Dziś są moje urodziny

 

Dziś są moje urodziny
Które? No, nie zdradzę.
Zbierze się wokół wianuszek rodziny,
Na pewno sobie poradzę.

Lecz ja wymknąć się do parku
Tak bardzo bym chciała!
Gdzie w alejkach ruda kitka
Orzeszki zbierała.

Zadrzeć głowę hen wysoko
Chmurki obserwować,
I jesienne, piękne liście
Pragnieniem malować!

Jarzębiny zerwać kiść
Do wazonu włożyć,
No i teraz można już
Życzenia mi złożyć…

 

Nie miała baba kłopotu…

Nie miała baba kłopotu wzięła sobie kota. Ale było jej mało więc wzięła drugiego…

Tym razem dziewczynka. Michalina. Dziś weterynarz, badanie, odrobaczanie, leczenie kataru. Jest słodka choć siedzi w niej mały diabełek –   potrzebuję wiele cierpliwości ażeby oboje kociąt się polubiło, zaakceptowało. Póki co trwa zimna wojna a ja pośrodku niej.

  
 

21 wrzesień 2009r.  poniedziałek

godz. 11.00

Metan – zabójca

 

20 wrzesień 2009r. Niedziela

godz. 9.00

Górnictwo.

Jestem z tym fachem związana od zawsze. Ślązaczka od urodzenia –  i dumna z tego – dziadek był z węglem związany, tato był hajerem i ratownikiem górniczym, górnikiem dołowym był także mój mąż. W kopalnianej centrali telefonicznej pracuję i ja. I to wystarczy.

Jakże więc niesamowicie mocno dotykają mnie takie tragedie jak na Wujku-Śląsku! Wprost trudno sobie wyobrazić napięcie jakie panuje we wszystkich pozostałych kopalniach. Od ręki sprawdza się aparaty ucieczkowe, metanomierze. I przekazy telefoniczne tym co na dole, tym, którzy mają nadzieję ujrzeć jeszcze słońce.

W piątkowe popołudnie, kilka godzin po wybuchu metanu, będąc w pracy, rozmawiałam z jednym ze sztygarów będących na dole.

Jakże utkwiła mi ta rozmowa w pamięci. Kiedy zjeżdżał na dół na swoją szychtę, słyszał że zginęło dwóch a osiemnastu jest w rejonie zagrożenia. Potem o ciąg dalszy pytał mnie. Rozmowa była dokładnie taka:

on – suchocie pani radia?

ja – tak

on – coś godajom?

ja – yhm

on – wiela?

ja – dwunastu

on, z jękiem bólu – kurwa mać…

Nie da się opowiedzieć ani opisać emocji… Należę do bardzo opanowanych i silnych ludzi ale i mnie czasem zatyka. Inny z górników zapytał czy podali nazwiska. Tam jest sześciu moich kolegów! Pracowałem z nimi sześć lat – powiedział. Niestety nazwisk nie znałam…

….

Jeśli kiedykolwiek życzymy czegoś górnikom to tylko tego aby bilans zjazdów i wyjazdów zawsze był taki sam.

Krystyna

Zdumiewające fakty – znalezione w necie…

* Potrzebne jest 7 sekund żeby jedzenie z buzi przeszło do żołądka.

* Ludzki włos wytrzymuje obciążenie 3 kg.

* Długość męskiego penisa jest równa długości jego kciuka razy 3.

* Udo jest tak twarde jak cement.

* Serce kobiety bije szybciej niż mężczyzny.

* Na każdej stopie mamy ok. tysiąca miliardów bakterii.

* Kobieta mruga dwa razy szybciej od mężczyzny.

* Używamy 300 mięśni tylko po to, żeby utrzymać balans kiedy  stoimy.

* Kobiety już dawno to przeczytały.

* Mężczyźni w dalszym ciągu oglądają swój kciuk. 

  

żule spod mostu

snują się między nami

pomieszkują w kanałach

i pod mostami

żule spod mostu

żule w ogóle

po prostu

wyprowadzić się nie chcą

choć z godności obdarci

uparci

te wszystkie bełty wypite

butelki rozbite

twarze obite

śpi ich duma podeptana

gdy świadomość pijana

ale serca mają

żule też  kochają

napisany 9.09.09r.

Nigdy

kiedy słońce rozbłysło twoim imieniem

chciałam kijem zawrócić świat cały

kiedy objąłeś mnie swoim ramieniem

wierzyłam że nieba posady zadrżały

jakże ten czas podły szybko ucieka

nie dając nam czasu na szarości dnia

uczucie które chce wszystko nie zwleka

wieczny niedosyt miłości twej ma.

już nie chcę śnić tylko i marzyć

już nie chcę tęsknić jak długi jest wiek

i może Temida grzechy me zważyć

tylko mnie zabierz na tamten brzeg

daj tylko radość, ciepłe słowa i dłonie

nie każ zgadywać nastrojów i trosk

wiesz że i serce i ciało me płonie

że jestem przy tobie jak dziecko, jak wosk.

cóż pocznę że kocham, że pragnę

że zniosę każdy trud, każdy znój

kiedy wiem że tu życia nie nagnę

i że ty nigdy nie możesz być mój…

Napisany 27 sierpień 2009

Co by było gdyby – czyli pogdybajmy

 

23 sierpień 2009r.  niedziela

godz. 11.40

Takie senne jak dzisiejszy poranki prowokują do hipotetycznych rozważań.

Co by było gdyby…

Gdybym miała jeszcze raz naście lat.

Jak kierowałabym swoim życiem? Na ile pozwalałabym ingerować w nie innym osobom?

Czy potrafiłabym się przeciwstawić tym którzy wmawiali że szarość to biel a czarne to szarość?

Jakie byłyby moje powtórne wybory?

Obawiam się że wszystko potoczyłoby się dokładnie tak samo…

No bo i skąd wiedziałabym co będzie się działo za trzydzieści lat?

Przecież rozumek byłby taki sam, nastoletni…

Jak wiele zależy od rodziców i od najbliższego otoczenia człowiek pojmuje dopiero wtedy kiedy sam musi kierować życiem swoich dzieci. Ile wysiłku trzeba włożyć w to by w młodziutkich umysłach poukładać priorytety wartości i ważności! A oni wcale nie chcą tego słuchać, wydaje im się że wszystko wiedzą lepiej a doświadczenie rodzicielskie to tylko woda na wapno.

Dopiero kiedy się sparzą, przyznają zgaszonemu wapnu w duchu rację.

Pozostaje ogromny żal że to już za późno, że wielu rzeczy nie da się już cofnąć, odwrócić.

Że właściwie zmarnowało się życie, że tak naprawdę to chce się czegoś zupełnie innego.

I tkwi się w maraźmie codzienności, w poczuciu krzywdy, w świadomości że mogłoby być lepiej…

Ale czy naprawdę byłoby?

A może wtedy, w tej nieosiągalnej wersji życia wcale nie byłoby lepiej? Może nasze ideały mają tak samo dużo wyimaginowanych zalet jak i wad? Może warto jednak przyjrzeć się temu co  mamy na codzień łaskawszym okiem i stwierdzić że właściwie jest ok?

Nie wiem.

To be or not to be, this is a question…

Pozdrawiam wszystkich życzliwych i życzę spokojnej niedzieli.

Dziki? Normalka…

  

18 sierpień 2009r.   wtorek  godz. 15.00

Czy jest ktoś kto nie widział dzika?

Zapraszam do mnie. Dla mnie to normalka. Widziałam je tyle razy że już naprawdę nie chcę…

Kilka razy wlazłam w środeczek stada – z jednej strony „szczekająca” mamuśka a z drugiej jej młode. Nie powiem, uczucie piorunujące by nie rzec paraliżujący strach…

Wczoraj znów, o godz. 21.10 idąc na nocną zmianę natknęłam się na pięknie utrzymanym, ogrodzonym przyciętym żywopłotem trawniku, pod oknami Naczelnego – na urocze stadko: olbrzymia i niebezpieczna locha i kilka młodych.

Zawsze po fakcie obiecuję sobie że następnym razem zrobię im zdjęcie…

Jednak następnym razem jedynie ściskam  pośladki i proszę Boga żeby mnie zignorowano…

Wolnym krokiem wycofuję się nie obracając do tyłu. Potem uciekam. UCIEKAM.

Roztrzęsiona dotarłam do pracy (robiąc wieeeelkie koło) i smsem od razu się poskarżyłam.

Jako odpowiedź – pocieszenie nadeszła sympatyczna rymowanka na którą rymowanką odpowiedziałam. Tak powstała smsowa rozmowa…

  

Ona.

No i znów dziki!

Na trawniku dyrekcji a ja między nimi…

On.

Dzik jest dziki, chrapkę ma

Krysia mu całusa da

szczecinę za uchem podrapie

za ryja czule go złapie

jeden, drugi w końcu trzeci

już do Krysi stado leci

Ona.

Krysia się boi, …… się śmieje

a dzicze stado pod oknem szaleje

locha wielka jest jak krowa

za nią młodych tuzina połowa

ryki jak z jaskini lwa

Krysia im banana da

On.

Pod racice rzuć banana

w mig dziczysko się wyłoży

no a potem na osłodę

w ryj morelę proszę włożyć

Ona.

Trele morele i duperele

gdy zagląda w oczy dzik

dupę w troki zbieraj w mig

niebezpieczne to zwierzaki

przez nie stres nie byle jaki

zamiast siedzieć sobie w lesie

zady między ludzi niesie

cicho wszędzie, ciemno wszędzie

co to będzie gdy stado przybędzie

wyłażą w nocy, wyłażą z rana

oj będzie Krysia poturbowana

* * * * * * * *

Dokładnie tak to było. To piękne zwierzęta.