Zeskok z telemarkiem…

Jako że spacerowanie granicą wody i piasku należy do najmilszych czynności nad morzem, szczególnie kiedy nie ma pogody do plażowania i kąpieli, korzystamy z tego tak często, jak tylko się da, czytaj – jak nie pada.
Lubię obserwować wszystko co mijam, wyciągam wnioski, podziwiam, chwalę albo obśmiewam.
Pisałam wcześniej, że przeszliśmy plażą z Rowów, mijając Dębinę do Poddąbia. W te i we wte ponad piętnaście kilometrów. Wtedy podziwiałam kamienie w Dębinie i klify.
Dziś zwróciłam uwagę na coś innego…

Ostatnie zejście z plaży w Rowach, następne już w Dębinie. Piękne schody i betonowy zjazd, wydawać by się mogło dla wózków czy niepełnosprawnych.

Zjazd?
Może zeskok?
Moi dwumetrowi i sprawni synowie, zanim nań weszli, zastanawiali się chwilę, jak to zrobić. Betony bowiem kończą się sporym, kilkunastocentymetrowym uskokiem.
Wózek z dzieckiem można zrzucić, niepełnosprawny może zeskoczyć. Z telemarkiem.

Domyślam się, że to wina morza, które zabiera nie tylko piasek, ale całe połacie ziemi wdzierając się w ląd, co widać podziwiając klify, ale musiałam. No musiałam.
Rzuciło mi się w oczy i już.

A, i tak przy okazji. Na plażę chodzę mając minimum rzeczy przy sobie. Mata, leżak i ręcznik. Olejek w kieszeni. Precz z zegarkiem i komórką.
Kiedyś chodziło się z kocem i olejkiem.
Potem z kocem, ręcznikiem, olejkiem.
Potem z kocem, ręcznikiem, olejkiem, leżakiem.
Następnie z kocem, ręcznikiem, leżakiem, olejkiem, parawanem.
Potem z kocem, ręcznikiem, leżakiem, olejkiem, parawanem, parasolem.
Potem z kocem, ręcznikiem, leżakiem, olejkiem, parawanem, parasolem, dmuchanym  materacem.
Potem z kocem, ręcznikiem, leżakiem, olejkiem, parawanem, parasolem, dmuchanym materacem, namiotem.
Teraz z kocem, ręcznikiem, leżakiem, olejkiem, parawanem, parasolem, dmuchanym materacem, namiotem, łopatką do okopywania parawanu, młotkiem do wbijania palików parawanu i jeden bóg wie czym jeszcze.
No to pakują ci ekstremiści cały ten majdan na wózek bagażowy, czy raczej platformę na dwóch kółkach i ciągną ze sobą na plażę. Męczą się na zjazdach (czasem skoczniach właśnie) a potem pocą przez pół plaży, żeby się zainstalować, rozbić obozowisko, co zajmuje chyba sporo czasu. Jak już skończą, to czas się pakować, i na obiad. Co za bezsens i obciach!

Krystyna

4 myśli na temat “Zeskok z telemarkiem…”

  1. Ten zjazd, to jest nic innego, jak realizacja wytycznych minister edukacji narodowej – Anny Zalewskiej.
    Niepełnosprawny ma siedzieć w domu i nie rzucać się w oczy.
    Oczywiście to sarkazm, ale z odrobiną prawdy.
    W tej fajnej wyliczance brakuje jeszcze smartfona, na plaży musi być wifi, żeby zdać bezpośrednią relację na instagramie, facebook’u, twitterze i innych pierdolnikach.
    Zdjęcie musi być oznaczone odpowiednimi hasztagami producenta stroju kąpielowego, okularów słonecznych, pareo, kapelusza słomkowego, klapek, parawanu, ręcznika, olejku do opalania. Nie należy zapominać o hasztagu hotelu, w którym mamusia się zatrzymała z Brajankiem. Niech koleżankom żyła wyjdzie, a co. Uśmiechy :).
    Ciężka praca, dużo tego :).

    1. Precz z polityką! Jest brudna i śmierdzi.
      Co do tych smartfonów – masz rację! Na brzegu 60 % ludzi stoi i fotografuje swoje pociechy, żony, mężów, ratowników…
      Przejść się czasem nie da. Ciekawe, na ilu zdjęciach będzie moja przypadkowa facjata, jako mistrz drugiego planu 🙂

  2. Ale wiesz, takie instalowanie się z parawanem i innymi cudami zabiera sporo czasu i zabija nudę. No bo jak ktoś nie lubi leżeć na plaży (jak ja), ale rodzina go zmusza, to co ma robić? No i wtedy wykonuje bezmiar “użytecznych” czynności, jak choćby to wbijanie palików młotkiem. W czasach mojego dzieciństwa używało się wielkiego kamienia 😀

    1. Moje dzieciństwo spędziłam tylko na kocu, ale może dlatego, że nad morze miałam daleko a na wieś do stryjka – bliżej.
      Też nie lubię plackować na plaży, uciekam do morza, potem ruszam się żeby wyschnąć, a w międzyczasie obserwuję ludzi, podsłuchuję rozmowy.
      Lubię chodzić wzdłuż linii brzegowej – byle nie leżeć. 🙂
      Mamy coś wspólnego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *