To było niesamowite…

Gorące lipcowe lato. Wakacje nad Sanem, raj dla taty wędkarza, gotowanie na butli gazowej z tego, co pozwolił nam ukraść gospodarz i złowił tata. Zbudowali sobie we dwóch szałas z patyków i całe noce łowili ryby.
Pewnej nocy w pokoju, który wynajmowaliśmy, dało się słyszeć wielkie zamieszanie. To tata…
– Wstawajcie, szybko, szybko, ubierajcie się, musicie TO zobaczyć.
Nie bardzo chciało się nam, dzieciom, nie bardzo chciało się i mamie ale tato nie dawał za wygraną i nalegał.
Był tak podekscytowany, że i nam udzieliły się jego emocje.

Wsiedliśmy do samochodu i tata zawiózł nas nad San, w miejsce gdzie w ciągu dnia kąpaliśmy się. Powinniśmy przejechać przez wygięty półokrągło most ale nim do niego dotarliśmy, spostrzegliśmy jakąś mgłę a auto został czymś dokładnie oblepione, czymś co wycieraczki rozmazywały na szybach. Koła zaczęły ślizgać, tata więc zatrzymał samochód i wysiedliśmy. Do rzeki doszliśmy pieszo, ostrożnie, tata podtrzymywał mamę, żeby się nie rozjechała.
– Widzicie to? – tata nie potrafił ogarnąć wzrokiem zjawiska, jakiego byliśmy świadkami.

Była to noc, a raczej kilka godzin wylęgania się muchówki.
Widok niesamowity.
Mgła owadów w niesamowitym tańcu godowym, trwającym krótką chwilę, by opaść na ziemię i pokryć ją kilkucentymetrowym dywanem.
Muchówki były wszędzie. Bez sensu było opędzanie się czy otwarcie parasola. Opadały jak śnieg. Ciepły i nietopliwy. Kiedy włożyło się rękę w ten śnieg – okazał się być gorący!
Tata powiedział, że jest to zjawisko nader rzadkie. Musi być spełnionych kilka warunków aby taki wylęg mógł nastąpić. Musi być odpowiednia faza księżyca, odpowiednia pora roku, odpowiednia temperatura. Nie pamiętam co jeszcze.
Owady wychodzą z wody, odbywają kilkuminutowy taniec godowy, zapłodnione jajeczka są od razu uwalniane i opadają  – jeśli do wody to dobrze, a dojrzali, godowi tancerze po prostu spadają na ziemię i giną.

Nie jestem entomologiem, nie wiem jak to naprawdę jest, choć opowiadanie taty brzmiało wiarygodnie.
Jednakże gruba warstwa gorących owadów pod nogami, jeszcze długo, długo śniła mi się po nocach. I te tańczące auta, nie dające rady jeździć…

Krystyna

6 myśli na temat “To było niesamowite…”

  1. Wielce Szanowna Autorko !

    Wrażenia jak z filmu sf 🙂
    Hmmm ?.
    Poza tym WTEDY wszystko było takie pierwsze…

    Pamiętam kiedy miałem jakieś 6 -7 lat , Dziadek zawiózł mnie nad brzeg małego oczka wodnego.
    Powiedział: ,, Dotknij dna,,
    Wyciągnąłem rękę,woda była lodowato zimna .
    Piasek na dnie wyglądał tak jakby się ,,gotował,, .
    Dziadek powiedział: ,,Sięgnij głębiej,,
    Moja ręka zapadła się w piasek po łokieć ,a dna nadal nie było…

    Wtedy pierwszy raz widziałem bijące z ziemi czyściutkie źródełko wody.

    Ukłony
    Teddybe

    1. Widziałam takie źródełko! “Gotująca” się woda a zimna jak fixpomada. Po dwóch łykach boli gardło. No, takie wspomnienia to sól życia…
      Wszystkiego dobrego.

  2. Nigdy nie słyszałem o muchówce, nigdy nie słyszałem o wylęgu, a mimo to historia łapie za serce. Każdy nosi w sobie tego rodzaju niezapomniane chwile, które pomagają przetrwać najchłodniejszy samotny wieczór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *