Paranoja czy fanaberia?

Od czasu do czasu rozgrzewany jest do czerwoności temat wegetarianizmu czy weganizmu.
Tak jak dziś, a poszło o to.
Joasia, która w swoim holenderskim domu dopieszcza bodaj pięć psich nieszczęść, które sprowadziła z Polski i zawsze szuka tych najbrzydszych, najnieszczęśliwszych, które, bywa że w wózku wozi, opublikowała na fb zdjęcie kolacji, specjalnie dla niej przygotowanej. Na jej nieszczęście, na zdjęciu jest mięso z sosem.
To wystarczyło, ażeby zrobiono z niej zwłokożercę, hipokrytkę i nie chcę pisać co tam jeszcze.

Asia, która uratowała (i robi to nadal, żeby nie było) naprawdę dziesiątki zwierzaków, znajdywała im dobre domy, rozdaje, tak rozdaje, bo czymże innym jest wysyłanie pieniędzy na potrzeby schronisk, wolontariatów, konkretnych zwierząt – bo zabrakło do opłacenia faktury, wykłada i płaci za transporty, szuka tych transportów, czasem z bezsilności na forum klnie… I ta Joasia została nazwana hipokrytką, bo jak można jedne zwierzęta kochać a inne zjadać?

Otóż można. Przykro mi bardzo, ale można.
Sama mam cztery koty, każdy z moich kotów jest kochany, nie tylko przeze mnie, ale i przez męża i synów, i naprawdę nikomu nic do tego, że jemy ryby, kurczaki czy schab.
Znam Dorotę, która jest weganką. Uwielbiam ją, bo to wspaniała, mądra i również kochająca zwierzęta kobieta. Tłumaczyła mi na czym to polega, jak  wyobraża sobie, że to mięso na talerzu przed chwilą żyło i zostało zabite po to, żeby ktoś je jadł.
Rozumiem ją.
Próbowałam zmienić swoje myślenie, naprawdę próbowałam, ale nic z tego nie wyszło. Cóż z tego, że będę ograniczać spożycie mięsa – dla mnie to mięso a nie zwłoki – kiedy mąż nawet nie chce słyszeć o zielsku, synowie również. Zielsko tak, ale jako dodatek.
Dopóki w sklepach będzie mięso i wędliny – nie zrezygnuję. I niech nikt mnie nie gani za to, to moja wola i życzę sobie, żeby ją uszanowano.
Tak samo, jak nie życzę sobie obrażania Joasi, która dla zwierząt zrobiła tyle, co sto takich jak ja.

Obawiam się, że taki fanatyzm pójdzie dalej, bo przecież muchy to też zwierzęta, komary, kleszcze, pająki, nawet rozwielitki zjadane przez rybki akwariowe. Też nie wolno?
Trzy tygodnie temu pisałam o kleszczu, którego musiałam usunąć, zrobił się od razu rumień, dostałam antybiotyk – i co? Powinnam pozwolić mu umrzeć śmiercią naturalną?

Ludzie opamiętajcie się, nie krytykujcie tych, którzy lubią jeść mielone czy rolady! Rosół też gotuje się na mięsie. Pozwólcie dokonywać własnych wyborów – jeść jajka, smarować masłem, pić mleko, które też pochodzi z paserstwa, bo jest ukradzione cielętom.

A Joasi życzę dalszego szczęścia, zarówno tego rodzinnego, jak i płynącego z satysfakcji, jaką ma ze stosunku do braci naszych mniejszych.
zwloki matki

Krystyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *