Kociaki…

Piątkowy, chłodny wieczór.
Małgosia wracała z kursu językowego, nie ma zamiaru biedować w tym podłym kraju do końca życia. Po kursie jeszcze krótki wypad na pizzę w centrum handlowym i zrobiło się bardzo późno a do domu daleko. Jeden autobus nie przyjechał drugi spóźnił się prawie dwadzieścia minut, ale ważne że przyjechał.
Zmarznięta, usiadła obok sympatycznie wyglądającego chłopaka, od razu pomyślała, że pewnie też zmęczony wraca z roboty. Miał króciutko ścięte włosy, trzydniowy zarost i czapkę w ręce. Na kolanie zawiesił plecak. Bawił się komórką, sama też wyjęła z torby telefon i założywszy słuchawki odsłuchiwała dzisiejszą, nagraną na dyktafon lekcję, byle zabić czas jazdy.
Kiedy dojeżdżała do swojego przystanku zwinęła na dłoni kabel słuchawek i razem z telefonem schowała do torby. Wstała i chwyciła się rurki przy drzwiach. Zauważyła, że facet obok którego usiadła wstał również i wydawało się jej, że się jej dziwnie przygląda.
– No super. Ciemno, pusto, ja i on…
Wysiadła i najszybciej jak umiała ruszyła w stronę domu. Kątem oka zauważyła, że on też ruszył za nią. Był bardzo wysoki, dobrze zbudowany. Teraz naciągnął na oczy czapkę i prawie nie było widać jego twarzy. Plecak zarzucił na jedno ramię.
– Kurde, a jak to zboczeniec?
Mimo, że szła szybko tamten coraz bardziej i niebezpieczniej się zbliżał, miał długie nogi to i krok dłuższy od drobiącej kroczki Małgosi.
– Nie ucieknę mu – pomyślała – i tak by mnie dogonił.
Zwolniła kroku, udawała, że zakłada rękawiczki i ogląda wyposażenie sklepu piekarniczego. Wiedziała, że napastnikowi palce do oczu trzeba wsadzić, a kolano miedzy nogi i sru w jaja.
Była gotowa do odparcia ataku, jednak na szczęście chłopak przeszedł obok niej. Popatrzył tylko na nią takim dziwnym, kpiącym wzrokiem. A potem skręcił w osiedlową uliczkę i zniknął Małgosi z oczu.

* * * *

Był chłodny, piątkowy wieczór.
Paweł wracał z drugiej zmiany zmęczony. Został awansowany, dostał brygadę do kierowania, a tym samym musiał się dużo uczyć i nabiegać. Jak na złość, skrzynia biegów w jego aucie odmówiła współpracy i musiał odstawić je na kilka dni na warsztat. Przymusowo więc przesiadł się do komunikacji. No psioczył, bo zamiast jechać do domu kwadrans – tłukł się prawie półtorej godziny z przesiadką.
Żeby zabić czas jazdy czytał sobie co tam na Onecie napisali, sprawdził pocztę, szukał pokemonów.
Zauważył, że w pewnym momencie usiadła koło niego ładna dziewczyna, z burzą włosów do ramion, drobniutka i zmarznięta. Wyjęła komórkę, słuchawki i słyszał, że chyba niemieckiego słuchała, może nawet się uczyła, bo zamknęła oczy, jakby maksymalnie chciała się skupić.
Paweł pomyślał tylko, że szkoda, żeby taka ładna dziewczyna sama chodziła po nocy.
Zaczęła się zbierać do wyjścia na tym samym przystanku co on. Wysiadła jako pierwsza i zaczęła pruć prawie biegiem jakby się bardzo spieszyła.
Paweł wszystkich pasażerów przepuścił i sam wysiadł jako ostatni.
Jego myśli krążyły wokół lodówki i Jaśka, kota, który już zapewne czuje jego powrót i siedzi przy drzwiach na jego kapciach. Jak tylko Paweł otworzy drzwi – Jasiek zapewne wybiegnie na klatkę schodową jakby chciał uciec, by po chwili wrócić do środka.
Rozmyślając nawet nie zauważył, że dogonił współpasażerkę z autobusu, która bardzo zwolniła przy piekarni i zakładała rękawiczki, jakby się do boksowania szykowała. Popatrzył na nią przez moment – miała niby wystraszoną minę, ale i zadziorną.
Pierwsze co mu przyszło do głowy to głośno tupnąć i krzyknąć: HU! jednak odrzucił pomysł śmiejąc się w duchu z siebie i jej ewentualnej reakcji.
Druga myśl – to pomysł zapytania, czy ją odprowadzić – też odrzucona w przedbiegach, żeby się czasem na niego ze strachu nie rzuciła.
Rozbawiony tą sytuacją minął ładną dziewczynę zostawiając ją ze jej strachem i skręcił w osiedle, znów oczami wyobraźni widząc Jaśka robiącego za szal na jego szyi, stęsknionego i domagającego się nie tyle żarcia co pieszczot.

* * * *

– Mamo, czy ja wyglądam jak zboczeniec? – zapytał mnie syn, kiedy wreszcie odebrał auto i przyjechał na kawę i obiad.
– Pawełku, co ty pierdzielisz? – nie do końca zrozumiałam, więc mi wszystko opowiedział…

Krystyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *