Niechciany gość…

Na dwa dni przed wyjazdem do pracy, w niedzielę, wybraliśmy się na grzyby. Bo się podobno pokazały, bo jest wysyp. Zresztą grzyby to dopełnienie, samo łażenie po lesie, podziwianie natury i oddychanie leśnym powietrzem jest odpoczynkiem samym w sobie. Uwielbiam las, jesienne klimaty i fotografowanie.

1a

 

 

 

 

 

Na tle powalonego przez wiatr drzewa

 

Grzybobranie było takie sobie jak na dwie osoby, łażenia dużo i zmęczenie spore, niemniej wróciliśmy zadowoleni.
Pierwszą rzeczą, którą robimy po powrocie z lasu – to sprawdzanie siebie, czy nie przywieźliśmy jakiegoś nieproszonego, niechcianego gościa. Szczególnie ja jestem podatna na takie gadziny, kleszcza miałam dwukrotnie, zainstalował się na mnie nawet podczas kawy na tarasie u przyjaciół, więc przeglądam się kilkakrotnie.Tak było i teraz.
Z ulgą stwierdziłam, że jesteśmy “czyści”.

W poniedziałek rano pojechałam do mamy. Kiedy przebierałam się do fartuszka, przejechałam dłonią po brzuchu i… zdrętwiałam.
Kleszcz jak byk, z pięknym, czerwonym rumieniem.
Cóż było robić, nie ma co lamentować, tylko zbierać się do poradni. Pozbyłam się gada poprzez wprawne ręce pielęgniarki, pani Urszulki, potem wizyta u lekarza i antybiotyk – 20 szt. co 12 godzin. Po powrocie trzeba będzie zrobić badania w kierunku boreliozy i tak szczerze mówiąc, nie taniej i prościej byłoby mi kupić 4 kg. grzybów na targu???

2

 

 

 

 

 

 

3

 

 

 

 

 

 

 

 

Krystyna

Jedna myśl na temat “Niechciany gość…”

  1. Najważniejsze, że pozbyłaś się kleszcza i leki zadziałały w porę.
    Nawet bluzy z rękawami i długie spodnie nie pomogą, to cholerstwo wszędzie się dostanie.
    Jednak las, to las – uwielbiam.
    Pozdróweczki 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *