Ratunku!

Jaś, po uśmierzeniu bólu spał 8 godzin.
Jaśko na parapecie, Michalina szafce.

W czerwcu ubiegłego roku, do moich trzech kotów dołączył czwarty – Jasiek.
Kluczowe było tu zdanie syna, ale on zadecydował – są trzy – wykarmimy i cztery.
Najpierw pomyślałam o domu na chwilę, do momentu znalezienia odpowiedniego, dobrego i empatycznego w stosunku do kociarzy, ale syn stwierdził, że kot to nie zabawka (ot! sama go tego uczyłam!) i że jak się już u nas znajdzie, to na zawsze, że nie pozwala na dalszą poniewierkę.
Pamiętacie moje koty? Pierwszy, najstarszy Slapmen (9 lat), druga Michasia (8 lat), Czarnulka (7 lat). Moja ukochana banda.
Doszedł Jasio – wypisz-wymaluj Michasia, i do tego w tym samym wieku. Różnica jedynie w pochodzeniu – Michalina wyrzucona i uratowana jako osesek, trafiła do mnie jak ważyła niespełna dwieście gram, a Jasio to owoc mezaliansu rodowodowej matki, leśnej norweżki i ojca NN, a z rasy dostał mu się jedynie charakter – jak powiedziała właścicielka Jasia, która mimo rozpaczy, musiała się z nim rozstać.

Jaś to chuligan, kradnie wszystko, tu z około półkilogramowym kawałkiem szynki drobiowej.

No. Cztery koty.
Wszystkie ukochane.
Ale sielanki nie ma. Wprost przeciwnie, są problemy i mam nadzieję, że ktoś mi podpowie co robić.

Otóż Michasia, zawsze najsłabsza psychicznie, mimo że z naszej strony nie spotkała jej żadna krzywda nie lubi być brana na ręce, przychodzi wtedy kiedy ona chce, dziwaczka trochę – nie akceptuje Jasia. Nie i już.
Mimo, że Jasiek jest z nami już 10 miesięcy, mimo, że były tygodnie lepsze i gorsze, ostatnimi czasy jest zdecydowanie gorzej.

Nikt nie zostanie niezauważony. Jaśko na posterunku.

Na początku dziwactwa Michasi polegały na prychaniu na Jasia, na posikiwaniu w różnych miejscach; a to na pralce w łazience, a to na wykładzinie w przedpokoju, a to na lodówce. Dopóki było to sporadyczne – dawaliśmy radę, no trudno, kicia ma cięższe chwile, jednak w pewnym momencie, na przełomie stycznia i lutego rozchorował się Jaś. Myślałam początkowo, że to fochy w stosunku do Michasi, ale potem zauważyłam, że Jasio kropelkuje, i że robi to w bólu, a więc coś z pęcherzem. W tym czasie instalował się w takim miejscu w mieszkaniu, żeby mieć widok na obie kuwety, wchodził do nich dosłownie co 5 minut. Tego Michasia już nie zniosła…
Jaś został wyleczony, ale jej się pogorszyło.
Sika gdzie popadnie…

Jedyny moment, kiedy jest porozumienie.

Nasikała nawet na szafce z chlebem, a siki poleciały na półkę z kaszami, ryżem i makaronem, bokiem spływając również do szuflady z apteczką.
My patrzymy na nią, ona na nas, usztywni ogon i wio, leje aż miło.
Nigdy na nią nie krzyczymy, po prostu od razu łapiemy mocz, ścieramy, dezynfekujemy, utylizujemy zapach, pierzemy. Póki co, udaje nam się widzieć gdzie to się wydarza, ale kiedyś nie zauważymy…
Kilka dni temu, nawet uszczęśliwiła syna kupą na pościeli.
Czasem są 2, 3 dni spokojne (albo nie zauważone), a czasem to dzieje się codziennie.
Co robić?

Mam wrażenie, że wojna toczy się o nasze względy – Jaś zajmuje mój fotel, moje kolana, w nocy przychodzi pod kołdrę a Michasia przychodziła na kołdrę..
Niektórzy mają więcej kotów, ale takie problemy są im obce. Moje pomysły ratunku są na wyczerpaniu.

Podsuwajcie porady, bardzo tego potrzebuję, ale jednak:

– nie akceptuję oddania żadnego kota
– nie ufam behawiorystom – odpadają
– nie działają feromony (ani do prądu, ani w aerozolu)
– nie działa obróżka uspokajająca
– nie działają kapsułki-pasty uspokajające od weterynarza
– nie pomogło przeniesienie kuwety w pobliże jej ulubionego miejsca, gdzie sikała na podłogę.

Chwilo trwaj! To Slapmen, 10 kg miłości.

 

 

 

 

 

 

 

Ratunku! Krystyna