Urocze rudzielce…

W czwartek mają wrócić afrykańskie upały. Nie ma się z czego cieszyć, jest sucho, mało co rośnie, zagrożenie pożarami duże, wody coraz mniej.
Nie chcę już powtarzać, że dla mnie takie ciepło to tylko umierać, bo ja z tych, co zimę, śnieg i mróz lubią. Nawet w styczniu byliśmy z rodziną w słowackich termach, gdzie na zewnątrz takie sobie minus pięć a nam na głowy śnieg sypał.
I przebieżki boso po śniegu z basenu do basenu – wedle zachcianki, temperatura wody od 28 stopni, przez 37, do 60. I sztuczna fala tylko dla nas, bo takich pomyleńców było tam niewielu.
Po prostu bosko. A na dodatek, siedząc w bąbelkach, mogłam obserwować trasy narciarskie.
W styczniu jednak trafił się nam także pogrzeb.
Bardzo smutna uroczystość, ale kiedy weszłam na teren cmentarza i zobaczyłam harcujące w zasięgu niemal ręki wiewiórki, nieco mnie poniosło…
No bo jak nie zrobić takich zdjęć, no jak?

 

Powiecie, że mam coś z głową.
I macie rację.

Krystyna

2 myśli na temat “Urocze rudzielce…”

  1. Fajna wiewióra :). A że z cmentarza ? Chcąc, nie chcąc, kiedyś wszyscy tam trafimy :). Liczy się udane zdjęcie, a nie miejsce. Dobrego dzionka, pozdróweczki dla Pani Fotografki :). To pisałem, ja, Jarząbek :).

    1. To nie jedna a kilka wiewiórek! One tak szybko się ruszają, że trudno je policzyć, ale co najmniej ze trzy sztuki się popisywały.
      Pozdrawiam i ja!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *