Wielkie grillowanie…

Grill.
Trzeba mieć nieźle zryty beret, żeby targnąć się na grilla w
górach, w lepki, mglisty dzień, przy temperaturze około
3 stopnie C.
Drewno było w szopie, ale trzeba było je najpierw porąbać, czym zajął się syn.
Piękne, równiutkie patyczki aż prosiły się o to, by je podpalić.
W szopie były kartony po
ciastkach i torcie, które miały służyć za podpałkę. Gdzieś tam, między deskami leżały zapałki.

Kiełbaski pierwszego sortu pokroiłam i misternie ponacinałam;
czekały na ułożenie na ruszcie.
Bierzemy zapałki, pocieramy… Nic z tego. Mokra siarka skrusza się,
z drugą i  trzecią to samo. Nie zapalimy. Zresztą kartony z szopy też są zawilgocone.
Gdzieś miałam zapalniczkę, przekopałam torbę i znalazłam, ale ona również zdychała. Przypomniało się nam, że w kuchni mamy suchy karton po ciastkach, bierzemy, drzemy na drobne paski,
rozwarstwiamy, byle tylko się zapaliło. Od zdychającej zapalniczki
odpalamy zapałkę, od zapałki, drugą i trzecią. Papier zaczyna się tlić, a my niczym Prometeusz chronimy w dłoniach ogień, żeby nie zgasł.
Ostatnim rzutem na taśmę, już bez nadziei na grilla, położyliśmy na tlący się papierek cieniutkie patyczki, drobinki kory znalezione
w szopie na podłodze po zamiataniu, potem ciut ciut grubsze.
Rozpaliło się!
Ogień zaczął buzować, ale my byliśmy już tak zmarznięci, że nawet gorąca kawa nie pomogła. Szybko, szybko, szybko, kiełbaski ułożone, ogień duży, na stole chleb, musztarda, chrzan, keczup. I piwo.
Ciach, ciach, jedna strona przypieczona, obrót na drugą, byle szybko.
O ile rozpalenie ognia zajęło nam półtorej godziny, o tyle na samo grillowanie wystarczyło pół.
Kiełbaski wyszły twarde, były cholernie pikantne, cóż, jak się nie umie czytać po ichniemu to potem takie jaja wychodzą. Ale nic to, wpierniczaliśmy je jak najlepszą ambrozję, ciesząc się, że mamy
ciepły posiłek.

Po piętnastu minutach palenisko zgasło, a my z pustymi talerzami biegusiem do pokoju i pod kołderki się grzać. Zmarzliśmy na kość.
I to by było na tyle. Po balu.

A mnie się marzył grill na śniegu, na mrozie…
Chyba ta ciepła, termalna woda zmiękczyła mi resztki rozumu
a wraz z nim, zdrowy rozsądek.

Krystyna

3 myśli na temat “Wielkie grillowanie…”

  1. Było fajnie, może teraz macie inne zdanie, ale przyznacie mi rację – za jakiś czas :).
    A na pikantne kiełbaski z grilla najlepsze jest piwo. Zimne.
    Rzecz jasna, nie na dworze :).
    Wiem coś o tym.
    Pozdróweczki :).

Pozostaw odpowiedź beivka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *