Okna na oścież otwarte

 

Wtargnął jak wiatr do pustego ogrodu
jak kocię zgrzane w zdroju szukał chłodu
siadł obok, o wodę prosił, puścił korzenie.
Me marzenie jesteś – rzekł. Me marzenie.

Ogród od dawna stoi zimny i cichy
studzienka wyschnięta, żuraw spróchniały, lichy
na oścież pootwierane i okna i wrota
o nic nie pytał, wlazł po prostu, niecnota.

Ogarnął wzrokiem czułym to co pozostało
grusza rachityczna i trawa. Było mu za mało.
Pszczoły zaprosimy – rzekł. A, by nektar był słodki
poprosimy, by w trawie zakwitły stokrotki.

Parę słowików zamówimy by co wieczór kląskały
i koniki polne by do snu nam nocami grały
by radowały również małe serca słowików
co już gniazdo sobie uwiły z zaklętych patyków.


18 lipiec 2008r.


Jedna myśl na temat “Okna na oścież otwarte”

  1. na niwie wiatrem jest co zmienić zmieniłby biegi losów…co by przeciskać się w zieleni pośród pszenicznych kłosów…gdzieś tam potargać szyszki w lesie musnąć poziomek listki…polecieć hen… gdzie echo niesie hen… do osoby bliskiej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *