Okna na oścież otwarte

 

Wtargnął jak wiatr do pustego ogrodu
jak kocię zgrzane w zdroju szukał chłodu
siadł obok, o wodę prosił, puścił korzenie.
Me marzenie jesteś – rzekł. Me marzenie.

Ogród od dawna stoi zimny i cichy
studzienka wyschnięta, żuraw spróchniały, lichy
na oścież pootwierane i okna i wrota
o nic nie pytał, wlazł po prostu, niecnota.

Ogarnął wzrokiem czułym to co pozostało
grusza rachityczna i trawa. Było mu za mało.
Pszczoły zaprosimy – rzekł. A, by nektar był słodki
poprosimy, by w trawie zakwitły stokrotki.

Parę słowików zamówimy by co wieczór kląskały
i koniki polne by do snu nam nocami grały
by radowały również małe serca słowików
co już gniazdo sobie uwiły z zaklętych patyków.


18 lipiec 2008r.


Zapisana kartka

Kiedy czynem staje się słowo

tęskne myśli ciepłym dotykiem

Zmysły igrają w głowie na nowo

przeszłość daleko zimnym granitem…

Jak mam Ci powiedzieć Kochany

Co czuję, jak myślę, jak trwam

jak pragnę by szał rozedrgany

był ze mną, był przy mnie, by grał.

Jak świecy promyczek ciepły

grzał serca nasze zziębnięte

jak pot na czole zakrzepły

sprostuje złe myśli pomięte.

Jak żyć tu, jak być i jak spać?

Jak budzić się rano bez Ciebie?

Jak durną swą rolę mam grać

Gdy pamięć pamięć grzebie…

Dopiszmy Kochany wspomnienie

Gdy raz przekręcony klucz w zamku

Bo jakież ma teraz znaczenie

Brak słońca w styczniowym poranku?

Myślami bądź przy mnie jak cień

Czy światło czy świeczek mrok

Czy miesiąc jaśnieje czy dzień

Ty przy mnie bądź zawsze krok w krok.

Bądź mi powietrzem, oddechem

Chleba bochenkiem, konwalią

Oazą co daje pociechę

I siłą matki schylonej nad balią…

Mnie kochaj! krzyczę choć wiem że nie wolno

Że nie dla mnie ramiona Twe, usta,

To mnie zabierz hen, drogą polną

Gdzie miłość gorąca, nie pusta.

I moje imię w granicie

wykute ma być, a nie jej

Ech życie przewrotne, ty życie

Cichaczem się teraz z nas śmiej…

* * * * * * *

Styczeń 2009r.

Arlekinada


 

Smutny arlekin ze smutną łzą w oku

Tchnie zimnem jak księżyc styczniowy

Niemymi usty o miłość wyprasza

Wierząc że jest już na nią gotowy

 

Już w myślach układa kalle kobierca

Choreografię zmysłów szaleństwa

Już kolombiny czuje gorąc serca

Lecz lód pozostał. Nie zabił przekleństwa

 

I patrzy z daleka i roni łzy suche

Lecz nic nie czyni by ulżyć cierpieniu

I kolombina czeka tuląc życie kruche

Samotna i wściekła w swym marnym istnieniu

 

Rusz się arlekinie dotyk jak roztopy

Spójrz na kolombinę jej wzrok taki głodny

Muśnij usty bladymi jej maleńkie stopy

I zamień w gorący uścisk teraz chłodny

 

Bądź żarliwym kochankiem ona pragnie tego

Kochaj mocno wszystkim zmysłem swoim

Świat tak ułożony przecież to nic złego

Gdy jej czułe jestestwo połączy się z twoim

 

Zrozumiał arlekin pokochał do bólu

Pchnięty złotym grotem oszalał z rozkoszy

Dał jej najpiękniejszy rezerwat dla królów

Wspomnienie miłości słodka pieśń doboszy

 

I trwali w miłosnym uścisku spleceni

Jak darń co poziomki z mchem mocno splata

Dla świata się stali magicznie zgubieni

Niech kochanie to przetrwa wieki, nie lata.

 

 

4 marzec 2009r.

Ciche błaganie

                                               

 
Kominku Twoich dłoni
Ogrzej to, co zziębnięte.
Muszlo Twoich ust
Uwięź to, co może ulecieć
Hen, daleko
Spłynie potokiem górskim,
Pomknie na szczyty szczytów,
Popłynie w najdalsze morza.
Chroń to,
co może się skończyć.
Może już się skończyło …