Słów zabrakło…

Muszę to dziś napisać.
Nawet taka kawa, specjalna latte karmelowa, do pięt nie dorasta kawie, którą robi Franek. Nie będę się już powtarzać na ile palców jest piana, bo to już naftaliną zalatuje.
Ale ja dziś nie o tym.
Z Gabrysią znamy się od ponad czterdziestu pięciu lat (Gabi przepraszam!), Franka znam od naszej studniówki, czyli parę lat krócej.
Ładny kawał życia!

Otóż dwa tygodnie temu Franek pożegnał na zawsze swojego starszego brata, z którym był bardzo silnie związany. Mimo, że jestem póki co w Deutschland, bardzo to z nim przeżywałam.
Ale wyobraźcie sobie, co przeżywała Mama Franka, która dziś właśnie kończy sto cztery lata!
Franek, przeżywając śmierć brata, martwił się o Mamę, która na szczęście – jak to ślonsko baba – jest twarda i dała radę.
Franku, wybacz mi tą chwilę słabości i te słowa, którymi wyrażam swoją przyjaźń i przywiązanie do Was, a Mamie chciałabym dziś życzyć wielu jeszcze lat w zdrowiu, dobrej kondycji, w otoczeniu wspaniałej rodziny.

Krystyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *