Się nie udało…

Kiedy nadszedł mniej słoneczny dzień, postanowiliśmy pójść do Słowińskiego Parku Narodowego. Około osiemnasto-kilometrowa trasa zaplanowana była na około cztery godziny.
Park jest piękny, niemal dziewiczy, widoki zapierające dech.
Słyszeliśmy tylko śpiew ptaków i dzwonki przy rowerach, które nas w masowych ilościach mijały.
W poprzek ścieżki maszerowały, również w masowych ilościach małe żabki, które robiły wszystko, żeby je zadeptać.

Kiedy znalazłam wzdłuż ścieżki pierwszego, pięknego podgrzybka – obudził się we mnie zew grzybiarza, niestety, niczego zerwać nie mogłam.

Ukrył się w korzeniach powalonego drzewa, trudno było zrobić mu zdjęcie.
To podgrzybek nie jest, ale ładny.

Co jakiś czas, pogoda dawała o sobie znać lekkim deszczykiem, dobrze, że lekkim, bo byliśmy bez parasoli, zaopatrzeni jedynie w kurtki z kapturami.
Widoki z tarasów widokowych rekompensowały niedogodności pogodowe.
Widzieliśmy dzięcioła czarnego, w czerwonym berecie, mrowiska mrówek rudnic i ropuchę.

Mała ropuszka.

Ludzie na rowerach mijali nas, wracali, a my uparcie szliśmy na nogach. W połowie drogi (droga oznakowana kodami obrazkowymi do skanowania telefonem komórkowym – na jakim etapie drogi się jest, ile kilometrów przeszliśmy), po około dziewięciu kilometrach, zaczęło padać.
A tam padać, zaczęło lać! Ściana deszczu.
Jakby było mało, komary wielkie jak mutanty jakieś, cięły bez opamiętania.
Tak więc miło już było.
Konsternacja – iść dalej nie zważając na ulewę, przeczekać pod niewielkim zadaszeniem wśród kilku innych przemoczonych osób i chmary komarów, chętnych na naszą krew, czy zawrócić.

Nie było jednomyślności, było spięcie. Cóż, wyprawa się nie udała. Jeden z synów w ulewie poszedł dalej sam argumentując, że nie da się żywcem zeżreć komarom, z drugim zdecydowałam przeczekać nawet kosztem śmierci przez zaciukanie przez komarze mutanty. Po jakiejś
pół godzinie, kiedy ulewa trochę odpuściła, postanowiliśmy wracać tą samą drogą, którą przyszliśmy. Osiem kilometrów mokrego powrotu, błotnistą, leśną, rozjeżdżoną przez rowery drogą.
Już nie dało się piękna obserwować. Już tylko jak najszybciej do domu.
I drapać, drapać, drapać.
Wyschnąć.

Ukąszenia komarów bolesne i długo się utrzymujące. Czerwone i swędzące miejsca utrzymują się od kilku dni.

Kiedyś może da się przejść całość, na pewno nie w czasie tego urlopu, przepadło, pogoda nie dopisała a ślady po komarach swędzą do tej pory.

Krystyna

Jedna myśl na temat “Się nie udało…”

  1. Hejka, Krysiu :).
    Zdjęcia z wycieczki są udane i oddają klimat miejsca, w którym byliście.
    Może nie udało się przebyć całej trasy, ale gwarantuję, że za kilka lat wspomnienie deszczu będzie powodem do wspólnych żartów i uśmiechu :).
    Miłego wieczoru :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *