Kolejny rok…

Znowu muszę się przyzwyczaić do faktu, że suma przeżytych lat podniosła się o rok.
Dziękuję wszystkim, którzy o mnie pamiętali, bo na fb daty nie ma.
Dziękuję Mamie, cioci, wujkowi, bratu, bratowej, Gabrysi, Kasi, Zosi, Karinie, Ewie, Jarkowi, Pawłowi.
Mężowi i synom.
DZIĘKUJĘ, ŻE WAS MAM.
Dziękuję tym, którzy teraz, czytając te słowa powiedzą – o matko, zapomniałam… Tak, tak, będą tacy, mnie też się tak zdarza.

Dziękuję moim niemieckim przyjaciołom.
Dziękuję mojemu podopiecznemu, który z tej okazji zaprosił mnie do restauracji na obiad. Jakże by inaczej, tyle, że dziś nie pole golfowe a korty tenisowe. Właścicielem restauracji jest od kilkudziesięcioleci przyjaciel rodziny, Włoch z pochodzenia – Sereno Giuseppe.
Kiedy dowiedział się z jakiej okazji tam jesteśmy, po obiedzie, na koszt firmy, dostaliśmy kawę i lody. A potem…
Potem Sereno wyjął z wazonu purpurowe róże, zwinął w sreberko i złożył mi życzenia.

Po obiedzie zwiedzanie Bernkastel.
Ci, którzy w tych rejonach mieszkają, nie jestem pewna, że są do końca świadomi, w jak pięknym miejscu przyszło im żyć. Zrobiłam dziś około stu pięćdziesięciu zdjęć, chciałam wybrać kilka, nie dało się, wybrałam kilkanaście. Resztę z bólem serca zostawiam tylko dla siebie.

Popatrzcie i zachwycajcie się ze mną.

Na drugim piętrze, między oknami, czai się drewniany, czarno-biały kot, a na pierwszym…
…a na pierwszym siedzi podglądacz z lornetą! Też drewniany.
Skrzynka na pocztę, reklamy. TEŻ CHCĘ TAKĄ!!!
Wszędzie podglądacze. Przed takimi nic się nie ukryje.
Cóż powiedzieć? Ładnie no.
Za mną miśki żrą brązowe winogrona. Z brązu, no.

Podziwiałam detale, estetykę i czystość.
Kościół katolicki. Można bez kapiącego złota i przepychu? Można.

Przeczytałam dziś na którymś z szyldów, że wino i przyjaciele, im starsi tym lepsi.
Gabi z kolei przypomniała mi moją osiemnastkę, którą świętowałyśmy we dwie, czterdzieści (nie wierzę!) lat temu. Młodziutkie, zagubione, rzucone w wielki świat innego miasta, znalazłyśmy malutki lokalik, idealny dla nas, z cichuteńką muzyką, nazywał się Pizzeria.
Nie wiedziałyśmy co to jest, weszłyśmy do środka i na zawsze zakochałyśmy się w smaku dobrej pizzy. Pierwsza pizza, pierwsza lampka czerwonego wina. I na zawsze w pamięci tamten dzień.
Gabrysiu, nawet nie wiesz, ile dziś ta nasza rozmowa dla mnie znaczyła.
Wózki, rollatory, pampersy – nieważne. Co czterdzieści lat, będziemy chodzić na pizzę i czerwone wino.
Hej!

Krystyna

6 myśli na temat “Kolejny rok…”

  1. Witaj, Krysiu.

    Cudne zdjęcia.
    Czysto, z gustem, mnie najbardziej podoba się mur pruski, dużo tego tam.
    Od lat mnie on urzeka, u mnie w okolicy też czasem można spotkać.
    Ten ( łącznik, balkon ? ) nad ulicą, super wygląda.
    U nas też jest podobny, w budynku dawnego zakładu odzieżowego, który od lat stoi pusty i niszczeje.
    Serce się kroi, ilekroć tam jadę.

    Trzymaj się, dobrego dzionka 🙂 .

  2. … nie to, żebym Ci się wcinał… ta mała pizzeria nie nazywała się przypadkiem “Papa Lolo”???
    W tym samym miejscu i charakterze funkcjonuje do dziś… Pozdrawiam, ja

    1. Tak, tak nazywa się teraz, kiedyś to była po prostu Pizzeria… Dziś to już nie ten klimat, nie ten wystrój, ale pamięć pozostała niezmieniona. I serce się rwie!
      Pozdrawiam Pawełku.

  3. cudnie Krysiu, ciesze sie ogromnie,ze swietnie spedzilas swoje urodzinki, widzisz,czasem zycie zaskakuje…. caluski ode mnie i mamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *