Przemyślenia: tumiwisizm.

jazdaOd 11-go kwietnia, kiedy wyjechałam z domu, minęło trochę czasu, ale dobrze ten dzień pamiętam. Nie tylko z powodu bolesnego pożegnania z domem, ale także z powodu ludzkiej nieodpowiedzialności.

A było to tak…

Bus miał podjechać po mnie przed godziną czwartą rano. Lało jak nie wiem co. Synowie znieśli moje bagaże, czekaliśmy z dziesięć minut zanim podjechał. Byłam trzecią osobą w pojeździe, miejsce za kierowcą było już niestety zajęte.
Pożegnanie krótkie, szybkie – bo dusiło.
Usadowiłam się, nakryłam kocem i dumałam co to będzie dalej.
Ale dalej to była podróż do Dąbrowy Górniczej po kolejną kobietę. Ciemno, zimno, mokro.
Podjechaliśmy pod dom, czekamy, kierowca dzwoni – raz na domofon, raz telefonuje; i tak na zmianę kilka razy, zabrało nam to z pół godziny.
Kobieta się nie zgłosiła.
Kierowca wnerwiony do granic możliwości zdecydował dłużej nie czekać – ostatecznie jego też obowiązują terminy i czas, więc wracamy w stronę Katowic, w stronę A4 na Wrocław.
Po, chyba kolejnej półgodzinie zorientowałam się, że my kurcze krążymy! Znam swoje tereny i wiem, że po raz trzeci przejeżdżamy w tym samym miejscu! Nie powiem, ogarnął mnie niepokój.
Co jest grane!?

Okazało się, że do kierowcy zadzwoniła kobieta, na którą tyle czekaliśmy. Zaspała!
Mało tego, kierowca domofonem się nie dodzwonił, bo podała adres nie swój a syna, a syn był akurat w pracy na nocnej zmianie. Telefon też był do syna, tamten go nie odebrał.
Kobieta wpadła do busa z niespakowanymi rzeczami, reklamówkami, w podartych rajstopach, bo nowych nie miała czasu szukać.

Kiedy współpasażerki zaczęły wtranżalać przygotowane w domu kanapki zaczęła narzekać, że nie zdążyła w domu nic zjeść ani przygotować jedzenia na podróż. No pewnie, że ją poczęstowały, i kawą, i pączkiem też. Pomyślałam wtedy z rozrzewnieniem, że mam również dwa pyszne ciastka francuskie z jabłkami, które na podróż spakował mi syn, ale nie miałam ochoty się nimi dzielić. Siedziała potem z takimi poklejonymi lukrem rękami, aż wyjęłam mokrą chusteczkę i poprosiłam, żeby się wytarła.
Całą drogę gadała, chcąc pewnie zagłuszyć jakieś wyrzuty sumienia.
Na miejsce do Zgorzelca dojechaliśmy jako ostatni bus, w drodze kierowca się nie zatrzymywał, a papiery, dokumenty, bilety wypisywał na kierownicy nie patrząc na drogę.

Nie potrafię zrozumieć takiej niefrasobliwości, lekceważenia czy wręcz głupoty tej kobiety.
Nie potrafię zrozumieć dlaczego podała adres nie swój a syna, numer telefonu nie swój a syna. Pewnie dlatego, że nie trzeba płacić za bilet wcześniej, tylko dopiero u kierowcy, bo co tam, najwyżej pojadę w innym terminie. No tak, ale jeśli jadę do pracy – to też mnie termin zobowiązuje, nie?

Przecież ona wsiadła jako czwarta a jeszcze dwie osoby gdzieś tam czekały!

Bardzo, ale to bardzo nie lubię ludzkiej niesolidności. Tak mam.

Krystyna

2 myśli na temat “Przemyślenia: tumiwisizm.”

  1. to prawda ..taka niesolidność , nieodpowiedzialność i niefrasobliwość zawsze wkurza i nie powinno się jej pobłażać. Ale z tego co czytam nikt nic tej Pani nie powiedział i jeszcze nagrodziłyście ją kanapkami i ciastem 🙂

    Pozdrawiam 🙂 😉

  2. Wkurza mnie takie lekceważenie innych.
    Najlepiej jest podać cudzy numer telefonu i jeszcze tego telefonu nie odebrać, bo przecież jest noc, a w nocy syn śpi – zmęczony przecież.
    Najważniejsze, że pani jedzie, a inni – ich problem.
    A najlepsze jest na koniec – darmowy catering, bo pani głodna i nie zdążyła zjeść śniadania.
    Cudny sposób na życie – niech się inni martwią.
    Pozdróweczki, Krysiu.
    🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *