Mati, który chce kochać…

Mati przyszedł na świat dokładnie wtedy, kiedy ogłaszano światu że mamy papieża Polaka. Był trzecim szczęściem rodziców, a przynajmniej miał być, bo nie wszystko poszło tak jak miało.
Mati miał jeszcze czas powitać świat, miał być dopiero jako prezent gwiazdkowy. Jak Dzieciątko.
Jednak wypadki potoczyły się inaczej, mama Matiego nie zadbała odpowiednio o swoje i potomka w brzuchu zdrowie, przez co Mati urodził się jako wcześniak z dziecięcym porażeniem mózgowym.

Przeszedł Mati już w życiu, oj przeszedł.
Wskutek pomyłki lekarza, który podał mu nie taki zestaw leków jaki trzeba było, był Mati już jedną nogą na drugim świecie.
Z opóźnieniem ale jednak po kroczku zaczął chodzić. Mimo kłopotów z utrzymaniem równowagi – chodził samodzielnie.
Jako kilkulatek, został oddany w ręce znamienitego mistrza ortopedii, który to naprawił nogi Matiego, pozostawiając mu blizny od pięt aż do pachwin i pakując na dwa miesiące do gipsu. Laikowi wiadomo, że po takim leżeniu w gipsie jest się sztywnym jak najsztywniejszy pal Azji.
Potem kolejna operacja, kolejne leżenie w gipsie.
Nogi Matiego zamiast się wyprostować – powykręcały się jeszcze bardziej.

– Mamo, dlaczego pozwoliłaś im na mnie eksperymentować? Dlaczego nie dbałaś o siebie? Dlaczego? – mówił rozżalony.

Trudnym czasem był dla niego czas edukacji. Upór ojca sprawił, że Mati uczęszczał do normalnej podstawówki i liceum, dzięki czemu intelektualnie nie odbiegał od rówieśników, ale jako obiekt kpin i żartów kolegów ubrał się w skórę nosorożca, przyzwyczaił i nauczył z tym żyć, choć w środku wrażliwe i delikatne serce krzyczało – dlaczego, dlaczego, dlaczego…

Mieszkając w wielkim mieście, ukochał wieś.
Z pomocą ojca założył własną małą firmę, która pomogła mu realizować swoje marzenia. Kupił domek na wsi, ucieka na ten swój koniec świata kiedy tylko czas mu na to pozwala. Nazwał go swoją dziuplą, do której mało kto ma dostęp a telefony wcale.

Ojciec jest z niego dumny, stawiając jako przykład reszcie rodzeństwa, potrafiącej jedynie przekonywająco narzekać. Nie bardzo ma ochotę na kontakty z nimi, są dla niego obojętni.

Mimo wszystko bierze życie pod włos, potrafi się zdystansować do swojego nieszczęścia, ba potrafi zakpić, że są i dobre strony tego, bo ma spory odpis podatkowy, tańsze przejazdy koleją i darmowe komunikacją miejską.
Jednak przechodząc trzepiącym – jak sam powiedział – krokiem obok szpitala, w którym spieprzyli mu wszystko co się dało a który to szpital nosi dziś dumnie imię ortopedy, który tak zepsuł mu nogi i życie, odwraca głowę w drugą stronę i beka żółcią…

Kiedy tak gadam sobie z nim, widzę wspaniałego młodego mężczyznę, zaradnego, mądrego i ambitnego a zarazem straszliwie samotnego, mimo wypróbowanej grupy wiernych przyjaciół, wśród których Mati staje się demonem radości.
– Kto zechce pokochać takiego krzywonoga? – zapytał mnie ze smutkiem…
Bo Mati prócz pary koślawych nóg ma serce, serce które chce kochać.

Krystyna

68 myśli na temat “Mati, który chce kochać…”

  1. Jeden ludzki błąd…
    Mam znajomą dziewczynę, 34 letnią. Zawsze uśmiechnięta. Czterokończynowe porażenie mózgowe. W zasadzie zero samodzielnej obsługi, ciut więcej możliwości kontaktu – ale żeby zrozumieć co mówi, trzeba ją znać, albo prosić Rodziców, którzy fantastycznie się nią opiekują… Najgorsze jest to, że w tym drobniutkim, powykręcanym, spinanym skurczami ciałku jest w 100% sprawny mózg. nauczyłam ja podstaw “komputera” i dziewczyna ożyła. Zaczęła pisać, komunikować się z innymi. Jeden z pierwszych jej wierszy “rozwalił” mnie dokumentnie… Pozwolę sobie zacytować go u Ciebie…

    Autobus Snu”
    Leżę na przystanku.
    Mam poduszeczkę i kołderkę
    Czekam na autobus snu.
    A kiedy przyjedzie, może mnie zabierze;
    do krainy, gdzie modlę się,
    do krainy, gdzie kocham się,
    do krainy, gdzie spotykam kogoś z rodziny,
    do krainy, gdzie czekam na urodzenie się mojej siostrzyczki, lub braciszka,
    do krainy, gdzie koszmar rządzi,
    do krainy, gdzie jakaś zmarła bliska mi osoba znowu żyje,
    do krainy, gdzie widzę mojego byłego idola,
    do krainy, gdzie oglądam końcówkę wzruszającego filmu,
    do krainy, gdzie kąpię się w dużym basenie,
    do krainy, gdzie wprowadzam się do nowego mieszkania.
    A niechże już by przyjechał autobus, aby zabrać mnie gdziekolwiek.
    Bo ja już chcę zacząć śnić

    1. Chyba zrozumiałam o jaki “przystanek” chodzi…
      A ja chciałabym tylko powiedzieć:
      – Hej, Mati, popatrz jakie masz szczęście! Sam chodzisz!
      Popatrz Ewo, nie masz takiego wrażenia, że ci zamknięci we własnych ciałach są zamknięci również we własnych mieszkaniach? Niewielu z nich pokazuje się światu a przecież to podstawa egzystencji.
      Jesteśmy nieprzyjaznym państwem.
      Dobrego dnia.

    2. Piękny wiersz.Nie pasuje mi tu tylko wers “…do krainy gdzie koszmar rządzi..”.O krainie takiej marzymy wszyscy w różnym stopniu i na różnych polach sprawni.Na razie naszym zadaniem jest uświadomienie sobie że inni też mają świadomość i dbać o jej ochronę zwłaszcza tych najbardziej pokrzywdzonych przez los.Przykładowo , widzimy niepełnosprawnego człowieka próbujmy sobie wyobrazić jak on się czuje a nie przerażajmy się jego widokiem.Ja wierzę że sprawiedliwość i nadzieja wykracza poza granice tego życia.

  2. Bardzo nieprzyjaznym. Miałam kontakt z niepełnosprawnymi umysłowo, dość bliski, codzienny. Oni są szczęśliwi na swój sposób. A ja przy nich czułam się taka.. Winna? Bezradna? Do tego widząc reakcję innych ludzi na nie dodatkowo czułam się zażenowana. Gdyby ta moja znajoma żyła w innym kraju, przypuszczam, że skończyłaby nie tylko średnia szkołę ale i studia.

    1. Za te słowa mam ochotę Cie wycałować. Niepełnosprawni, niejednokrotnie są bardziej sprawni od pełnosprawnych. Umysłowo oczywista.

  3. Każda poważna choroba i każde cierpienie hartuje ducha, człowiek szybciej dojrzewa, inaczej patrzy na wszystkie sprawy. To jednostki, które nie potrafią się odnaleźć wśród osób, którym takie doświadczenia są obce. Trudno się dziwić. To zupełnie dwa różne światy.

    1. Masz rację W.W., tyle że żal pozostaje, bez względu jak sobie kto radzi. Pozostaje bolesne pytanie – dlaczego ja…
      Pozdrawiam serdecznie.

  4. Wydaje mi się, że wstęp nie jest “najszczęśliwszy”. Dlaczego czytamy, że mama Matiego nie zadbała o zdrowie swoje i dziecka? Są na to dowody? To generalizowanie – jeśli dziecko urodzi się przed czasem – wina mamy. MamaB dbała bardzo o zdrowie swoje i B. I co? B.urodził się po 6,5 miesiącach mieszkania w brzuchu MamyB. Ale tekst trafiony. Ludzie, którym ciężko od początku są na pewno bardziej wytrzymali… a w ich wnętrzu wiele jest wrażliwości… Której często ci “normalni” nie widzą.

      1. Mama Matiego zrobiła wszystko co mogła, zadbała tak jak potrafiła, lub nie potrafiła. Dała życie i to jest NAJWAŻNIEJSZE. A, że temu życiu towarzyszy choroba, no cóż, taki los, przed którym należy się pochylić z pokorą. Nie szukajmy winy w matkach.

    1. Witam. Ja też urodziłam się 16.10.1978r moją mamę przygotowywano do cesarki ale jak przyszedł lekarz i powiedział że Polak został papieżem to nie była potrzebna cesarka jestem 9 dzieckiem i ostatnim

  5. zawsze wina lekarza, wymordowac ich wszystkim i w mig znikna wszystkie nieszczescia i choroby swiata. wszystkiego dobrego!

    1. No nie lekarze nie są niczemu winni. Winni są stolarze, hydraulicy, kominiarze itp. Lekarze nie!!!

  6. Mati uważam że krzywe nogi nie dyskwalifikują ludzi by być kochanym mieć rodzine.Liczą sie inne wartości piękno wewnętrzne.Mam Mati siostrzenca ma 14 lat urodzil sie bez lewej raczki jest skrzywiony ,ale radzi sobie .Ty Mati pomimo tego ze masz krzywe nogi pamietaj o tym ze te nogi cie zaprowadza tam gdzie chcesz i masz cos wiecej bogaty bagaz doswidczen i bogata dusze piekne wnetrze a to bardzo wazne.Jesli trafisz na wyjatkowa kobiete to nie ebdzie nawet zauwazac twoich krzywych nog uwierz mi .Pozdrawiam serdecznie

  7. a może to nie państwo jest winne; może to MY jesteśmy winni, ale nie tego, ze takie dzieci są i tacy dorośli, tylko tego że nie potrafimy “wybaczyć” im tej inności; może warto byłoby zacząć dostrzegać w każdym człowieka, a nie jego “inność”.

    1. Otóż to!
      Klasy tzw integracyjne to u nas śmiech na sali. A jeśli nie nauczymy dzieci tolerancji – nie będą znali jej dorośli.
      To smutne.
      A przecież niepełnosprawni to tacy wartościowi ludzie! Mati jest tylko jednym z przykładów.
      Pozdrawiam.

  8. Świetny tekst:) A Mati zamiast chować się w “dziupli” powinien wyjść poza grono najbliższych przyjaciół. Uroda przemija, koślawe nogi nie przeszkadzają w życiu jak widać wcale:) A kobiet z wielkim sercem jest całe mnóstwo

    1. Mati nie jest człowiekiem łatwowiernym, nie jest łatwo zdobyć jego zaufanie ale powinnam się temu dziwić?
      Niewiele dobrego go w życiu spotkało… A żal będzie mu chyba towarzyszył do końca dni. To odwieczne pytanie DLACZEGO JA…
      Dziękuję lil i serdecznie pozdrawiam.

  9. Mati , masz wielkie szczęście bo chodzisz na tych”krzywych”nogach. Moja córeczka tego szczęścia nie miała. Krzywe nogi to nie koniec świata, liczy się to co w głowie.

  10. Też mam córkę z mpd ma 30+l, początek był trudny ale lekarze i rehabilitanci z sercem, w 2005 córa dała się namówić na operacje nóg (ich wyprostowanie) i teraz ma cały czas problemy a estetyka chodu nie wiele się zmieniła. Na szczęście córka ma w sobie dużo samozaparcia, z trudem, ale zrobiła, licencjat. Nie ma pracy ale swoją wiedzę przekazuje nieraz w korepetycjach. Co do spraw sercowych to ciężko jakoś znależć tę odpowiednią osobę, która byłaby drugą połówką jabłka, mimo że córka jest osobą towarzyską i otwartą na nowe kontakty. Chciałabym też żeby kochała i była kochaną, by “przyjechał ten autobus” i spełnił jej marzenia….
    Pozdrawiam

  11. Rodzice dzieci z porażeniem mózgowym przeczytajcie “Moc modlitwy rodzica” Stormie Omartian. Bóg jest w stanie poradzić sobie z każdym kalectwem i wyprowadzić człowieka do zdrowia. Wstawiajcie się za swoimi dziecmi wypowiadając na co dzień Słowo Boże.

  12. Jestem bardzo dumna z Matiego mam co prawda trochę więcej lat niż on , ale podziwiam takie osoby jak on .A jego nogi nie stanowią takiego problemu jakby się spodziewał .Niedawno poznałam parę ,która zaskakuje tym , że są razem.A dlaczego? Ona piękna wysoka prawie modelka i mogłoby się zdawać , że ON nie ma szans u takiej kobiety, bo porusza się przy niej na swoich 30 cm nóżkach o kulach i nawet nie jest jej do pasa. A mimo to są razem bo liczy się serce a nie sprawność nóg.Pozdrawiam i wierzę że znajdzie kobietę która pokocha go za to jaki jest , anie jak wygląda.:)

  13. Ja też chciałam się dołączyć do komentarzy, że krzywe nogi to nie aż taki duży problem. Mój mąż też jest po porażeniu mózgowym (1977), utyka na swoich “zapałkach”, ale to w niczym nam nie przeszkadza. W sumie jakby przestał utykać, to….. czegoś by brakowało… to po prostu jest część jego osoby i tyle…. takiego go wziełam i jest dobrze. Pozdrawiam

  14. Ale mi smutno po przeczytaniu tego tekstu. Moja siostrzenica po ciężkim wypadku po dwóch latach leżenia w łóżku powoli zaczyna mówić, powoli zaczyna chodzić, powoli wraca do siebie, ale ile to jeszcze potrwa Bóg sam wie. Ilu nieszczęśliwych ludzi mamy obok siebie, którzy chcą żyć, którzy chcą się cieszyć każdym dniem nawet na siłę. Zauważmy ich, odezwijmy się do nich, spędźmy z nimi choćby 10 minut. Ci ludzie też kochają i mają uczucia tylko chciejmy ich poznać, a zrozumiemy, że świat to my, ludzie tak różni, zdrowi, chorzy, pełnosprawni, ubodzy i smutni. To my wszyscy tworzymy ten świat i od nas zależy jak on będzie wyglądał?

  15. Po zobaczeniu na onecie tematu wpisu, byłam bardzo ciekawa co w nim przeczytam. Jednak bardzo zawiodłam się jego treścią. Zdziwiło mnie podejście autorki teksu, że “mama Matiego nie zadbała odpowiednio o swoje zdrowie” – krótki i lakoniczny osąd, nie dający konkretnych przykładów. Co więcej dalej osądzony jest lekarz, o podanie złych leków – z tym mogę się zgodzić, że takie sytuacje mają miejsce ale, że ortopeda “eksperymentował” i nie wyszło mu przy naprawie nóg to już skandal … Ludzie są tylko ludźmi, lekarze nie są bogami i zazwyczaj działają z zasadą ” przede wszystkim nie szkodzić” i może należałoby postawić sobie pytanie co by było, gdyby nie zabieg operacyjny? Może Mati by nigdy nie chodził? Organizm ludzki jest tak skomplikowany, że nawet najmniejsza zmiana w układzie ruchu bądź uk. nerwowym powoduje różne zmiany, są one czasem korzystne, a czasem nie. Jeżeli mowa o dziecięcym porażeniu mózgowym to zaznaczam, że jest to nie uleczalne i każda rehabilitacja powiedzmy sobie szczerze jest głównie po to by rodzicie mieli poczucie, że robią coś dla dziecka. Zazwyczaj wraz z wiekiem następuje progres choroby i pogorszenie jakości życia. Z teksu wynika, że chłopak ma jedną z lżejszych postaci tego zespołu i nie jest to postać móżdżkowa bądź pozapiramidowa, więc i tak można mówić o “szczęściu”. Dziwi mnie Pani podejście do matki i wszystkich innych za to według Pani “odpowiedzialnych”, a powiedzmy sobie szczerze, że 3/4 m.p.dz. bierze się z czynników okołoporodowych z wyniku niedotlenienia, więc uważam, że to nie jest czas na szukanie winnych, bo może to matka nie miała wystarczającej siły podczas akcji porodowej, może to lekarz, który podał zły lek, a może to najzwyczajniej przypadek, że w organizmie tej kobiety coś się niepokojącego działo. Tekst uważam, za mało przemyślany i chaotyczny. A proszę mi wierzyć, że nawet niepełnosprawni ludzie znajdują swoją miłość w życiu, chodź nie jest to łatwe ale możliwie. Pozdrawiam

    1. Nie wiem jaką masz wiedzę dziewczyno z Poznania na taemat rehabilitacji, ale po przeczytaniu Twojego komentarza wnioskuję że słabą. Jestem fizjoterapeutą i jak czytam takie zdanie “każda rehabilitacja powiedzmy sobie szczerze jest głównie po to by rodzicie mieli poczucie, że robią coś dla dziecka” to mnie aż coś bierze. Jeżeli nie wiesz o co hcodzi to nie pisz bzdur. Owszem rehabilitacja nie sprawi że człowiek w przypadku mpd powróci do całkowitego zdrowia, ale bez usprawniania bedzie się tylko i wyłącznie cofał w rozwoju. Dzieki systematycznej rehabilitacji życie tych ludzi może choć trochę się poprawić, a niekiedy efekty zaskakują nas samych. Tak czy inaczej trzymam kciuki za Matiego

      1. Są to słowa znanego profesora i w pewnym sensie zgadzam się z tym. Proponuję nauczyć się czytania ze zrozumieniem i trochę opanować swoje emocje, bo z tego co wiem to w tym zawodzie jest to dość ważna sprawa. Fizjoterapia – jestem zawsze na tak i w każdej ilości ale musi być regularna i prowadzona profesjonalnie, zazwyczaj daje poprawę i lepsze rokowania lecz gdy ją zaprzestajemy, szybko traci się to co się wypracowało. A ze stwierdzeniem, że fizjoterapia daje rodzicom poczucie, że coś robią dobrego dla dziecka to jest prawda bo czasami ta fizjoterapia nie jest w stanie w znacznym stopniu pomóc dziecku, ale rodzicom daje poczucie tzw. dobrej opiekuńczości. W chorobie trzeba być realistą i stawiać sobie małe cele, a nie żyć złudnym poczuciem nadziei.

      2. Chciałam tylko zaznaczyć, że nie dziwi mnie Pańska postawa, ponieważ wiele lat temu po usłyszeniu tego “stwierdzenia” byłam tak samo oburzona jak Pan, jednak po dłuższym namyśle z przykrością muszę przyznać, że jest to chociaż po części racja. Pozdrawiam

    2. Operacje Matiego były przeprowadzane w latach 80. Panowie ortopedzi dopiero się na Matim uczyli. Ortopeda z USA, gdy zobaczył efekty ich działań rozłożył tylko ręce.
      Stwierdzenie Pani, że “każda rehabilitacja jest głównie po to by rodzice mieli poczucie, że robią coś dla dziecka” kończy moją dyskusję z “dziewczyną z Poznania”, Nie pozwolę obrażać Autorki. Mati to ja.

    3. Lakoniczność musi wystarczyć, nie mogę sobie pozwolić na detale ponieważ Mati musi pozostać anonimowy, detale mogłyby go zidentyfikować a tego ani Mati, ani ja nie chcemy.
      Niemniej dziękuję – dziewczyno z Poznania – za komentarze.
      Serdecznie pozdrawiam.

  16. Nasz ukochany syn też urodził się z MPD. Cały okres nauki nie był akceptowany w szkole, wśród rówieśników. Nie ma przyjaciół, kolegów, znajomych. I jest też bardzo samotny. Niepełnosprawny człowiek jest traktowany gorzej, inaczej niż innni ludzie.

    1. Tak, niestety w naszym społeczeństwie panuje taki krzywdzący pogląd, jednak ludzie niepełnosprawni są częściej bardziej wartościowi od pełnosprawnych. Czasami zwykły uśmiech jest więcej wart niż cokolwiek innego. Nie wiem czy Państwo próbowali zachęcić syna do jakiegoś hobby, co dawało by mu radość, nie wiem w jakim wieku jest ani, jak bardzo zaawansowana postać m.p.dz. ma ale znam chłopca, który podobnie jak Pański syn, miał kłopoty w szkole, niewielu znajomych ale wszytko zmieniło się, gdy przypadkiem odkrył co to Boccia – sprawia mu to ogromną radość, choć nie zawsze mu to wychodzi jednak od dwóch lat bierze udział w zawodach i powoli zaczyna odnosić sukcesy. Jest dobry w tym co robi mimo ograniczeń ruchowych. Zyskał kilkoro znajomych, wolę rywalizacji, a przede wszystkim więcej pewności siebie i poczucie wyjątkowości, ponieważ nie każdy potrafi grać w Boccie. Pozdrawiam

    2. Moj maz jezdzi na wozku, na poczatku znajomosci przyslal mi swoje najokropniejszew zdjecie… ja pomyslama, chyba nikt nie moze byc az tak brzydki…. sprubujemy:-) teraz mamy 3 dzieci i super zycie… jest najlepszym i najmadrzejszym czlowiekiem jakiego znam… wszystkim zycze takiej dobrej milosci

  17. PODZIWIAM ZAPARCIE RODZINY I WALKĘ MATIEGO!! Podziwiam, gratuluję, pozdrawiam – życzę zdrowia i spełnienia marzeń!! Teraz ja walczę z moimi najkochańszymi wcześniaczkami o sprawność. Bogu dziękuję za wszystko i nadal błagam o pomoc w duchu. Czasami tak jest , że poród odbywa się wcześniej – to nie wina Mamy, tak po prostu się dzieje.. Kobiety w ciąży muszą być gotowe na wszystko – zawsze, niestety. Tylko coś się złego dzieje – OD RAZU DO LEKARZA, nie wolno czekać, zwlekać, usprawiedliwiać.

  18. No cóż, nasza powłoka cielesna jednak ma znaczenie w życiu codziennym. Traci znaczenie dopiero w internecie gdzie może się spotkać czysta świadomość z drugą czystą świadomością pod warunkiem, że nie zamieszcza się tam swojego zdjęcia. Widok powłoki cielesnej wywołuje w nas pewne subtelne wrażenia, odczucia, które mogą być bardzo przyjemne, bardzo pozytywne, wtedy następuje przyciąganie (ponieważ pragniemy czuć się dobrze) albo wręcz odwrotnie mogą wywoływać uczucia negatywne, można odczuwać nieprzyjemność z powodu widoku innej powłoki cielesnej ,np. nieszkodliwego węża zaskrońca czy nawet strach, odrazę. Racjonalnie do tego podchodząc powinniśmy być w stanie pokochać węża czy pająka, ale w praktyce uczucia wywoływane przez sam widok ich powłoki cielesnej są tak nieprzyjemne, że nie jesteśmy w stanie pokonać tej bariery, więc w efekcie większość z nas woli mieć w domu kota albo psa i czuć się komfortowo. Właściwie wygląda na to, że nie kontrolujemy swojego życia, swoich decyzji i wyborów, a raczej to odczucia, wrażenia kontrolują i sterują nami, a intelekt-świadomość jest ich niewolnikiem spełniającym polecenia. To jaką powłokę się otrzyma i co nas czeka w życiu, a ostatecznie jak się czujemy to czysta loteria. Na tym polega siła życia, że niektórzy mają pecha i losują zły los, a niektórzy mają szczęście i losują szczęśliwy los. Wtedy po prostu ci ze złym losem albo marnie przędą, albo marnie kończą, a ci z dobrym losem korzystają z życia i płodzą następne pokolenia, które zasilają kołowrót narodzin i śmierci, kołowrót wygranych i przegranych, bogatych i biednych, wykorzystujących i wykorzystywanych, pięknych i brzydkich, ale ostatecznie szczęśliwych i nieszczęśliwych. Być może każdy z nas sam sobie zasłużył na taki, a nie inny los poprzez uczynki w poprzednich wcieleniach, ale jeśli tak nie jest to… no cóż… jeśli mielibyśmy być sprawiedliwi to widzę tylko jedno sprawiedliwe rozwiązanie: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.” … A jeśli chodzi o reakcję ewentualnie istniejącego Absolutu to zaprawdę powiadam wam: czy można się bać Najwyższej Mądrości?

  19. cóż,mówienie że wygląd nie ma znaczenia trąci mocno sfermentowanym obornikiem hipokryzji.
    są osoby dla których wygląd ma mniejsze znaczenie,ale Mati ich nie pozna,jeśli będzie się trzymał tylko przyjaciół.

    1. szenszi, a kogo Mati ma się trzymać jeśli nie przyjaciół? To oni akceptują go takiego jakim jest a ich grono nie jest zbyt duże. Trudno jest zdobyć jego zaufanie.
      Pozdrawiam.

  20. Witaj, pozdrawiam Matiego – jestem również dzieckiem czasu naszego Papieża, ale urodziłam się podczas Jego pierwszej Mszy pontyfikalnej, Jesteśmy wyjątkowi ;)))))
    A tak poza tym – uważam, że zrobiłaś słusznie podejmując decycje o operacjach syna. Każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojego dziecka i wybiera wyjście najlepsze w danym momencie. Wiem o czym mówię, sama jestem mamą trzech dziewczynek. Dodatkowo pracuję w szkole i mam konatkt z różnymi niepełnosprawnościami. Żeby jeszcze wiedziec więcej podjęłam studia podyplomowe – terapia pedagogiczna z oligo. Bardzo podziwiam rodziców dzieci niepełnosprawnych – ich poświęcenie jest nieocenione, Pozdrawiam serdecznie

    1. Anito, Mati to mój przyjaciel. Jest wspaniałym, młodym człowiekiem i wierzę, że spełni swoje marzenia…
      Pozdrawiam serdecznie.

  21. Kochana Mamo Matiego,
    Jesteś dzielną Kobietą , wspaniałą Mamą , która zrobiła wszystko by ciąża z Matim przebiegała jak najbardziej prawidłowo.Czasem nie możemy przeskoczyć natury, dzieje się coś, że maluszek przymuszony jest przez siły natury by wyjść na ten świat przedwcześnie mimo,że grożą mu ogromne niebezpieczeństwa.Przychodząc na świat przedwcześnie ratuje swoje życie.Tak, ratuje swoje życie, nie patrząc na to,że może ono być trochę inne.Mamo, wiedziałaś, że urodzenie donoszonego maluszka jest dla Niego najlepsze.Nie noś w całym swoim sercu, najpiękniejszym na świecie urazy do siebie.Tak widocznie miało być.Porażenie, które spotkało Matiego, było wynikiem złych splotów okoliczności porodu.Zbyt szybki poród(trzecie dziecko rodzi się najczęściej krócej niż drugie), duże zmiany -niedotlenienie i urazy okołoporodowe w niedojrzałym organizmie (kruche naczynia krwionośne) a szczególnie w mózgu syna dały końcowy efekt MPD.Nie wiem co jeszcze się przyczyniło do tych powikłań, na pewno coś, co nie pozwoliło dojrzeć Jego kruchutkim naczyńkom i powstały jakieś mikrourazy.Nie wiem jakie leki zastosowano przed porodem.Na pewno takie by spowolnić poród(wtedy tak działano), na pewno podano leki przyspieszające dojrzewanie pęcherzyków płucnych, by nie powstał zespół błon szklistych.Gdyby takie zespół powstał, Matiego by z nami nie było.
    Mam 54 lata, jestem szczęśliwa mamą 2 córek, urodzonych o czasie.Obie zdrowe.Moja historia jest inna.Urodziłam się o czasie jako zdrowa. Mój Ojciec wg rad kolegów z którymi pływał na statkach rybacki dalekomorskich i okolicznych zagranicznych załóg w porcie,wymieniał się radością z powodu urodzenia córki.
    Jeden z zagranicznych kolegów kazał mu zmierzyć mnie gdy przyjedzie do kraju, czy jestem równa , sposób podał prosty, “stopy do książki i liczyć fałdki”.Jak nie będę równa, kazał szukać najlepszego ortopedę.Bo mogę mieć jak w jego rodzinie, dysplazję stawu biodrowego. Śmiesznie to brzmi dzisiaj, mierzenie do książki.
    Ojciec wrócił z rejsu gdy miałam 3 miesiące.Zmierzył, nie byłam równa, fałdki się nie składały symetrycznie a jedna nóżka była krótsza o 1cm.Alarm.Poszukali najlepszego ortopedę w Szczecinie, uczeń sławnego prof.Grucy ze Lwowa.
    Decyzja szpital, mama w płacz, dziadek-powiedział, róbcie co chcecie, ona ma być zdrowa.Nowa metoda leczenia tak małego dziecka:ustawienie nóg , opatrunek gipsowy zmieniamy co 6 tygodni, RTG przed i po nastawieniu, nogi co 6 tygodni ustawiano aż do szpagatu.Jeden warunek,miałam być po ustawieniu spokojna i nie miałam wrzeszczeć z bólu, jakby tak było, natychmiast do zmiany ustawienia nóg, by nie powstała martwica w stawie z powodu ucisku główki kości udowej na panewkę.Między opatrunkiem gipsowym drewniana poprzeczka.Leczenie trwało 2 lata.Gdy zdjęto mój ostatni opatrunek gipsowy, popatrzyłam na moje nogi, na moje gliniaste ciało i kazałam sobie oddać moje gipsowe nogi bo tych nie chcę.
    W wieku 2 lat uczyłam się chodzić a gadałam jak stara maleńka.
    Rodzice podjęli trud leczenia, ryzyko eksperymentu i nie mieli pewności czy na prawdę po tych 2 latach ich gehenny będę chodzić.
    Państwo też podjęli ryzyko leczenia dziecka , coś nie wyszło, nie umiem powiedzieć dlaczego.Co zrobiono, podcięto, przycięto i w jakim celu.Jaką metodą?czy nie pomylono czegoś?
    Czy bardzo nowatorska metoda, czy dziś nie można tego skorygować ??
    Na pewno medycyna poszła do przodu, są laparoskopy i cuda wianki, Może uda się oprócz fizjoterapii i ćwiczeń w ramach relaksu zastosować coś lub przywrócić to co się nie udało. Nie wierzę,że sp… wszystko do końca i początku nie widać.
    Ale to rozmowa na maila, tu nie ma miejsca na to.
    Z zawodu jestem położną, nie pracuję w zawodzie od chwili urodzenia 2 córki, to już 21 lat.Robię coś zupełnie innego.Samodzielnie chodzę, nic mnie nie boli, nie ma zmian zwyrodnieniowych w tym stawie , chodzę równo.Mogłam naturalnie urodzić moje dzieci, mogę pracować,To szczęście, że mój ojciec spotkał wspaniałych mądrych ludzi na swej drodze .Myślę,że Państwo też jeszcze spotkacie wspaniałych ludzi, którzy podpowiedzą którą drogą iść.
    Mati jest bardzo dzielnym wartościowym człowiekiem , wspaniałym synem Państwa i przyjacielem dla niestety niewielu.
    Mati wyjdź ze swojej pustelni, tak nie może żyć trzydziestoparoletni facet! Idź do ludzi, szukaj nowego hobby, szukaj osób , które patrząc na Ciebie nie będą widziały Twoich nóg a Twoje wielkie serce i piękne wnętrze.Wyjdź do ludzi, nie ukrywaj swoich ułomności na necie.Pozwól się polubieć,pokochać , nie bój się kogoś pokochać. Wiem, ONA może Ciebie zostawić nie z powodu Twoich nóg, a innych wad (każdy je ma). Pomyśl, lepsze takie doświadczenie życiowe, być potraktowanym jak zdrowy facet, niż by miała być z Tobą z litości i byś był oszukiwany.
    Wszystko w swoim czasie , ale proszę z daleka, wyjdź z tej swojej pustelni pozwól siebie spotkać na Woodstoku czy koncertach.Tam też są normalni , serdeczni ludzie.
    Moja córka jeździ na WOODa od 17 roku życia, dzis studiuje 2 kierunki i nic jej nie zepsuło, nawet błoto na WOODzie.
    Pozdrawiam cieplutko i życzę dobrych przemyśleń i mode się, byś spotkał swojego cudotwórcę, by z Twoimi nogami zrobił choć jeden cud.

    1. Yola, dziękuję za komentarz. Naprawdę godny przeczytania.
      Powtórzę tylko, że Mati jest moim przyjacielem a nie synem – choć nie miałabym nic przeciwko temu.
      Mati nie wierzy już w jakiekolwiek zmiany w swoim życiu. Mam wrażenie, że zamyka się pomału w swoim kokonie, przestaje wierzyć…
      Pozdrawiam serdecznie.

      1. Krystyno, jako przyjaciółka Matiego, nie pozwól mu na to by zamknął się w swoim kokonie! Zawsze traktuj jak super zdrowego człowieka, czasem takie zdrowe podejście, bez klosza daje super efekty.Nie jest za późno.Moja starsza córka , po studiach , sama jest, próbuje też zamknąć się w kokonie/nieśmiała, lekko przy kości innych wad nie ma 🙂 / Zabieram ją na spacery, mamy młodego psiaczka, dyskutujemy, spotykamy się z różnymi ludźmi, mamy hobby historyczne(później opiszę)Jest to trudne ale nie jest niemożliwe.
        ps.możesz pisać na maila.
        Pozdrawiam

  22. Oczywiście współczuję Matiemu obecnej niepełnosprawności – wiadomo, że sprawność i zdrowie są nie do przecenienia.

    Jednak zdania typu “Mati nie jest człowiekiem łatwowiernym, nie jest łatwo zdobyć jego zaufanie ale powinnam się temu dziwić?” budzą we mnie ostry i zdecydowany sprzeciw.
    Nie widzę powodu, dla którego ktokolwiek miałby Matiemu cokolwiek udowadniać.

    Wśród moich przyjaciół jest kobieta niepełnosprawna, konkretnie poruszająca się wyłącznie o wózku inwalidzkim, koniecznie pchanym przez kogoś. Znamy się od dziecka, obecnie obie mamy po czterdziestce.
    Cierpi na zanik mięśni. Potrzebne są codzienne masaże, nie chodzi, nie potrafi podnieść sama szklanki, nie ma mowy o samodzielnej zmianie pozycji ciała – nawet, jeśli chodzi o przekrzywienie głowy czy lekką zmianę pozycji którejkolwiek z kończyn.
    Mimo to mało znam osób od niej bardziej optymistycznych i radosnych. Ma swojego partnera życiowego, który się nią na co dzień zajmuje, na zmianę z jej rodziną. Ma swoje źródło zarobków, bo z jej głową wszystko w porządku. Jeździ po świecie. Poznaje cały czas mnóstwo nowych ludzi (oczywiście nie wszyscy są mili).

    To nie ze światem jest cokolwiek nie w porządku.
    Jeśli Mati chce wyjść do ludzi i znaleźć swoje szczęście, to musi ruszyć cztery litery i się za tym swoim szczęściem rozejrzeć.
    Jak każdy, spotka na swojej drodze ludzi sobie przyjaznych oraz ludzi sobie nieprzyjaznych. To jest norma i standard. Nie ma takiej opcji, żeby pełnosprawni spotykali wyłącznie życzliwych sobie ludzi, a niepełnosprawni wyłącznie nieżyczliwych.
    Szklanka jest zawsze w jakiejś części pełna i w jakiejś pusta. I to od nas zależy, na czym się będziemy skupiać.

    Moja wypowiedź może się Matiemu nie spodobać.
    Dawno przestałeś być dzieckiem, przestałeś być Matim.
    Jesteś Mateusz. Pan Mateusz.
    Jeśli chciałbyś się z kimkolwiek związać – mimo swojej niepełnosprawności musiałbyś dawać komuś radość i szczęście.
    Nie tylko te, które od tego kogoś dostaniesz.
    Również dawać wtedy, kiedy ta druga osoba będzie przybita, smutna i nie będzie Cię w stanie w danym czasie uszczęśliwiać.

    Wiesz, czemu zostawiłam ponad dziesięć lat temu swojego męża?
    Dlatego, że nie mógł zrozumieć, że jestem czasem smutna – ja, niepoprawna optymistka, osoba zasadniczo bardzo silna, zdecydowana i mocna. Kiedy przyszedł czas, że byłam słaba i zapłakana – nie poradził sobie z tym, a co więcej – zaczął mnie obwiniać o to, że się “wszystko sypie”.

    Jeśli sam siebie nie kochasz, to nie będziesz potrafił nikomu innemu dać miłości ani oparcia – tak to niestety działa. Z próżnego i Salomon nie potrafi nalać.

    Powodzenia w aktywnym szukaniu swojego szczęścia.

    1. Jeszcze jedno mi umknęło.
      Powinieneś wybaczyć swojej matce i lekarzom.
      Brak tego wybaczenia nic dobrego Ci nie daje, za to zatruwa Cię od środka.

      Trzymaj się.

  23. Moze moja wypowiedz kogos urazi, ale sama jestem niepelnosprawna, tzn nie wygladam jak inni i przez cale zycie bylam wystawiona na posmiewiska i “krzywe patrzenie”. Jednak pomimo tego wyszlam za maz, mama corke potem rozwiodlam sie, mam znow narzeczonego…….kwestia zaakceptowania siebie i otwarcia do ludzi, nie poddawania sie mimo tego ze “nie jeden splunie ci w twarz”. Dla mnie Mati to przypadek osoby ktora powinna zasiegnac porady dobrego psychologa…..słaba “dusza”
    Wiele osob jest w o wiele gorszej sytuacji zdrowotnej, nie widza, nie chodza, maja szpetne buzie…… itp
    Ale coz nie kazdy sie rodzi z silna psychika i podnosi za kazdym razem kiedy sie potknie o plugawy wzrok i wypowiedzi innych.
    Pozdrawiam

    1. A i jeszcze jedno Krystyno…..
      Tez uwielbiam koty one nie patrza na nasza powierzchwnosc tylko na to jak moga nami sterowac 🙂 😉 hahaha

  24. Mati zamykajac sie w sobie sam sie okalecza. Wg mnie kalectwem nie sa krzywe nogi, ale bycie zamknietym wewnatrz i nie okazywanie uczuc. Odeszlam od mojego narzeczonego (ktory byl piekny fizycznie), bo nie wiedzialam czy mnie nie kocha, czy kocha, ale nie umie tego okazac. Jego skryty charakter sprawil, ze odeszlam od niego po 6 latach znajomosci mimo ze kochalam go do szalenstwa. Bylam zmeczona dystansem, jaki budowal wokol siebie. Chcialam kochac i byc kochana, Dlatego zrezygnowalam ze slubu z nim.

  25. Żal przez trzydzieści kilka lat do matki.
    Nienawiść przez powiedzmy dwadzieścia kilka do lekarza.
    Obojętność w stosunku do rodzeństwa, któremu w dodatku zabrał większość uwagi, sił i czasu ojca, a nie dość, że zabrał, to wciąż jest z nimi porównywany na plus, niezasłużenie, bo też narzeka, na brak miłości.
    Nie chciałabym żyć z takim człowiekiem.
    Jeśli chce być kochany, musi się najpierw nauczyć kochać innych. Może zacząć od własnego rodzeństwa – w sumie czemu nie.
    Jeśli nie potrafi, to znaczy że nie potrafi dać miłości żadnej kobiecie.
    Być może potrzebny mu jest bardzo dobry psychoterapeuta.

    1. Cóż błyskotliwa jesteś jak karetka na sygnale. Między nienawiścią a żalem, że mogło być inaczej jest duża różnica w sumie. Zamień się ze mną choćby na rok, miej takie kłopoty jak ja, pospaceruj tak jak ja – pogadamy. Wtedy wizytę u dobrego psychoterapeuty zafunduję Ci z pewnością.

      1. Mati, Mati… Opanuj się. Maria nie zna szczegółów jak ja, ma prawo do własnego zdania.
        Nie wie, że ojciec bardzo sprawiedliwie obdzielał wszystkim co miał, z czasem włącznie – wszystkie swoje dzieci. Ale rację masz w jednym, i to Marii powiemy – czymś innym jest żal a czymś innym nienawiść.
        A w Tobie Mati nienawiści nie ma, ale jest żal…
        Mam rację?
        A, i Mario, czy napisałam, że Mati narzeka? Chyba nie. Radzi sobie lepiej niż niejeden pełnosprawny! Jest obrotny i operatywny. I to wszystko chce komuś ofiarować. I uważasz, że dlatego powinien na terapię trafić? Nie sądzę.

      2. Ty za to błysnąłeś jak sztuczny ogień w Nowy Rok.
        Guzik wiesz o moich problemach.
        Zamieniłabym się z Tobą z ogromną chęcią choćby na jeden rok.
        Szkoda, że nie można pstryknąć i zamienić. Zaręczam, że spojrzałbyś na swoje obecne życie z zadowoleniem.

        Ad meritum – owszem, Krystyno, Mati (bo faktycznie, trudno go nazwać Mateuszem) narzeka.
        Narzeka, że nie ma miłości w życiu. Narzeka, że gdyby nie matka i nie lekarz, to by na pewno tę miłość miał.

        Jedno wiem – chcesz być kochany, sam kochaj, ale kochaj prawdziwie, nic za to nie chcąc. Tylko wtedy jest szansa (ale nie pewność) na znalezienie prawdziwej miłości.
        Tej pewności nie ma nikt, pełnosprawni również.

        No, ale łatwiej jest zepchnąć winę na innych – nie ma nikogo, kto by mnie kochał, ale jaaaa nie jestem niczemu winien, ooo nie.
        To ta zła matka i zły lekarz.

        Żałosne.

Odpowiedz na „~dziewczyna z PoznaniaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *