LOT-em bliżej… do zawału

Pamiętacie, jak Gabrysia, która spędziła Boże Narodzenie w Kuala Lumpur, powiedziała mi, że ma dla mnie temat na posta?
Wróciłam dziś do tego tematu.

Przed świętami mieli samolot LOT-u z Warszawy do Singapuru o 23.00, wskutek jakichś opóźnień wylecieli jednak kwadrans po północy.
W Singapurze wylądowali o 19.00 ichniego czasu.
Ponieważ ich syn miał przylecieć kilka godzin później, zarezerwowali sobie pokój w hotelu.
Kiedy czekali na bagaż okazało się, że z nimi jest tylko jedna z ich walizek… Druga, ważna, bo z lekarstwami gdzieś się zapodziała. Nie ma i już!
Mieli 24 godziny na poszukiwania, po tym czasie planowo mieli lecieć dalej, do Kuala Lumpur. Zaczęło się wydzwanianie do LOT-u, ale mimo ogromnej pomocy obsługi lotniska nic nie dało się zrobić, bo w Polsce, w LOT-cie nikt nie odbierał telefonów…
Kiedy się już dodzwoniono, nikt nic nie wiedział, obiecano pomoc, ale na tym się skończyło. Nie wiedzieli, czy ich walizka przyleciała z nimi i gdzieś czeka, czy leży gdzieś na Okęciu, czy też poleciała innym samolotem na drugi koniec świata.

Ponieważ leki – rzecz bardzo ważna a nie wiadomo było czy ich leki do nich dotrą, obsługa lotniska pomogła zorganizować wizytę u singapurskiego lekarza, gdzie zostali potraktowani jak prawdziwi goście, poza kolejnością, gdzie zostali zaopatrzeni w potrzebne im leki.
Zresztą oboje nie mogą nachwalić się obsługi singapurskiego lotniska! Gabrysia mówi, że tak naprawdę, to mogłaby na tym lotnisku rozłożyć leżak i spędzić całe wakacje, tak tam pięknie.

– Żeby mi choć powiedzieli, czy walizka została w Warszawie, czy pojechała gdzieś. Przecież każdy bagaż ma specjalny kod, naprawdę nie mogli go namierzyć? – Gabi do dziś nie kryje żalu – ale nie, nie dość, że dodzwonić się tam to jak trafić milion w totka, to jeszcze niemoty nie wiedzieli jak sobie z tym poradzić.

Ostatecznie obsługa lotniska w Singapurze stanęła na wysokości zadania i druga walizka, następnym lotem z Warszawy – bo tam zapomniana przez boga i ludzi, spokojnie czekała na ciąg dalszy – dotarła do właścicieli.

– Nigdy już nie wybiorę LOT-u, takiego olewania pasażerów, którzy jakby nie było są na drugim końcu świata i niekoniecznie znają języki – jeszcze nie widziałam a latam sporo – i dodała – jak latam LOT-em jestem wnerwiona i zlana potem.

 

Krystyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *