, że po nim następowało pytanie: “Co u Was? Opowiadaj!” Nie korzystałam z zaproszenia na poczęstunek z wyrachowania ale niezwykle miło było mi chwilę porozmawiać. Niestety nasze rozmowy czasami się przedłużały, aż pewnego dnia usłyszałam, żeby wypier…, że nie jestem dobrze wychowana, i że jeden z domowników planuje delegacje na te dni, gdy przyjeżdżam bo nie znosi moich wizyt. Do dziś bije się w pierś, że naiwnie wkręcałam się w rozmowy i nie zauważałam żadnych znaków. Właściwie dzisiaj też nie potrafię przytoczyć żadnego znaku na to, że wizytę powinnam zakończyć. Tym bardziej, że na moje “nie dziękuję” z reguły było “siadaj, nie żartuj”. Po tamtych ostrych słowach wiem już jak bardzo nadużywałam gościnności i teraz już nie wierzę w gościnność. Gdy uważam, że “powinno się albo nie powinno” to kieruję się “savoir-vivre odwiedzin”. Nie potrafię już odróżnić czy zaproszenie jest jeszcze gościnnością czy wymuszoną grzecznością. A moim gościom nie proponuję niczego na co ja nie mam ochoty, a żeby nie było niedomówień zawsze podkreślam “nie proponuję tylko dlatego, że wypada – naprawdę uważam, że byłoby fajnie gdybyście jeszcze posiedzieli.”

    Pozdrawiam

    1. A widzisz, bo tak to wygląda, kiedy ludzie nie potrafią jasno powiedzieć o co chodzi. Zapraszają – choć wcale nie mają na to ochoty?
      Liczą na co, że ktoś domyśli się intencji? Masz absolutną rację, że trudno odróżnić gościnność od wymuszonej grzeczności, tu chyba należy uruchomić intuicję.
      Pozdrawiam serdecznie.

    2. ludzie zakładają maski z wyrysowanym uśmiechem, nie potrafią zyć szczerze, to dołujące. Wystarczyło powiedzieć, przepraszam, ale nie zaproszę Cię dzisiaj, bo jestem zmęczony…
      Mam od dzicka wbudowana asertywność i mówię od drzwi jeżeli nie mam ochoty na gości, podziwiam tych któzy muszą udawać miłych, zakończenie graniczy z desperacja :”wypier…” wspułczuję..
      zapraszam do siebie
      http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

      1. Asiu, ja też nie umiem odmawiać, jest mi z tym źle, wściekam się potem na siebie i cały świat! Prawda, to bardzo dołujące…
        Pozdrawiam.

  78. Mąż jest między młotem a kowadłem najpewniej. Ma wybór między zepsuciem samopoczucia siostrze albo moim niezadowoleniem. W imię nie-wszczynania rodzinnej awantury też również stara się przetrwać te wizyty i łagodzić sytuację.
    Gwoli wyjaśnienia dodam, że szwagierka przepracowała przez całe swoje życie łącznie kilka tygodni. W zasadzie jej jedynym obowiązkiem w ciągu dnia jest ugotowanie obiadu, stąd przykłada do tego nadzwyczajną wagę, co rusz wstępując wraz z rodziną na drogę innej diety (pięciu przemian, bez śluzowa i takie tam). Od pozostałych prac domowych ma tzw. panie, czyli sprzątaczkę, ogrodniczkę itd, a to dla tego, iż podobno doliczyła się, że np. umycie wszystkich okien u niej w domu spowodowało by u niej takie straty na zdrowiu, iż wyleczenie jej było by znacznie droższe niż usługa umycia okien przez kogoś. Wot! Matematyka w służbie leserstwa.
    Sądzę, że gdyby miała przeżyć jeden dzień w tempie normalnej kobiety, która pracuje/prowadzi firmę, zajmuje się dziećmi, prowadzi dom, stara się mieć jakieś zainteresowania no i jeszcze gotuje… może łatwej było by im zrozumieć, że goszczenie przez tydzień kochanej rodzinki w środku sezonu jest uciążliwe.
    Tak czy siak, w ogólnym rozrachunku już chyba wolę parę razy do roku się wkurzyć, niż mieć taką sieczkę w głowie.

    1. Nie masz racji. Historia jest autentyczna i bardzo świeża, sprzed trzech tygodni.
      Nie posądzaj, jeśli nie masz pewności.
      Zresztą takich historii jest znacznie więcej, napisałam w poście, że chyba każdy z nas się z taką sytuacją spotkał.

  79. Witam. Zwracam się do Pani z uprzejmą prośbą. Otóż Pani blog jest bardzo popularny, wiele osób na niego wchodzi i czyta z zaciekawieniem Pani posty. Stąd taka moja prośba, czy mogłaby Pani w jakiś sposób zareklamować sprawę małej Antosi, która boryka się z wadami układu kostnego? Tak z czystej bezinteresowności. A nóż dzięki Pani znajdzie się ktoś, kto zechciałby pomóc. Jeśli nie, rozumiem. Dziękuję za przeczytanie mojego komentarza 🙂
    http://www.antoninawieczorek.pl

    1. Nie musisz prosić. Jeśli tylko mogę – chętnie pomagam.
      I jeszcze jedno – bez Pani, wystarczy Krystyna 🙂
      Wszystkiego dobrego.

Pozostaw odpowiedź ~Koliber Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *