Moje wiersze

Nigdy nie będziesz mój

kiedy słońce rozbłysło twoim imieniem
chciałam kijem zawrócić świat cały
kiedy objąłeś mnie swoim ramieniem
wierzyłam, że nieba posady zadrżały

jakże ten czas podły szybko ucieka
nie dając nam czasu na szarości dnia
uczucie, które chce wszystko nie zwleka
wieczny niedosyt miłości twej ma

już nie chcę śnić tylko i marzyć
już nie chcę tęsknić jak długi jest wiek
i może Temida grzechy me rozważyć
tylko mnie zabierz na tamten brzeg

daj tylko radość, ciepłe słowa i dłonie
nie każ zgadywać nastrojów i trosk
wiesz, że i serce i ciało me płonie
że jestem przy tobie jak dziecko, jak wosk.

cóż pocznę, że kocham, że pragnę
że zniosę każdy trud, każdy znój
kiedy wiem, że tu życia nie nagnę
i, że ty nigdy nie możesz być mój…

napisany październik 2010

 

 

Tęsknota

Ciągle Cię nie ma
bez Ciebie wino straciło smak
spróbuj oddychać
kiedy w powietrzu tlenu jest brak

stoję przy oknie
i nic nie widzę, jakaś pustka gra
twarz mi moknie
lecz tęczy nie stworzy moja jedna łza

super tecza

 

 

 

 

napisany lipiec 2014

 

 

Dedykuję Krystynie1 – mojej czytelniczce

Na sabat czas

Kryśka z Kryśką się spotkały
krótko sobie pogadały,
że ich imię najpiękniejsze,
że królewskie, najwznioślejsze.

Nie zważały na podziały
że świat wielki, albo świat mały,
dobrą monetą jest ten życia splot –
powędrowały na Krystyn zlot.

Tam za Krystyną idzie Krystyna
i z obu boków Krystyny ma,
na dnie koszyka jest butelczyna
którą wypiją za zdrowia dwa!

Krystyny

 

 

 

napisany 28.09.2014

 

 

Jesienna para

Pod niebem jesiennym, po ścieżce z liści
Idzie jesienna para.
On na sękatej lasce podparty,
Ona bardzo już stara.

Bardzo powoli, godnie, dostojnie,
Kroczą szurając nogami.
Potem ławeczkę sobie zajmują
I cieszą się ciepłymi dniami.

Ona oparła białą swą głowę
Na wątłym jego ramieniu,
On dłoń w dłoń ujął i ucałował
W miłości swojej imieniu.

Długo siedzieli tak przytuleni
Że liść ich złoty obsypał.
A mały pajączek babiego lata
Zdjęć im jesiennych napstrykał.

 

 

Napisany 2006-10-17  

 

 

Zwolnij trzeci bieg

Tik – tak, tik – tak, tik – tak
Słońce wyblakło
Umarły liście
Wigilijny sypnął śnieg

Tik – tak, tik – tak, tik – tak
Cichcem nadszedł
Czas najwyższy
Wyhamować trzeci bieg

Tik – tak, tik – tak, tik – tak
Coś przemyka ci przez palce
Nic nie czujesz jak

Tik – tak, tik – tak, tik – tak
Desperacko w siatki łapiesz
Soczystego życia smak

Tik – tak, tik – tak, tik – tak

 

 

Napisany 19 grudnia 2007r.

 

 

Złote kolczyki czyli historia rodzinna

Każdy z nas ma w życiu coś cennego,
Coś, czego nie zamieniłby na nic innego.
I ja mam rzecz małą, jedną, ukochaną
Bardzo dawno, pół wieku temu, podarowaną.

Gdy Babcia i Dziadzio w kwiecie wieku byli
Pięć par jednakowych kolczyków kupili.
Małych, skromnych choć złotych, z koralem czerwonym,
Ze złotym drucikiem śmiesznie zakrzywionym.

Pierwsze były dla Babci, trzy dla trzech ich córek,
Piąte wnusi włożono do świeżo przekłutych dziurek.
Krysia była bardzo mała, roczek wtedy miała,
Odtąd kolczyki z koralem szczerze pokochała.

Dziś Krysia dorosła, Krystyną się stała,
Wspaniałych dwóch synów dobrze wychowała.
Dawno nie ma Dziadziusia, Babci, jednej z ciotek,
A pamiątki po Nich poszły już pod młotek.

Lecz kolczyki złote, z koralem, stare i niemodne,
W przywracaniu wspomnień są dziś niezawodne.
Z czułością patrzę w lustro na te ozdóbki bezcenne
I przeszłość w nim widzę, dzień po dniu, codziennie.

Przez wszystkie te lata towarzyszą mi wszędzie
I wiem na pewno że zawsze tak będzie.
Nie potrafię się rozstać z nimi ni na chwilę
I niech tak zostanie w ostatnią godzinę.

 

 

Napisany 13 październik 2006 

 

 

Majowa noc

hej śnie!
dobrze mi wróżysz?
może pamiętne
chwile powtórzysz?
podaruj rąk ciepłych
dotykanie
pozwól na wieczne
zapamiętanie

pozwól śnie marzyć
daj chwilę niedługą
niech myśl popłynie
mlecznej drogi strugą
złap ją kochany
po jej drugiej stronie
i mocno trzymaj
może nie utonie

oczy przymykam
jesteś wtedy blisko
ciebie przytulam
ciebie, nie zjawisko
żyć muszę
nie mogę dotykać
widać można
żyć i nie oddychać

tak drogi splątane
czyja to zasługa?
coś mi się wydaje
ta noc będzie długa
pytasz czy
spać nie mogę?
ja słucham wiatru
może pokrzyżuje drogę…

 

 

 

maj 2011

 

 

Westchnienie

twe słowa tak pięknie brzmiały
gdy zamknąłeś mnie w ramionach
one tak ciało me grzały
jak ognie zamknięte w lampionach

pozostał ogień i lód, tak na zmianę
choć dziś już tylko cisza gra
czy stać nas na taką nirvanę
czy ty byłeś bezbronny, czy ja

 

 

 

Napisany wrzesień 2011r.

 

 

Pokuta

na gruzach odmawiam pokutę
wszędzie tylko pył po życia świetności
gdzie jesteś?
wydeptana ziemia mówi mi
że tu twoje miejsce
pozostał ugór pozbawiony czułości
może umarłe liście użyźnią to
co pozostało na zgliszczach?
mój płacz ginie wchłonięty przez mgłę wspomnień
Wspomnień?
a może to tylko sen był?

 

 

 

Napisany październik 2011r.

 

 

Styczniowe stokrotki

Coś się przyrodzie potentegowało
Wiewiórkom i misiom spać się odechciało.
Słonko ciepłe świeci choć stycznia połowa,
W lesie przed grzybiarzem maślaczek się chowa!

Pąki forsycji niebezpiecznie nabrzmiały,
Jakby za chwilę eksplodować miały!
A pod moim balkonem, gdzie niziutki płotek-
Zamiast śniegu – rozkwitł dywan ze stokrotek!

Widok to prześliczny choć dziwny, przyznaję
Bo stokrotka jak świat światem, kojarzy się z majem.
Teraz jeszcze trzeba by wraz z wichurami
Miłości nawiało. Niech pobędzie z nami!

 

 

 

Napisany styczeń 2007

 

Po tym sza…

Jak se gowa ufrizuja
jak se lica pomaluja
łobleka se gryfne szatki
te co majom laclik w bratki

nogi wraża w fajne szczewiczki
w lacliku łodepna ze trzi knefliczki
wezna se pod pacha taśka
i pożykom jedna zdrowaśka

i tak fertich na zolyty
wpadnie karlus we zachwyty
bydom mu sie świycić łoczka
łoj, przed nami cudno nocka

jo mu dom kusiu, łon mi do dwa
i tak sie zacznie miłosno gra
potym nastanie już ino cisza
co w ciszy słychać już niy napisza…

 

 

 

Napisany 2 marzec 2010

 

Zachodni wiatr

Świszczy i szumi, wciska się w szpary,
Liści choreograf łamiący konary,
Hula po balkonach deszczem wspomagany
Raz w górze, raz w dole, rozterką szarpany.

Tu popsoci z parapetów doniczki strącając,
Tam zatańczy z kurzem oberka wywijając.
Na dmuchawce dmucha po świecie je nosząc,
Jak czoło wodę marszczy, perląc ją i złocąc.

Dobryś czy niedobryś, ty hulako polny?
Jedno wiem na pewno, jako ptaszęś wolny!
Chcę abyś łzy suszył, dobre wieści nosił
Lecz dachów nie zrywaj! O to nikt nie prosił…

 

 

 

Napisany 11 wrzesień 2007

 

Ciii

wygładzam wzrokiem Twój ślad na poduszce
muskam dłonią miejsce już zimne, już puste
ciiii serce, nie płacz
ciiii, nic to nie zmieni
popatrz na ścianę na teatr cieni
ciiii złoty płomyku, nic nie mów nikomu
że miłość gdzieś błądzi
i że szuka domu…
ciiiii serce jest cicho bo ono wie
kwili cichutko choć płakać chce
ciiii tęsknoto bezpieczna bo jesteście dwie
ciiii, on wróci  – wiatr szepnął
on to pierwszy wie…
ciiii

 

 

 

Napisany 16 września 2010r.

 

TRYPTYK

Tęsknota. Ona.

Weź mnie za rękę
i zaprowadź do miejsc
które znam ze snu.

Byłeś tam już, wiem
wydeptałeś dla mnie ścieżkę
między poziomkami.

Zbudowałeś szałas
z zaczarowanych szyszek
które sypią złote nasionka.

Będziemy mieli nowy las
gdzie zamieszkamy
między szumem a zapachem świerków.

Będziemy chodzić boso
Po zroszonym kochaniem igliwiu
i palcami przeczesywać konwalie.

Tęsknota. On.

Gdzie jesteś słońce
mrok otulił ziemię
pogrążył utopił
w bezdusznym niebycie

gdzie jesteś radości
gdzie twoja uciecha
gdzie miejsce na szczęście
szarego człowieka.

Mieliśmy pójść razem
ścieżkę wydeptałem
i magiczny szałas
z szyszek budowałem

miałem zaprowadzić
do miejsc ze snu znanych
mieliśmy wśród miejsc być
tak przez nas kochanych.

Chciałem ci pokazać
wiatr w polu wiejący
kwiaty, pola, łąki
las świerkiem pachnący

Chciałem ci pokazać
chmury co na niebie
chciałem ci w prezencie
ofiarować siebie.

Tęsknota. Oni.

A gdy się znaleźli
dłoń czule całował
a ona szron jego włosów
i poszli by szukać
okruchów swych marzeń
zgubionych, splątanych swych losów.

Tych świerków, konwalii
lecz nic nie znaleźli
ni ścieżki, poziomek, szałasu
i snu też nie było
i złotych nasionek
od bardzo długiego już czasu.
Ktoś zniszczył, zadeptał
wygasił moc szyszek
lecz nie przeszkodził uczuciu
powiodło ich ono
gdzieś hen, za horyzont
gdzie inne czekało ich łono.

Tęsknota. Razem do gwiazd.

Nie było już magii
i czar przestał działać
miast świerków kamienna pustynia
lecz „nic to” rzekł do niej
i wziąwszy na ręce, zaniósł
gdzie dla nich świątynia.

Już nigdy, już zawsze
my tylko we dwoje
choć włosy czas mocno wybielił
tak stali cichutko
boleśnie szczęśliwi
Bóg im odpuszczenia udzielił.

 

 

 

Wiersz napisany we wrześniu 2008r. wspólnie z moim przyjacielem.

 

Okna na oścież otwarte

Wtargnął jak wiatr do pustego ogrodu
jak kocię zgrzane w zdroju szukał chłodu
siadł obok, o wodę prosił, puścił korzenie.
Me marzenie jesteś – rzekł. Me marzenie.

Ogród od dawna stoi zimny i cichy
studzienka wyschnięta, żuraw spróchniały, lichy
na oścież pootwierane i okna i wrota
o nic nie pytał, wlazł po prostu, niecnota.

Ogarnął wzrokiem czułym to co pozostało
grusza rachityczna i trawa. To za mało.
Pszczoły zaprosimy – rzekł. A, by nektar był słodki
poprosimy, by w trawie zakwitły stokrotki.

Parę słowików zamówimy by co wieczór kląskały
i koniki polne by do snu nam nocami grały
by radowały również serca słowików
co już gniazdo sobie uwiły z zaklętych patyków.

 

 

 

Napisany 18 lipiec 2008r.

 

Sosny szepczą

Sosny szepczą twoje imię
jakby szumieć zapomniały
brzozy pchają nas ku sobie
już od dawna to wiedziały

Że w tym miejscu, o tej porze
kogoś ktoś uczuciem otuli
cała przeszłość gdzieś przepadnie
jak we wróżki szklanej kuli

Życie z tyłu gdzieś zostanie
wszystko odtąd będzie inne
bo z kochaniem tak jak z grzechem
jabłko Ewy temu winne

Chcę cię kochać jak Bóg ludzi
jak zwierzyna leśne knieje
i już nic mnie nie obchodzi
niech się teraz co chce dzieje

 

 

 

Napisany 2010r.

 

Arlekinada

Smutny arlekin ze smutną łzą w oku
Tchnie zimnem jak księżyc styczniowy
Niemymi usty o miłość wyprasza
Wierząc że jest  już na nią gotowy

Już w myślach układa kalle kobierca
Choreografię zmysłów szaleństwa
Już kolombiny czuje gorąc serca
Lecz lód pozostał. Nie zabił przekleństwa

I patrzy z daleka i roni łzy  suche
Lecz nic nie czyni by ulżyć cierpieniu
I kolombina czeka tuląc życie kruche
Samotna i wściekła w swym marnym istnieniu

Rusz się arlekinie dotyk jak roztopy
Spójrz na kolombinę jej wzrok taki głodny
Muśnij usty bladymi jej maleńkie stopy
I zamień w gorący uścisk teraz chłodny

Bądź żarliwym kochankiem ona pragnie tego
Kochaj mocno wszystkim zmysłem swoim
Świat tak ułożony przecież to nic złego
Gdy jej czułe jestestwo połączy się z twoim

Zrozumiał arlekin pokochał do bólu
Pchnięty złotym grotem oszalał z rozkoszy
Dał jej najpiękniejszy rezerwat dla królów
Wspomnienie miłości słodka pieśń doboszy

I trwali w miłosnym uścisku spleceni
Jak darń co poziomki z mchem mocno splata
Dla świata się stali magicznie zgubieni
Niech kochanie to przetrwa wieki, nie  lata.
arlekin

9 myśli na temat “Moje wiersze”

  1. Bardzo dziękuję za wspaniale chwile spędzone przy Twojej poezji ,jest piękna ,wymowna ,czekam na dalsze będę wracać,Marynia.

  2. Wspaniale napisane, romantycznie i uczuciowo. To są plusy, a minusy chyba trochę prozaiczne wyrażenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *