Pożegnanie…

Chyba z trzydzieści lat nie jadłam czereśni – choć je uwielbiam. Powód wiadomo, robale. Nie mogę zapomnieć widoku za przeproszeniem, kupy, mojego wówczas dwuletniego synka, w której bieliło się od wydalonych robaków.
Tu się przełamałam, każde mijane drzewo z czereśniami – to pełne garście i  pełny dziób. Bez mycia, prosto z drzewa. Bardzo chciałam wierzyć, że tu są owoce idealne, że tu czereśnie są bez protein.
Niestety nie są.
Oszczędzę Wam opowieści, jak się o tym przekonałam, wystarczy, że wyjęłam to białe paskudztwo z ust.

– Zobacz! – krzyczę – fuj!
– Jaaa… Das ist Fleisch. Gratis.

Pa, pa czeresieńki. Na kolejne (optymistycznie!) trzydzieści lat.

 

Krystyna

3 myśli na temat “Pożegnanie…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *