Ten pierwszy raz…

Niemcy, w zależności od landów, też obchodzą święto Wniebowstąpienia, tu nazywa się je Maria Himmelfahr. Jak wszędzie – piętnastego sierpnia. Wypadło to w czwartek.
W środę, chciałam jak wszyscy Niemcy, posprzątać trochę w domu i dookoła niego. Usłyszałam: przecież wszędzie jest czysto.

Jednak ganeczek nie dawał mi spokoju, ostatnie deszcze naniosły syfu, liści, poopadały igły z choinek i szyszki zwane tu bardzo szykownie “mokele”, czy jakoś tak. Pomyślałam, że to trzeba zmieść. Poszłam po drapaka, zaczęłam od ganku w domu, takiego niby przedpokoju, żeby śmieci potem wymieść na zewnątrz.
Nie przebierałam się w ciuchy do sprzątania, bo to tylko moment, na nogach miałam moje ulubione laćki w srebrno-różowym kolorze i gacie z dresa.

Zmiotłam w “przedpokoju”, wyszłam przed dom, zostawiając drzwi szeroko otwarte, za mną przydreptała moja podopieczna ze swoją śpiewką – po co, przecież jest czysto.
Nawet nie zdążyłam czegokolwiek odpowiedzieć, kiedy przyszedł przeciąg i drzwi domu – dup!!! – zatrzasnęły się.
Zrobiło mi się gorąco.
Spróbowałam poszarpać, ale bezcelowo, klamki brak, drzwi bardzo solidne, zamek też. Nawet jeśli klucz był włożony od wewnątrz, można było je od zewnątrz otworzyć. No git, ale klucz został w domu.
Komórka też.
Spróbowałam poszarpać bramką do ogrodu – służy do transportu najkrótszą drogą kubłów z sortowanymi śmieciami – bezskutecznie. Albo masz klucz, albo do widzenia, otwiera się jedynie od wewnątrz.
Był jeszcze garaż, ale też bez szans na sukces.

No to stoimy obie – ja, mądra opiekunka i moja demencyjna podopieczna, która śmieje się, że mamy przygodę…
Sytuacji nie pomaga fakt, że sąsiedzkie kontakty są mocno ograniczone, na szczęście niedaleko, jakieś 150 metrów mieszka siostra podopiecznej razem ze swoją opiekunką Jeleną.
Pierwsza myśl – Helmut.
Mocno leciwy, 83-letni pan, szwagier mojej podopiecznej, bardzo pomocny i chętnie pomagający, do którego trzeba zadzwonić i zapytać, kto ma jeszcze klucze od domu. W tym celu, w moich srebrno-różowych laćkach, z podopieczną pod ramię, drepczemy do jej siostry.

Ale Helmut o dodatkowych kluczach nic nie wie… Jeden na pewno ma jedna córka, która akurat w Egipcie na urlopie bawi, a drugi z pewnością druga córka, mieszkająca w przybliżeniu 600 km stąd w Eifel.
Jelena wygrzebała z szuflad kilkanaście różnych kluczy, może akurat któryś się dopasuje. Zabieram klucze, radosną podopieczną pod ramię i w moich srebrno-różowych klapeczkach drałujemy do chaci.
Wszystkie zamki, wszystkie klucze – i szajs.
Ogarniam wzrokiem płoty…

Wracamy do Jeleny, oddaję nieprzydatne klucze a Jelena…
Jelena wzrokiem pokazuje dwie drabiny, jedna mniejsza, lekka aluminiowa, druga duża, drewniana, a mnie w oczach robi się ciemno. Jak skazaniec wybieram tą lżejszą, tej wielkiej nie dałybyśmy rady.
Stan wyższej konieczności zmusił nas, do pozostawienia starszych pań, naszych podopiecznych na chwilkę samych a my z Jeleną zapierdzielamy z drabiną przez spokojny, przedświąteczny Bamberg, prosząc boga, by któremuś z sąsiadów nie przyszło do głowy po polizei zadzwonić.

Przystawiam drabinę do płotu, patrzę błagalnym wzrokiem na młodszą Jelenę a ta mówi, że nie wie gdzie jest klucz i nie zna rozkładu mieszkania. W tym momencie sama siebie chwalę za to, że zostawiłam drzwi od mojego pokoju na taras otwarte.
Tylko hyc, i w torebce mam klucz.
Jednak Jelena pierwsza wchodzi na drabinę i mówi, że nie da rady, że zbyt niebezpieczne. Stoją tam namokłe kartony jeden na drugim, jakieś drewniane skrzynki, jakieś stare, duże, popękane donice. Ja jednak wiem, że stoją też kontenery na śmieci.
Kiedy Jelena poszła szukać innych rozwiązań wlazłam na drabinę. Moment zawahania i przełożyłam jedno kopyto w srebrno-różowym laćku na drugą stronę i stoję w rozkroku. Albo-albo.

Szukam w miarę stabilnego podparcia stopie, żeby przełożyć drugą, żadnej stabilizacji, pierwsza stopa w srebrno-różowym laćku wylądowała w czymś zapełnionym brunatną, śmierdzącą deszczówką, bucik Kopciuszka się mocno zmoczył i zaczął ślizgać. Oparłam stopę o kontener, przełożyłam drugą a w tym czasie Jelena zabrała drabinę i poleciała do domu, do starszych pań. Koniec, musiałam z tej pułapki zleźć i zrobiłam to, nie pytajcie jak, bo nie wiem.
W śliskich klapkach dobiegłam do mojego pokoju, zmieniłam buty, zabrałam klucz i biegusiem za drabiną z Jeleną.
Trzymałam ten zdobyty walką na śmierć i życie klucz w garści, ściskałam go tak mocno, że niemal nie poraniłam dłoni. Po drodze mijałam studzienki odpływowe na ulicy i tak mi przez myśl przeleciało, że gdyby mi tak wpadł…

Nie wiem, czy moja podopieczna ucieszyła się z zakończenia przygody, przy kolacji powiedziała mi, że na myśl przyszedł jej nocleg w hotelu, tylko to trochę pinki-pinki kosztuje a my nawet kieszeni nie miałyśmy, o pinkach już nie wspominając.
Ba, pochwaliła mnie nawet, że jestem odważna, ale ja w takich momentach chyba przestaję racjonalnie myśleć.
Nigdy nie chuliganiłam, nigdy po żadnych płotach nie łaziłam, a teraz niemal szósty krzyżyk na karku a ja po płotach…
– No kiedyś trzeba zacząć – skwitowała Gabrysia.

Rano, nie mogłam wstać z łóżka, coś wlazło mi w lewy półdupek i nie chce puścić, a może by tak spróbować w drugą stronę? Po kontenerach znaczy i na zewnątrz, na prawy półdupek?
Jelenaaaaaaa! Drabinaaaaa!

Krystyna

Jedna myśl na temat “Ten pierwszy raz…”

  1. Witaj, Krysiu.

    Dobrze, że jesteś cała, dzielnie sobie poradziłaś.
    Biorąc pod uwagę, że miałaś przy sobie chorą podopieczną, można się było zestresować. Finał był, na szczęście, pozytywny.
    Widzę, że wówczas tylko jej humor dopisywał, ale może to i dobrze, że nie zdawała sobie sprawy z tego, co się dzieje.
    Ja bym się nie tylko zestresował, ale również…, w każdym razie, słowo tak samo się zaczyna, tak samo kończy, tylko środek ma inny 🙂
    A jaki wniosek z całej historii ?
    Nie sprzątamy szyszek ! Szyszki są ładne, spełniają funkcje ozdobne, niech sobie leżą :).
    A na poważnie – dobra i odpowiedzialna z Ciebie opiekunka.
    No nic, każdy dzień, to bliżej do domu. I tego się trzymajmy.

    Dobrego piątku, uśmiechy :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *