Rudy Olek…

Olek

Rudy niemal czerwony, piegowaty do granic możliwości. Czteroletni wówczas chłopiec z ADHD. Jeśli dostał picie w kubeczku to było wiadomo, że wyleje. Kiedy dostawał posiłek, zawsze coś lądowało na podłodze. Wiecznie mokry, poplamiony, brudny. Wszędzie go było pełno. Ciągle coś psuł, ciągle się czymś ranił, ciągle gdzieś krwawił. Zaczepiał w sposób nieładny inne dzieci, zabierając im wszystko co miały do zabawy. Wiecznie uśmiechnięty, niewiarygodnie inteligentny.
Ogromny zasób słów przepiękną polszczyzną. Skąd?
– Czy bywasz w kinie? – zapytał mnie kiedyś.
– Chciałbym umyć zęby, czy mogę – zapytał opiekunkę w pogotowiu.
Uwielbiał taplanie się w wodzie, nie uszła jego uwadze nawet muszla klozetowa, stąd ciągle mokra i zalana łazienka. Mył się pierdyliony razy dziennie.
Niemniej był uroczym, sympatycznym, bezwzględnie dającym się lubić dzieckiem.

Matka Olka

Niezbyt ładna, bezzębna, 25-cio letnia kobieta. Bez makijażu, zamiast, jak u Olka, ognia na głowie – czerń, okropna i taka jakaś sprana, matowa.
Tomek był jej trzecim dzieckiem, w sumie urodziła piątkę. Jedynie pierwsza dwójka miała jednego ojca, potem każde z dzieci miało innego. Ona chyba nie do końca wiedziała, kogo tym ojcowskim szczęściem obarczyć.
Ale co tam dzieci.
Przecież każde z nich ma opiekę (i co z tego, że każde inną i w innym miejscu), a ona nie nadaje się na matkę, bo za młoda jest. Przecież życie jest takie krótkie, młodość ucieknie i co potem?
Można było więc ją spotkać codziennie, spacerującą pod zegarem na dworcu PKP w Katowicach, uśmiechającą się do przechodzących mężczyzn.

Pogotowie opiekuńcze

Kiedy patrolujący ulice policjanci zauważyli spacerującego w piżamie, w środku lipcowej nocy małego chłopca, byli zdumieni. Prócz piżamy miał czapkę i czarne, skórzane trzewiki. Były profesjonalnie zawiązane.
– Ja sam tak potrafię wiązać – poinformował rezolutnie Olek – a czapkę wziąłem, bo nie byłem pewien pogody.
Zapytany co robi na ulicy zamiast spać, odrzekł:
– Wolałbym spać ale muszę mamę znaleźć.

Został zawieziony do Pogotowia Opiekuńczego, pod troskliwą opiekę mojej znajomej.
Kiedy matka po raz pierwszy zjawiła się u Olka, zapytana czy czegoś się napije, odrzekła, że ona tylko oryginalną coca-colę pije.
Kiedy zaproponowała jej odzież dla rodzeństwa Olka (miała w nadmiarze ciuszków dziecięcych, bo znajomi i znajomi znajomych, przynosili jej wszystko co mieli), ona powiedziała, że dla swoich dzieci ona tylko markowe rzeczy kupuje.
No nie to nie.
Ale potem zamiast przychodzić w odwiedziny do dziecka tylko dzwoniła, i to na koszt odbiorcy. Potem nawet już nie dzwoniła.
Bywając u znajomej, lubiłam dyskutować z Olkiem, przynosił mi książeczki, żeby mu poczytać. Przykleił się do mnie a mnie serce pękało. Pokochałam tego rudzielca.
Po roku pobytu w Pogotowiu, Olek trafił do Domu Dziecka. Byłyśmy u niego w odwiedzinach, ale tylko raz. Nie chciałam robić nadziei ani jemu, ani sobie. Nie byłam w stanie zabrać go do siebie, adoptować. Nie miałam ani warunków mieszkaniowych, ani finansowych, a żeby adoptować dziecko muszą być spełnione surowe warunki. Nie spełniłabym ich. Zresztą swoje dzieci rzetelnie wychowałam, mam swoje lata i teraz raczej wnuków oczekuję.

Ale Olka mi żal.
Bardzo.
Dziś pewnie ma z 10 lat…

Krystyna

18 myśli na temat “Rudy Olek…”

  1. Oj ciężko się robi przy takich historiach. Samotne dziecko, nieco inne od większości i matka, młoda, a mimo to już z gromadką dzieci i ich kilkoma ojcami majaczącymi gdzieś w świadomości (albo i nie), niezadbana chodzi o minimum, czystość, higienę)…

    Dlaczego nikt nie wspiera ludzi odpowiedzialnych i chętnych, by pomóc takim dzieciakom?
    Pozdrawiam

    1. Ile ja, Tosiu, nocy przez tego małego rudzielca nie przespałam…
      A matka (matka?) powinna być wysterylizowana.
      Pozdrawiam serdecznie.

  2. Wysterylizowana??? Ze tez to Pani przez polska klawiature przeszlo! Nie pamieta Pani afery ze sterylizacja mamy malenkiej Rozy? Krzyk i wrzawa na cala Polske a potem co sie okazalo? Ze jej dorosle juz corki mieszkajace kilka kilometrow dalej dowiedzialy sie z telewizji o MATCZYNYCH UCZUCIACH….
    Nie wypowiadam sie na ten temat, bo mnie cos trafi.
    O takich dzieciach, jak opisany Tomek powinno byc jak najglosniej, jak najczesciej, moze to w koncu trafiloby i daj Boze poruszylo serca tych na gorze i tych nizej, co to “tylko wykonuja przepisy”.
    Czasem sie zastanawiam czym kieruje sie tak naprawde sad rodzinny, nie odbierajac praw takim naprawde patologicznym i nie rokujacym poprawy rodzicom, tylko przedluza w nieskonczonosc gehenne ich dzieci, przesuwanych jak pionki z osrodka do osrodka, z domu dziecka do rodziny zastepczej (tu akurat jestem za i to bardzo). Szansa dla mamusiek? A ich dzieci? KIEDY beda mialy swoja szanse?

    A tak wracajac do Tomka. Moze jednak wartaloby nie zrywac z nim kontaktu? Zaznaczam, ze nie znam sie za dobrze na tego typu sytuacjach (czy ktos sie zna?), jednak czy kontakt listowny bylby czyms niewskazanym? Tak, by wiedzial, ze ktos o nim bodaj mysli i interesuje sie jego losem.
    Tak tylko mysle, bo sama nie wiem co bym zrobila na Pani miejscu.
    Pozdrawiam serdecznie, Irez

    1. Powiem Ci, Irez, chodziłam do szkoły średniej poza miejscem zamieszkania, mieszkałam w internacie. W ramach prac społecznych chodziliśmy do Domu Małego Dziecka.
      Miałam pod opieką dwóch fajnych chłopaczków, braci G. Chodziłam z nimi na huśtawki, na spacerki, kupowałam kredki, książeczki, drewniane klocki. Czasem kładłam spać.
      Pewnego razu młodszy z braci powiedział mi ze łzami w oczach:
      – Ciociu, zabierz mnie do siebie. Ja nie potrzebuję nowych butów, będę chodził w starych…
      Co zrobiłabyś na moim miejscu? Ja stchórzyłam.
      Sama mieszkałam w internacie, z daleka od domu, rodziców…
      Więcej ich nie widziałam ale zapamiętam do końca życia. Ich nazwisko też. Dziś mają ok. 36 lat.
      Bałam się, że Olek powie mi to samo…
      Pozdrawiam.

  3. tak wiele dzieci musi żyć bez rodzinnego ciepła, nie wiem jakie konkretnie trzeba spełnić wymagania, by adoptować dziecko, ale jeśli mało zamożne osoby decydują się na dziecko, to nikogo to nie interesuje, ale jeśli te same osoby już nie mogą urodzić dziecka a chciałyby je zaadoptować to już nie mają szans, tak jakby rzeczywiście dziecku na nowych markowych butach zależało…

    1. Żebyś facelio64 wiedziała, że nawet trzeba mieć określony dochód, trzeba zapewnić osobny pokój. Moi synowie wychowali się w jednym pokoju i zżyci są ze sobą tak bardzo, że dzwonią do siebie w ciągu dnia wiedząc, że wieczorem i tak spotkają się w domu. Czy dziecko adoptowane nie może być w jednym pokoju z dzieckiem naturalnym? Nie rozumiem tego. Może i posiłki osobno ma dostawać? Przecież to nie jest w porządku.
      Pozdrawiam.

    1. Najgorsze, że nie ma sposobu by pomóc. Rodzinne Domy Dziecka są super, ale jeśli chce się pomóc jednemu, Olkowi? Pewnie moje koty mają się lepiej niż on…
      Pozdrawiam rennato.

    1. Z całego serca mu tego życzę, chyba nikt bardziej niż ja…
      Ale chce się krzyczeć – NIC NIE MOGĘ ZROBIĆ!
      Pozdrawiam asiu.

  4. Mozna pomoc innym i dzieciom, i bezdomnym, i zwierzetom, wystarczy jeden klik dziennie (na niektorych stronach trzeba kliknac w reklame), mozna tez wplacic na konkretny cel.
    Przepraszam Pani Krystyno, mysle, ze nie potraktuje Pani tego jako spam?
    Pozdrawiam, Irez

  5. Ok 🙂
    Na stronie glownej, w menu trzeba kliknac na “KLIKACZE”, “Pusta Miska” tez jest, i kilka innych z Pajacykiem na czele.
    Dobrze, ze jest taka strona, ktora zbiera te wszystkie “klikajace”, mozna miec pewnosc, ze sie niczego nie przegapilo 🙂
    Milego dnia 🙂

  6. Pytał rudy Olek
    Ciociu, gdzie mój domek?
    Czemu rudy, a nie czarny,
    Czemu los mój taki marny?
    Czemu mama taka chuda?
    Czemu lubą taty wóda?
    Aż ze strachu krew ma skrzepła,
    Czemu brak mi rodzinnego ciepła?

    Tak to Olku… boś NIECHCIANY,
    Los dlatego masz POSRANY…

    Wiem że to straszne, ale tak mi się skojarzyło. Przepraszam WSZYSTKICH niechcianych, to nie ICH wina.

Pozostaw odpowiedź ~Irez Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *