Jak uratować związek

Autorka bierze udział w konkursie pt. „Jak uratować związek?” Blog.pl i Wydawnictwa Znak Literanova
www.jak-uratowac-zwiazek.blog.pl

* * * * * * * * * * *

Ewa była już mocno znudzona i rozdrażniona tym wszystkim, co działo się dokoła niej. Praca, dom, krótkie “co u was” do dzieci, zdawkowe rozmowy o niczym z równie znudzonym Teodorem. Ostatecznie, po niemal dwudziestu latach małżeństwa mieli prawo znać się na tyle, że wiedzieli, co które w danym momencie powie czy zrobi.
Powiedziała mi kiedyś, że jeśli tak ma wyglądać reszta jej życia, to ona dziękuje i wysiada.
Teodor był od kilku lat na rencie i jedyną rzeczą jaka go interesowała był sport. Ale ten w telewizji. Ileż razy prosiła go, by wybrali się razem na przejażdżkę rowerową, do restauracji na obiad albo kolację, poszli lub zaprosili do siebie znajomych, których przez długotrwały brak kontaktu po prostu tracili.
Teodor wciąż beznamiętnie odmawiał a Ewa coraz częściej łapała się na tym, że chce zmian. Nie wykluczała nawet zmiany partnera, na takiego, którego będzie stać jeszcze na odrobinę szaleństwa, na trochę nieobliczalności, na spontaniczność.
– Kapcanieję i zdycham z nudów przy nim – powiedziała rozżalona.

Toteż ucieszyła się na wiadomość o zorganizowanym spotkaniu klasowym. Boże, minęło trzydzieści lat, czy wszystkich rozpoznam? Tak, na pewno, zapewniała samą siebie.
Nie da się ukryć, najbardziej oczekiwała spotkania z Fabianem, szkolną miłością, nieodżałowaną, piękną i pierwszą.
Byli wtedy tacy młodzi!
Ewa starała się przypomnieć sobie szczegóły z kilkuletniego “chodzenia”, bo tak się wtedy mówiło. No fajnie było.
I był obóz sportowy, na którym potrafili się wymknąć opiekunom by spędzić ze sobą ten pierwszy raz.

Potem wskutek przemian w kraju, rodzice Fabiana zdecydowali się na emigrację, on sam niewiele miał do powiedzenia. Tęsknili, korespondowali ze sobą ale coraz rzadziej, coraz ciszej, coraz chłodniej.

Potem napisał, że kogoś poznał, Ewa też na prywatce u koleżanki poznała Teodora.

Teodor był przeciwieństwem Fabiana. Spokojny, opanowany, silny duchem i obowiązkowy, toteż Ewa nie wahała się zbyt długo z poślubieniem go.
Był dobrym mężem, dobrym ojcem dla trójki ich synów.
Ewa nigdy nie narzekała, Teodor dwoił się i troił by jej nieba uchylić. Zawsze pamiętał, by obdarować ją z jakieś okazji albo i bez. Czuła się przy nim spokojną o przyszłość.

Niestety, wylew i wiele miesięcy żmudnej rehabilitacji spowodowały, że zaczął więcej myśleć o sobie i to już Ewie nie pasowało.
Wyszedł z tego, sprawność całkowicie wróciła, ale Teodor pamiętał!
Miał żal do żony, że tak go nie rozumie, że myśli tylko o sobie.

Spotkanie klasowe nie obyło się bez łez wzruszenia. Jasne, że się nie poznawali. Przedstawiali się po kolei, opowiadali o sobie, swoich rodzinach, losach.
Fabian był wdowcem, miał dom na Lazurowym Wybrzeżu i mieszkanie w ich mieście. Miał też dwoje dzieci ale jakiej płci już nie zapamiętała.
Ważne dla niej było to, że nadal ją adorował. Mimo iż nie była już tą samą brunetką a farbowaną, mimo iż do dawnej wiotkości sporo jej brakowało…

Po spotkaniu klasowym – wylądowali u niego w mieszkaniu.
Byli sobą zauroczeni od nowa. Ewa widziała w marzeniach ten dom w Cannes, basen i siebie – opalającą się na białym leżaku.

Na pytanie Teodora – jak było na spotkaniu – odpowiedziała, że szkoda było czasu, że teraz będą się od czasu do czasu spotykać w mniejszych grupkach.

No i spotykali się, ale w dwuosobowej grupce. Ona i Fabian. Bardzo namiętnej zresztą.
Fabian usilnie namawiał ją do rzucenia w diabły dotychczasowego, nędznego jak to określał życia i wyjazdu do Francji. Ewa była prawie na to gotowa, jeszcze tylko trzeba było powiedzieć o tym dzieciom i Teodorowi.

Jednak mąż ją uprzedził…
– Musisz się wreszcie zdecydować, ja muszę wiedzieć na czym stoję – powiedział nie odrywając oczu od gazety.
Zaskoczenie zbiło Ewę z tropu, nie tak miała się ta rozmowa potoczyć, myślała, że będą krzyki, awantura i że wyjdzie trzaskając drzwiami. A tu cicho, jedno krótkie zdanie. Cholerny stoik.

Nic nie odpowiedziała.
Nie wiedziała co.

Dopiero teraz naprawdę dotarło do niej, że na szalkach znaleźli się dwaj ważni dla niej mężczyźni, z jednej strony majętny, namiętny, przystojny, rozrywany przez kobiety i podobający się Fabian a z drugiej strony nudny ale dobry, kochający i wierny mąż. I dzieci.

– Porozmawiasz ze mną? – zapytała tylko cicho.

Wieczorem, zamiast siąść do komputera na skypa, zrobiła dwie miętowe herbaty i poprosiła męża by wyłączył telewizor. Darowała sobie nawet określenie “cholerne pudło”.

– Bo ty tylko telewizor i telewizor! – zaczęła – ja się już nie liczę, olewasz mnie totalnie, czuję jak mi życie przez palce przecieka, czuję się taka stara…
Rozpłakała się.

– Masz trochę racji, ale widzisz, tak się boję kolejnego wylewu, boję się zostać rośliną, którą będziesz zmuszona podlewać i nienawidzić.

Rozmawiali. Wreszcie rozmawiali. Po raz pierwszy od wielu lat.
Ta rozmowa nie skończyła się nawet podczas szalonego seksu, jakiego oboje nawet nie pamiętali! Ewa nawet złapała się na tym, że wystraszyła się o zdrowie Teodora.

Powiedziała mu o Fabianie.
Teodor zacisnął usta, pięści i spuścił głowę. Ewie było wstyd. Przepraszała, płakała, mówiła, że czuła się taka samotna i brzydka…

Następne dni były ciche ale obiecujące. Ewa biegła z pracy do domu, gdzie Teodor starał się przygotować posiłek, nie dewastując przy tym kuchni. Potem wybierali się na niezbyt forsowny spacer, by w miarę możliwości poprawiać kondycję Teodora.
Czasem zachodzili do parkowej budki na gofra i małe piwo w ohydnym plastikowym kubku.
Odnowili stare przyjaźnie i znajomości.

Poszli nawet na tańce.

Pewnego wieczoru zostali zaproszeni na grillowanie karkówki do znajomych.
Siedzieli naprzeciwko siebie przy długiej ławie, szorstkiej, zbitej z surowych desek i właściwie wystarczało im uśmiechać się do siebie, kiedy zadzwonił telefon Ewy.

Teodor usłyszał:
– Z największą przyjemnością, Fabian. Jednak pod jednym warunkiem, że zaprosisz również mojego męża.

I puściła Teodorowi słodkie oczko.

Krystyna

14 myśli na temat “Jak uratować związek”

  1. Miała szczęście, że Teodor był taki wyrozumiały. A swoją drogą jak to się czasami nie docenia codziennego życia. Mam to szczęście, że mnie jakieś przygody nie dotyczą i nie będą dotyczyły. Nigdy.
    Czy w związku z konkursem mogę jakoś pomóc? Zagłosować albo coś? Pozdrawiam . Ewa.

  2. Dziękuję Ewo.
    To konkurs oceniany przez komisję wytypowaną przez Onet.
    Nie akceptuję rywalizacji za którą stoją pieniądze na smsy czytelników.
    Ale pomóc możesz – czytaj i komentuj – to dla mnie najcenniejsze.
    Najcieplej pozdrawiam.

  3. Skoro nie mogę zagłosować, to chociaż będę kciuki trzymała. Warto, bo blog w ogólności bardzo fajny i bardzo go lubię czytać. Wszystkiego dobrego i powodzenia. Pozdrawiam ,Ewa.

  4. Lubię Twoje pisanie o związkach i relacjach międzyludzkich, bo nigdy nie jest ono jednowymiarowe. Na każdą opisywana przez Ciebie sytuację można spojrzeć z różnych punktów widzenia. Niby to oczywiste, bo przecież w historii są dwie strony, więc i dwa różne spojrzenia, niemniej jednak dzisiejsze media karmią nas jednostronnymi opiniami i wypowiedziami – bardzo to wkurzające! A sama historia… happy end daje nadzieje, że nie wszystko musi zawsze być stracone 🙂

    1. Dziękuję Wojtku. Zawsze staram się patrzeć obiektywnie, staram się pokazać racje dwóch stron bo prawda zawsze leży gdzieś ośrodku.
      Pozdrawiam.

  5. Nazwałabym Twój tekst magnetycznym. Już pierwsze linijki ” wciągają”, a to decyduje o tym czy tekst zostanie przeczytany czy przeleciany. Masz lekkie pióro co dodaje Twojemu pisaniu magii, a to bardzo bardzo ważne. Dziękuję. Chwila z Twoim tekstem była bardzo słodka.
    Pozdrawiam kwieciście.

  6. Świetna historia;) co prawda jestem jeszcze młoda ale życzyła bym sobie i wszystkim którzy kiedyś mogli by się znaleść w takiej sytuacji jak bohaterka żeby ich historia skończyła się tak samo pięknie;) choć mam nadzieję że nigdy nie będę musiała dokonać takiego wyboru…pozdrawiam

    1. Życzę Ci Terefere, ażebyś trafiła na swojego Teodora. Ocalony związek to przede wszystkim jego zasługa, naprawdę Ewę kocha a Ewa… Ewa ma po prostu SZCZĘŚCIE.
      Wesołych Świąt!

  7. Związki bywają trywialne lub bardzo złożone. Trzeba niekiedy iść na kompromis lub wymagać go od osoby która się kocha. Dobry tekst, pozdrawiam serdecznie.

    1. Kompromisy powinny być zawsze, pod warunkiem jednakże, że z obu stron. Jeśli jedna strona idzie na kompromisy a druga tylko z tego korzysta – kiedyś nastąpi bunt. Nikt nie powinien być wykorzystywany, to zabija uczucie.
      Dziękuję za miłe słowa.
      Ciepłych i spokojnych Świąt!

  8. Gratuluję wygranej w konkursie, jak najbardziej zasłużonej 🙂

    Z pozdrowieniami i życzeniami dalszych sukcesów literackich 🙂

    Czytelniczka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *