I co dalej…

– Nie ma koronawirusa, jest taka piękna pogoda, jest tak gorąco, że koronawirus jest w odwrocie i nie ma się czego bać – słowa rzucane na spędowiskach wyborczych przez najważniejsze osoby w państwie. Tak, faktycznie, zaraza widząc co się u nas w tym bardzo dwuznacznie gorącym okresie dzieje zwinęła się i poszła atakować Ruskich, albo Pepików, albo Niemców. Albo skierowała się całkiem na północ i poszła utopić się w zimnym, choć teraz ciepłym Bałtyku. Z rozpaczy, że tu, nad Wisłą miała pecha się rozwinąć.
Mimo, że prezydent, premier i marszałek sejmu są hura-optymistami a ministra Szumowskiego jakoś ostatnio nie widać i nie komentuje czy jest wirus, czy go nie ma, ja jednak nadal maseczkę noszę i na klatce schodowej, i w windzie, i w sklepach, i wszędzie tam, gdzie spotyka się ludzi. Rękawiczki jednorazowe też, nawet jeśli narażam się na ironiczne uśmiechy.

Wiem swoje, rozmawiam z mądrymi ludźmi i wiem, że jesienią będzie się działo. Dlatego zaopatruję się w tanie teraz maseczki (już nawet po 0,89 zł) i foliowe rękawiczki (teraz po 2, 3 zł za sto szt). Może potem biznes jaki zrobię.
Nie chce mi się komentować polityki, bo nie wierzę w to, co widzę i słyszę. I doprawdy, brzydnie żyć w takim sfiksowanym kraju, chyba również z braku fizycznego kontaktu z przyjaciółmi.
Ucieszyłam się więc, kiedy zadzwoniła Janka.

– Wiesz, mam problem z Gabrysiem.
Zapytałam co się stało jej mężowi, ostatecznie znamy się od wieki wieków i wiem, że Gabryś na zdrowie raczej nigdy nie narzekał.
Okazało się, że Janka zauważyła, że Gabryś w nocy przestaje oddychać, że zdarza się, że na kilka, czasem osiem jej oddechów, spokojnych i długich, on odetchnie raz. Od razu przyszedł jej na myśl bezdech, więc zaciągnęła siłą Gabrysia do lekarza, który bez słowa dał skierowanie do specjalisty od płuc.
– Nie martw się – mówiła przyjaciółka Janki – badanie jest proste, szybkie i bezbolesne, położą go na oddział wieczorem, założą urządzenie do odczytu a rano, o 6.00 już go wypuszczą do domu.

Żeby dostać się do specjalisty Gabryś czekał trzy miesiące, potem specjalista dał skierowanie do szpitala, na którego termin czekał osiem miesięcy, od lipca do marca, a potem w marcu pojawił się, a jakże – koronawirus, więc wszystkie zabiegi zostały odwołane.
Ale w czerwcu ze szpitala zadzwonili, że za trzy dni ma się z piżamką zgłosić na oddział. Ale…
W poniedziałek o 7.00 pacjent miał mieć zrobiony test na koronawirusa a potem miał zostać przewieziony do szpitala specjalistycznego ze skierowania, a więc z jednej nocy zrobiła się doba. Gabryś, który w szpitalach bywał tylko jako odwiedzający miał cykora, między innymi ze strachu przed wirusem, ostatecznie był w grupie ryzyka ze względu na wiek.

Nie ma zmiłuj, spakowanego Gabrysia w poniedziałkowy poranek syn zawiózł na oddział,  drzwi się za nim zamknęły, a kontakt pozostał tylko telefoniczny. Żadnych odwiedzin, dokarmiania.
Faktycznie, rano pobrano wymaz i Janka od godziny 17.00 wydzwaniała, czy mąż ma już wynik wymazu, bo przecież noc miał już spędzić w innym szpitalu na badaniu bezdechu.
Niestety, wynik był dopiero we wtorek po południu, Gabrysiowi koronawirusa udało się uniknąć a więc transport sanitarny zawiózł go do szpitala ze skierowania na badanie bezdechu. Syn załatwił sobie dzień wolny, żeby ojca w środę o 6.00 rano ze szpitala odebrać, żeby nie musiał tłuc się komunikacją miejską. Radość z negatywnego wyniku i rychłego wyjścia ze szpitala zmącił jednak fakt, że w rzeczonym szpitalu sal z aparaturą do badania bezdechu było aż JEDNA a ta była akurat zajęta. Zamiast jednej nocy, Gabryś w szpitalu jest już dwie doby i końca nie widać, a Janka martwiła się i zachodziła w głowę, jak tu jakiegoś jedzenia do szpitala przemycić, bo przecież według niej dwa dni w szpitalu to murowana śmierć głodowa a w najlepszym wypadku podtrucie. I suszyła mu czerep, żeby pamiętał, że w trakcie badania ma spać na plecach, nie na boku, bo tylko wtedy ma te zaniki oddechu.
Jakaż była radość, kiedy wreszcie stało się jasne, że w nocy z środy na czwartek obkleją głowę i wątłe ciało Gabrysia diodami, popodpinają do rur i każą spać.

– Może pan spać obojętnie jak, na bokach też, to dla wyniku nieistotne – powiedziała pani doktor prowadząca a dla faceta słowa ładnej lekarki ważniejsze niż starej żony i Gabryś uwalił się na bok przesypiając spokojnie noc.

W czwartek rano, jako że zrobiło się Boże Ciało, znów trzeba było po Gabrysia pod szpital podjechać, bo wygłodniały musiałby na piechotę do domu zaiwaniać. Boże Ciało to Boże Ciało i procesje miały być nawet jak ich miało nie być.
W domu zapanowała radość, było uroczyste śniadanie, potem uroczysty obiad, bo tata przeżył i wrócił ze szpitala. Nawet maseczkę dostał – od poniedziałku rana do czwartkowego poranka – jedna i ta sama, bez żadnej dezynfekcji, ale nie kazali mu jej już oddawać.
Wynik za tydzień.

Janka ponaglała, żeby zadzwonić wcześniej i dowiedzieć się o wyniku, bo potem znów następne badania, kolejne terminy, no to Gabryś zadzwonił i dowiedział się, że choroba się nie potwierdziła, że jest zdrowy a po wypis może przyjść za dwa dni.
Jance szczęka opadła, chłop w nocy nie oddycha, mózg mu się nie dotlenia a tu nic! Zdrów jest.
– Pewnie, ty to byś się ucieszyła jakbym z tego szpitala nogami do przodu wyszedł – wściekał się na żonę Gabryś.

Janka postanowiła porozmawiać z panią doktor i razem z Gabrysiem pojechała do szpitala po wypis. Kiedy próbowała lekarce wytłumaczyć, że ten bezdech występuje tylko wtedy, kiedy mąż śpi na plecach – pani doktor nawet nie chciała jej wysłuchać i powiedziała dość niegrzecznie, że doszukuje się choroby tam, gdzie jej nie ma.

– A ty zamiast się cieszyć… – Gabryś pozostaje przy swoim.

Wznieśmy więc toast za specjalistów, za tanią musztardę i olej w okresie grilowania, za tanie środki higieniczne w razie sdraki. Wszak mamy to wszystko obiecane przez uczciwych, brzydzących się kłamstwem polityków.

Krystyna

2 myśli na temat “I co dalej…”

  1. Witaj, Krysiu.

    Pan Morawiecki powie wszystko, jeśli będzie się to wiązało z korzyścią dla niego osobiście, lub dla jego ugrupowania.
    Jego uczciwa twarz, przenikliwe spojrzenie i szczery uśmiech mówią wszystko.
    Zakładając przegraną pana prezydenta w drugiej turze, wcale się nie zdziwię, jeśli premier oświadczy, że winą trzeba obarczyć rozwijającego się koronawirusa.
    Jeśli zaś chodzi o ministra Szumowskiego, to Polska jest chyba jedynym krajem, który za niejasne interesy ministra i jego bliskiego otoczenia związane z Covid 19, chce nagrodzić tegoż ministra orderem – to też słowa premiera.
    A bezdech senny jest bardzo poważnym zaburzeniem, nie radzę mężowi Pani Janki go lekceważyć, bo może doprowadzić do niedotlenienia organizmu i jeszcze gorszych konsekwencji.
    Gdybym miał się powierzyć opiece państwowej służby zdrowia, dwa razy bym to przemyślał.

    Serdeczności i dzięki za nowy wpis.

    1. Jarząbku, Ty to wiesz, jak mnie rozbawić! “Uczciwa twarz, przenikliwe spojrzenie i szczery uśmiech” premiera Morawieckiego – zabrzmiało jak dowcip, choć aż zabolało…
      Pozdrawiam!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *