Się wystroiła…

Ginekolog.
Bodaj jedyny pracownik, który wychodząc z pracy mówi – nareszcie ludzkie twarze.
Między kobietami zawsze był problem, czy wolą ginekologa czy stomatologa. Większość jednak woli… Nieważne.

Mama Kaśki ostatni raz u ginekologa była w latach siedemdziesiątych. Jej lekarz był bardzo energicznym, starszym panem, swobodnym i głośno mówiącym.
Mama Kaśki pamięta, jak pewnego razu szła do kontroli po elektrokoagulacji, pan doktor bardzo uprzejmie pokazał krzesło, popatrzył w twarz i zapytał, czy pani z tymi krwawiącymi nadżerkami. Mama Kasi potwierdziła, a pan doktor klasnął w ręce i powiedział głośno do swojej pielęgniarki:
– Widzi siostra, jak ja swoje pochwy znam?!
Kiedy mama Kasi wybierała się do niego, rzecz jasna, pół dnia się myła, psikała, pachnidłem, zakładała nowiutką, specjalnie na tą okazję kupioną bieliznę.
Ale pan doktor nie był z tego zadowolony, nakrzyczał, że to nie perfumeria, że cipka na pachnieć cipką a nie perfumami… Hmmm…

Potem była długa przerwa, bo mama Kasi czuła się bardzo dobrze, nie potrzebowała nijakiego leczenia. Kontrola jako taka nie wchodziła w grę.
Dopiero Kasia, sama będąca mamą, niemal zmusiła ją do pójścia do kontroli.
Oj, długo się mama do tej wizyty szykowała, długo.
Oczywiście lekarz był siłą rzeczy inny, bo ten od tych, no, perfumerii, już dawno nie żył.
I znów mama Kasi pół dnia zajmowała łazienkę, nowa bielizna i psipsi też być musiało. Była bardzo zdenerwowana, Kasia starała się ją rozluźnić, zawiozła do poradni i czekała aż mama wyjdzie.
Wyszła.
Wyraźnie odstresowana, spokojniejsza i rumiana na twarzy.
– Chodźmy już – powiedziała do córki.
Całą drogę była jednak jakoś milcząca.
– Wiesz – powiedziała już w domu – doktor powiedział mi coś dziwnego, powiedział że nie musiałam się aż tak dla niego stroić. Zastanawiam się dlaczego.
Kasia nie musiała. Od razu jej zaświtało, że…
– Czym się mamuś psikałaś?
No jak to czym, co za pytanie, tym dezodorantem, który stoi na lustrze!
– Pokaż.
Mama pokazała.
Kasia o mało zawału nie dostała, potem nie mogła opanować ataku śmiechu.

– Mamuniu, to brokat, który używałam, kiedy szliśmy ze Zbyszkiem na bal sylwestrowy.

Krystyna

8 myśli na temat “Się wystroiła…”

  1. Nic dodać, nic ująć. Nerwy nerwami ale lepiej poczytać czego się używa. Już mi lepiej na duszy jak przeczytałam. Uściski.

  2. oj, ale ta historia ma dł♠ugą brodę, a każdy opowiada że jemu się przytrafiło, do “urban legend” ta historia należy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *