Rozmyślanie w pianie

  
Siedzę w wannie pełnej piany
Będzie relaks murowany.
Na stołeczku lektura i kawa
Dla rodziny rozpacz a dla mnie zabawa.

Łyczek kawki i zamykam oczy,
Pod powiekami dzień cały się toczy;
Rano znowu śmierdziel w autobusie,
Potem zakupy – portfel na minusie.

Pyskówka z szefem kto lepiej co zrobił,
I dlaczego tamten znów więcej zarobił,
Ze szkoły młody znów przyszedł z pałą
A starszy niestety z podbitą gałą.

Otwieram oczy, pianę z siebie spłukuję
Bo za taki relaks serdecznie dziękuję.
Założę jedwabną koszulkę, kark uperfumuję
I po relaks do łóżeczka, do męża wskakuję.

Napisany 2007.01.12  

Kali kochać Polska

  
Z Timbu-Mimbu ja przyjechać uczyć moja głowa,
Polska dobry kraj i Kali przyjąć być gotowa.
Moja rodzic nie być bogaty, ma tylko 3 wioski
i 500 krowa,
W Polska dla mnie wszystko być inna,
wszystko być taka nowa.

Polska police dobra być taka
Zawozić do domu szefa – pijaka,
Gdy w pociąg jechać głodna, wybredna babka
Police pociąg dogonić! Dać onej i koc, i kanapka!

Gdy do tramwaj wsiada pijak – święta krowa
To pół tramwaj miejsce zrobić mu gotowa.
Siedzi palacz jak król i palić pod wiata
To reszta ludź na deszcz spod wiata zmiata.

W Polska musi być dużo dżungla z drzewa,
Bo kolorowa reklama być wszędzie,
trzeba czy nie trzeba.
Tu być także dziwna obyczaje –
Polaka im mniej zarabiać – tym więcej wydaje!

Kali żeby żyć musi zapolować,
Potem świeża mięso w kocioł ugotować.
Polak idzie do market, tam za darmo je i pije,
Dlatego być gruby i dobra się żyje.

Polak kochać króla i swoja starszyzna,
Nawet wtedy, kiedy sam świeci golizna.
Na wybrańców wszystko odda, bo musi,
Rada starszych wie, że za dużo kasa Polaki udusi.

Kali wie że w Polska można prawo łamać.
Że w Polska nawet arcyszaman może kłamać.
Kali się zakochać w Polska cudo kraj
Kali chcieć tu zostać i tylko mu władzę daj!

Napisany 2007.08.01  

modlitwa

 

jawa to już czy jeszcze sen

noc jeszcze a może już dzień

miesza się wszystko jak mleko w kawie

klęczę pokornie w kościelnej nawie

wybacz mi Boże, biję się w piersi

my nie ostatni, ani nie pierwsi

wybuchło uczucie nie w porę, nie chciane

bardziej splątało co już zasupłane

nie można uciec ni przejść gdzieś  bokiem

skradzione chwile okryte są mrokiem

głód się wymyka jak amen z pacierza

gdy jedno drugiemu swe życie powierza

nie można być razem, osobno też nie

w jednym i drugim świecie jednako jest  źle

już łez nawet nie ma bo wyschły jak wiór

który raz żegnamy zmianę roku pór?

za krótkie noce, odległe tak drogi

los tych chwil wspólnych jest tak ubogi!

ciągle za gorzko, za cierpko, za mało

powiedz proszę Panie, co nam pozostało…

2 kwiecień 2009r.

Żona kibica

  
Czy znacie to miłe Panie?

Na co masz ochotę? pyta połowica,
W lodówce kurczak jest, i polędwica.
W barku mamy rum, butelka jest wina,
A może na seans pójdziemy do kina?
Nie?
Serka może trochę, albo pomidorka,
Trochę jeszcze czasu jest do podwieczorka.
Kiszony ogórek? Ukroję Ci szynki …
A może jajeczko lub innej wędlinki?
Może – i tu do męża oczko przymrużyła
i zalotnie usta z lekka pośliniła …

Też Cię bardzo kocham, moja droga lecz
DAJŻE MI W SPOKOJU OBEJRZEĆ TEN MECZ!

Ruda Truda

Pod Berlinem mieszka Truda,
Bardzo ładna, chociaż ruda.
Jędrne uda Truda ma,
I wiadomo – zawsze da. 

Ruda Truda to paskuda!
Wciąż rozkłada kształtne uda.
Prę do rudej – może zdążę.
Nie zdążyłem. Zaszła w ciążę.

Dwie dziewuszki urodziła,
Wielbicieli ucieszyła.
Berlin trochę jest niemrawy
A tu świeżość do zabawy!

Jednak radość była marna,
Chociaż niebanalna –
Jedna skośnooka jest,
A ta druga czarna!

To też miłość?

Oto wynik źle ulokowanego uczucia.
Historia niestety prawdziwa …

Trzy dni balowałeś gdy za żonę ją brałeś,
Kwiaty przynosiłeś, na rękach nosiłeś.
Gdy ci dzieci urodziła już ci się znudziła,
W pijackim amoku pętla i klamka cię uśmierciła.

Zostawiłeś po sobie pamiątek bez liku –
Wspomnienie bólu, pięści i krzyku.
Po jednym z ciosów przytomność straciła
Niedługo było czekać, guza u siebie wykryła.

***

Jakoś życie poskładała, jeszcze zaufała,
Stanęła na nogi, kogoś pokochała.
Lecz dowód dramatu będzie z nią do końca.
Trzy operacje. I przerzut. Wiadomość miażdżąca.

Za młoda by umrzeć, za słaba by żyć!
Przy nadziei ją trzyma z dziećmi gruba nić.
Musisz żyć ……… , wiara czyni cuda!
Jeśli w to uwierzysz, na pewno się uda!

POGUBIONE MYŚLI

  
Kłębią się w mej głowie myśli pogubione,
Takie trochę szalone, trochę roztargnione.
Nijak nie potrafią w ciąg jakiś się złożyć
By nadętej wyobraźni wreszcie kres położyć.

I z prawej na lewo, od tyłu do przodu,
Od jasności po mrok, od zachodu do wschodu,
Wspomnienia chcą wyprzeć, kotłują, szturmują,
Zamknięte szufladki otwierać próbują.

Ni myśleć na jawie ni prześnić,
Ni przespać, ni z oczu wykreślić,
Jak nutki godne co z batuty wypływają,
Jak źródła gorące co schłodzić się nie dają.

Tak męczą i dręczą aż czuję że boli,
Że dość, nie wytrzymam tych myśli swawoli!
Aż nagle … tak cicho i płynnie jak bila do luzy
Rozpierzchły się myśli jak węże z Meduzy.

Nareszcie odpocznie zszargana ma głowa,
Poszufladkować problemy od zaraz gotowa.
Gdy senne marzenia wymiotą hen troski
Puste miejsce zrobią. Na porcję beztroski

PROSTYTUTKA

W szemranej dzielnicy, na ciemnej ulicy
Stoi kobieta bez wiary.
O smutnej twarzy, czy jeszcze marzy?
W jej głowie się kłębią koszmary.

Bo w domu dzieci same zostały,
Lodówka ciemna i pusta.
Mężowskie ręce co kochać miały
biły. Różne miłości są gusta.

Ma prąd odłączony, telefon nie działa,
A gaz niby jeszcze lecz chyba niedługo,
Nie takiej przyszłości dla dzieci swych chciała
Ich życie słoneczne się stało szarugą.

Dlatego tak stoi, smutna i wściekła,
Pięści zaciska w kieszeni.
Czeka klienta, chociażby z piekła
Co życie jej dzieci odmieni.

Tryptyk

Tęsknota. Ona.


Weź mnie za rękę

i zaprowadź do miejsc

które znam ze snu.


Byłeś tam już, wiem

wydeptałeś dla mnie ścieżkę

między poziomkami.


Zbudowałeś szałas

z zaczarowanych szyszek

które sypią złote nasionka.


Będziemy mieli nowy las

gdzie zamieszkamy

między szumem a zapachem świerków.


Będziemy chodzić boso

Po zroszonym kochaniem igliwiu

i palcami przeczesywać konwalie.


Tęsknota. On.


Gdzie jesteś słońce

mrok otulił ziemię

pogrążył utopił

w bezdusznym niebycie


gdzie jesteś radości

gdzie twoja uciecha

gdzie miejsce na szczęście

szarego człowieka.


Mieliśmy pójść razem

ścieżkę wydeptałem

i magiczny szałas

z szyszek budowałem


miałem zaprowadzić

do miejsc ze snu znanych

mieliśmy wśród miejsc być

tak przez nas kochanych.


Chciałem ci pokazać

wiatr w polu wiejący

kwiaty, pola, łąki

las świerkiem pachnący


Chciałem ci pokazać

chmury co na niebie

chciałem ci w prezencie

ofiarować siebie.


Tęsknota. Oni.


A gdy się znaleźli

dłoń czule całował

a ona szron jego włosów

i poszli by szukać

okruchów swych marzeń

zgubionych, splątanych swych losów.


Tych świerków, konwalii

lecz nic nie znaleźli

ni ścieżki, poziomek, szałasu

i snu też nie było

i złotych nasionek

od bardzo długiego już czasu.

Ktoś zniszczył, zadeptał

wygasił moc szyszek

lecz nie przeszkodził uczuciu

powiodło ich ono

gdzieś hen, za horyzont

gdzie inne czekało ich łono.


Tęsknota. Razem do gwiazd.


Nie było już magii

i czar przestał działać

miast świerków kamienna pustynia

lecz „nic to” rzekł do niej


i wziąwszy na ręce, zaniósł

gdzie dla nich świątynia.

Już nigdy, już zawsze

my tylko we dwoje


choć włosy czas mocno wybielił

tak stali cichutko

boleśnie szczęśliwi

Bóg im odpuszczenia udzielił.

Wiersz napisany wspólnie we wrześniu 2008r. przeze mnie i mojego przyjaciela.