I tak nas rżną…

Już trochę obżarłam z cieńszego brzegu…

Zdarzyło się Wam kiedyś, że wracacie ze sklepu, rozpakowujecie świeżo kupioną wędlinę, a tam pośrodku, ukryty przez wzrokiem ludzkim – stary plaster , jakaś niedokrojona dupka, kawałek czegoś innego, albo wysuszonego?
Nie mówcie że nie, bo nie uwierzę.
Kiedyś zwróciłam na to uwagę obsługującej mnie pani, ale ta ofuknęła, że przecież ona musi coś z tym zrobić. Powiedziałam, że mnie nie interesuje co z tym zrobi, i że albo tą dupkę zabierze, albo dziękuję za zakup. Niestety, musiałam podziękować, bo ona nie ustąpiła.
Dziś byłam w niemieckim markecie, kupowałam 30 dkg. wędliny (pierś z kurczaka z warzywami), poprosiłam o pokrojenie. Pani pokroiła, ale niestety nie było 300 gram a jakieś 280. Została mała dupka.
Pani zważyła moje plasterki, wydrukowała cenę i uśmiechając się do mnie powiedziała, że tą resztkę dokłada bez ważenia. Grzecznie podziękowałam, ale za chwilę zbierałam koparę z podłogi.

Pierś z kurczaka z warzywami

Wracając na rodzime podwórko, czy mieliście kiedyś zamiast śledzi w zalewie z cebulą – cebulę w zalewie z niewielkim dodatkiem śledzia? Retoryczne pytanie, wiem.
Koreczki śledziowe w plastikowych, płaskich pudełeczkach, gdzie śledzikami obklejona ścianka pudełka, a w środku, zaklejonym zresztą nalepką, żeby nic nie było widać – była sama cebula?
Kupowaliście kiedyś mrożone krewetki?
Syn powiedział, że wybierając się po krewetki, trzeba iść kilka godzin wcześniej, włożyć do kosza, poczekać aż się roztopią i dopiero wtedy iść ważyć. Czemu? Ano temu, że wszystko co zamrożone, to 40 % wody! A nikt nie ma ochoty płacić za wodę.
Wpadł mi w oczy artykuł o jednym z marketów, gdzie w komentarzach czytelnicy dzielą się spostrzeżeniami na tenże temat. A więc o bombonierach, w których praliny są tak rzadko poukładane, że jest ich dosłownie kilka sztuk, że czekolada z orzechami orzechy ma tylko w okienku, że części kurczaka na tacce są tak porolowane, że dopiero jak się je otworzy, to widać, że mięsa niewiele, a za to skóry i tłuszczu nie brakuje. Że jogurty i serki mają takie cudaczne kształty i wklęśnięte dna, żeby do środka weszło jak najmniej zawartości, że ptasiego mleczka jest wagowo coraz mniej a czekolada na nim coraz cieńsza – za tą samą cenę. Że kiedyś kostka masła ważyła 250 g a dziś 200, albo i 180 a kosztuje tyle samo.
O sławetnych opakowaniach powietrza ze śladową domieszką chipsów – już nie wspomnę.
I tym, że to co chcą ukryć (np. datę przydatności do spożycia) najnormalnie zakleja się etykietą. Smutne to.
Człowiek człowiekowi świnią.

Wspomniałam, że byłam dziś w niemieckim markecie, potrzebowałam bowiem również drobne drewno na rozpałkę w kominku. Takie rzeczy zazwyczaj są na zewnątrz sklepu, tak było i tym razem, ale… Na jednym wózku były worki z małymi i dużymi kawałkami drewna, z tym, że te małe na dole i przygniecione dużymi. Żeby się do niego dostać, musiałabym zdjąć kilka dość ciężkich worków z góry. Nie zrobiłam tego, wjechałam do sklepu i poprosiłam młodego pracownika o pomoc. Zanim zrobiłam zakupy, moje drewienka, pięknie ułożone w worku, czekały na mnie przy kasie. Podziękowałam młodemu człowiekowi, a on się do mnie uśmiechnął i ukłonił. Czy to nie fajne?
Choć nie mówię, że i u nas nie ma w handlu ludzi z kulturą, bo są! Żeby nie było, że cudze chwalę! No.

Krystyna

2 myśli na temat “I tak nas rżną…”

  1. Witaj, Krysiu.
    Niestety, u nas handel polega na oszukaniu klienta. Nie mówię, że tak jest wszędzie, ale znakomita większość marketów i mniejszych sklepów, stawia sobie za punkt honoru nabicie kupującego w balona.
    Niedoważenie produktu, oszukanie jego składu, nie jest oszustwem, tutaj nazywa się to “głową do biznesu”.
    Tasiemiec w środku “świeżego kurczaka” z Biedronki – (omijam ją szerokim łukiem), myszka w chlebie z Tesco, mała ilość chrzanu w zamkniętym fabrycznie słoiku, powietrze w chipsach – zamiast chipsów…
    Można długo mówić.
    Będąc w Niemczech przez dłuższy czas, masz porównanie kiedy czytasz etykiety tych samych produktów tam, i tych samych produktów u nas, ba, nawet sieci sklepów są te same.
    Kiedyś, za czasów mojego dzieciństwa, obowiązywała jakaś elementarna uczciwość – przynajmniej w jakości sprzedawanej żywności; dziś nawet tego nie ma.
    Cóż, przynajmniej mogę powspominać :).
    Dziś na takie “drobiazgi” nikt uwagi nie zwraca.
    Nie mówiąc o uczciwości w innych aspektach życia.

    Uśmiechy i serdeczności :).

  2. Mieszkam na małym dość hermetycznym osiedlu, gdzie w większości sklepów personel i klienci się znają. Znają mnie również z tego, że nie wolno mnie kiwać ani na ilości, ani na jakości, ani na cenie. Grzecznie, ale stanowczo zwracam uwagę. Po kilku takich akcjach ekspedientki wiedzą, że “nie ze mną te numery”. Jakieś dwa lata temu miałam potężne spięcie z pracownikiem miejscowego Lidla. Waga przy kasie znacznie zawyżyła mi gramaturę owoców i warzyw kupowanych luzem. Na moją reklamację pan zaczął się burzyć i skończyło się draką. Do dziś gdy robię tam zakupy, omijamy się szerokim łukiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *