Hasz…

Wieczór.
Oddaję się relaksowi, mam włączony komputer, herbatę truskawkową i orzeszki w cieście paprykowym. Milion kalorii, ale lubię, wpieprzam całymi garściami. Raz udało mi się nawet całą paczkę, 170g, pochłonąć na jedno, wieczorne posiedzenie, co przypłaciłam niemal całonocnym posiedzeniem w kiblu, niemniej niczego mnie to nie nauczyło.
No to siedzę i gapiąc w monitor wtryniam orzeszki. Słyszę, że podopieczny kończy długą rozmowę telefoniczną i natychmiast musi podzielić się ze mną wiadomościami.
– Kristina, w piątek mamy gości!
– Super, o której? – pytam przełykając rozgryzione orzeszki.
Zamiast odpowiedzi widzę węszenie nosem – w ten sam sposób ja obwąchuję męża, jak wraca od brata na bańce. Chucham więc…
– Haszysz! – słyszę.

Weźcie dobrego nauczyciela pod skrzydła to nic się przed nim nie ukryje…

Te zielone to niech szlag trafi z wasabi. Mieszam czasem, żeby nadeszło otrzeźwienie. Ostre jak brzytwa.

 

Krystyna

5 myśli na temat “Hasz…”

  1. Przepraszam za niezbyt delikatność… wystarczy spojrzeć na profil-fotkę, a kalorie widać…
    Ale tego wasabi to Ci zazdroszczę… wspaniały smak

    1. Ja, jeśli słowami mogę komuś zrobić przykrość – milczę.
      A wasabi wywala gały z orbit i zatyka nos, nie ma czego zazdrościć.

    2. Paweł, jesteś co najmniej nieuprzejmy. Zastanowiłeś się choć przez chwilę przed zamieszczeniem komentarza??? Nie mogę uwierzyć, że z pozoru kulturalni ludzie piszą coś takiego!!!!!!

      Ja – na przykład – byłam przez całe życie szczupła, wręcz chuda. Aż któregoś dnia piorun strzelił w hormony (tak podejrzewam, choć nie mam pewności) i zaczęłam tyć w zastraszającym tempie. Nic nie pomagało obcięcie kalorii, diety, głodówki. Nic a nic. Teraz ważę dwa razy tyle, co w klasie maturalnej. Teraz jestem sobie gruba – pewnie za karę, bo wcześniej byłam dumna z talii osy – więc sprawiedliwość mnie dopadła i pokazała, że to nie działa w ten sposób. Możesz nie jeść nic, a przytyjesz po szklance wody.

      Ale to takie tylko moje zwierzenia. Było mi bardzo trudno przyzwyczaić się do nowej wagi i nowego wyglądu. Żadna kiecka nie leży dobrze. Jest mi ciężko i niewygodnie. Nie mogę poświęcać ogródkowi tyle czasu co wczesniej, bo jest mi po prostu – uwaga na powtórkę – ciężko i niewygodnie. Nie mogę chodzić na tak dalekie wędrówki, jak kiedyś – bo jest mi….

      Nie objadam się. Dbam o dietę i pewnie dlatego waga wreszcie przystopowała. Ale nie wiem, czy na zawsze, czy może znów zechce galopować. Po moich doświadczeniach już wiem, że nie mam na to wielkiego wpływu.

      Uwielbiam smak orzeszków wasabi, ale jadam je najwyżej dwa razy do roku – żeby nie przytyć.

      Nie lubię ludzi, którzy oceniają innych na podstawie wyglądu. Przyznaje się bez bicia – sama tak kiedyś robiłam. Myślałam, że grubas jest gruby, bo się objada. Teraz już wiem, że nie zawsze tak jest.

      A Krysia na swoim zdjęciu profilowym wygląda świetnie – skąd u Ciebie myśl, że widać kalorie?????

      1. Hajduczku, nie przejmuj się tym, co pisze Paweł :-). To mój osobisty przyjaciel, który zna mnie jak dziadowski bicz i dobrze wie, jak wyglądam. Ta niedelikatność – to jego złośliwość. No taki już jest! Nie potrafi komplementu powiedzieć, ale przykrości wychodzą mu jakoś same.
        A’propos wagi.
        Do 2006 roku byłam gruba. Kiedy waga przekroczyła 110 kg – powiedziałam dość. Dodatkową motywacją był prezent od przyjaciółki mieszkającej w Niemczech – dostałam piękną spódnicę i jedwabną bluzkę, ale tak ogromne, że nawet ja mogłam się w tym owinąć. Rozmiar 58 i 60.
        Przetarłam oczy i zapytałam sama siebie – naprawdę tak cię widzą? I wtedy nastąpił przełom.
        Zabrało mi to 2 lata, ale zjechałam do wagi 65 kg, przy wzroście 167 cm. Trudne było przejście do normalnych posiłków – w ciągu roku doszło 15 kg i waga stanęła. Uważam, że te 80 kg w moim wieku to dobra waga i lubię siebie taką jaka jestem. W sam raz.
        Plaży i basenu już się nie wstydzę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *